Dzień 1. III - Dzień Pamięci Żołnierzy Niezłomnych - "Żołnierzy Wyklętych" - wspomnienie najdłuższego powstania zbrojnego w historii Rzeczypospolitej, ze szczególnym uwzględnieniem piętna tegoż na kamienistej ziemi Gór Świętokrzyskich

Wolno spadające na ziemię krople deszczu nasączają od kilku godzin – niczym gąbki – mchy nienasycone, których brudno – zielone, mokre połacie przebijają już wyraźnie na biało – brudnym, mokrym tle zimowego jeszcze lasu… Dzień wstaje szarością nieba – rozjaśnianą z wolna niewidocznymi zza chmur promieniami słońca… Skala szarości zmienia się nieznacznie na korzyść dnia… Krople deszczu spływają po korze drzew – po gładkiej szybciutko, po chropawej – wolno i nieregularnie…

las czartoszowski końca zimy

Las i łąka końca zimy... konkretnie las i łąka na gruntach wsi Czartoszowy na zachodnim obrzeżeniu Gór Świętokrzyskich... Dzień wstaje szarością nieba – rozjaśnianą z wolna niewidocznymi zza chmur promieniami słońca… Skala szarości zmienia się nieznacznie na korzyść dnia…

Poniżej – przy ziemi – spływają po gładkiej strukturze hełmu z zatartą nieco czerwoną gwiazdą… Obok – zraszają rogatywkę z pokracznym, przysadzistym, blaszanym ptakiem nad daszkiem… Podobno to polski orzeł… Dziwny jakiś – bez korony, brzydki plastycznie, jak kura jakaś… Nie nasz… Wpisuje się raczej – nawet geometrycznie – w tę gwiazdę czerwoną… Znad Oki on chyba… Nie nasz…

Od wsi ujadają mocno psy… Słychać wrzaski uciekających po opłotkach przed sołdatami kobiet… Ruskie przekleństwa, a najczęściej – dosadnie okraszone tymiż – żądanie: „dawaj djengi, dawaj czasy, my pojebat' priszli!”… Warkot silników ciężarówek i aut osobowych… Jest też Jeep z czerwoną gwiazdą… Taki symbol sprzedanej w Jałcie Polski… Podpalono stodołę…

Ciemny dym i płomienie są słabo widoczne pod lasem… Swąd dymu za to dociera tu coraz wyraźniej... A deszcz – coraz słabiej spadający z mrocznego nieba – kapie delikatnie na ruski hełm z gwiazdą i ruską rogatywkę z ruskim, blaszanym ptakiem… Zostawia krople na tłustym od oliwy talerzu „Dziegciara” (Ręczny Karabin Maszynowy systemu Diegtiariowa) oraz na ażurowej lufie „Pepeszy” (Pistolet maszynowy PPSz)… Rozmowa pod drzewem jakoś się nie klei… Może obustronny brak znajomości języka… Może ta pogoda… Może strach i skupienie na obserwacji lizjery szaro – zielonego, marcowego lasu… Przecież las tylko pozornie śpi w ciężkich i mokrych okowach dogorywającej zimy…

Czartoszowy

Las Czartoszowski końca zimy - ciąg dalszy ujęć... lizjera szaro – zielonego, marcowego lasu… Przecież las tylko pozornie śpi w ciężkich i mokrych okowach dogorywającej zimy…

Pomiędzy drzewami – ociekającymi deszczówką i zrzucającymi z szumem gałęzi śniegowe, mokre czapy – przemykają szaro – zielone cienie… Gdzieniegdzie odznaczy się w ułamku sekundy spatynowany ryngraf z Matką Bożą, zawieszony na piersi… Uderzy o biodro niemiecki pistolet maszynowy MP 40, ruska „Pepesza”, na plecach kolebie się przedwojenny Mauser - wz. 29 (kbk wz. 29), a w dłoni dowódcy – wyciągniętej ku płonącej wsi – tkwi ten wspaniały, niezawodny Vis – arcydzieło Fabryki Broni w Radomiu – wz. 35… Zastępca dowódcy dzierży w dłoni niemieckie Parabellum… P 08… Na czapkach dumnie rozpostarty Orzeł w Koronie… Szaro – zielone cienie, duchy leśne… Wilki… Ostatni Rycerze Zdradzonej Rzeczypospolitej…

 

Dwa ciche, precyzyjne uderzenia noża w kark… Właściwie dwa karki… Cienkie strużki krwi spływają na biało – brudny śnieg i wsiąkają z wolna w mokry mech… Hełm z zatartą nieco czerwoną gwiazdą lekko zapadł się w mokrym śniegu… rogatywka z ruskim, blaszanym ptakiem leży swobodnie na mchu pod drzewem i nasiąka wilgocią od wewnętrznej strony… Ręce nowych właścicieli podnoszą broń z ziemi… „Dziegciar” i „Pepesza” – przeładowane i sprawdzone… Broni i tak właściwie jest już więcej niż ludzi…

Dowódca – porucznik – szeptem i gestami wydaje rozkazy, rozdziela zadania… To będzie szybka akcja – w ich stylu – błyskawiczne natarcie i błyskawiczny odskok… Zabiją tylu „krasnych”, ilu zdołają zabić, dadzą czas na ucieczkę mieszkańcom wioski… Na więcej brak sił i środków… Przewaga w ludziach i sprzęcie n-pla jest zbyt duża… Zakładają na mundury białe elementy z dopasowanych fragmentów prześcieradeł… Krótki szczęk przeładowania broni przecina wymownie i dyskretnie ciszę pod lasem…

Niezłomni w natarciu

W imię Boga i Najjaśniejszej... Porucznik wie, co robi... Za chwilę padnie pierwszy strzał... "...Bo u Chrystusa my na ordynansach..."

Ruszają cicho, niby cienie, poszarpaną tyralierą, skokami – ku wsi… Miękki śnieg ustępuje łatwo pod uderzeniami butów, woda z oczek powstałych po roztopie na łące bryzga na boki… Biegną coraz szybciej, są już bardziej wyprostowani, palce zaciskają się na spustach broni… Są już na odległość skutecznego rażenia pocisków… Porucznik strzela pierwszy – dając tym samym rozkaz otwarcia ognia – za płotem pierwszej zagrody ruski oficer w bezwładnym geście rozpościera ręce i pada na pokrytą mokrym śniegiem kupę gnoju (obornika znaczy…)… Erkaemy spod lasu zaczynają swą szatańską muzykę – biją wściekłym krzyżowym ogniem ku opłotkom wsi, osłaniając nacierających… Reszta też otwiera ogień – głównie z broni krótkiej i peemów… Jeszcze chwila i… ku pojazdom oraz „sile żywej przeciwnika” szybują w powietrzu bezgłośnie granaty… 

Zaczyna się to, co w historii wojen, strategii i taktyki trwa najkrócej… Walka bezpośrednia…

Wyżej opisana historia, do której jeszcze wrócimy, by dopowiedzieć jej epilog, równie dobrze mogła zdarzyć się nad Niemnem, Styrem, Prypecią, Bugiem, Wisłą, Wartą, Nidą czy Odrą po zimie 1944 roku… Aż do lat 50. XX wieku

Opłotki wsi Czartoszowy

Opłotki wsi Czartoszowy... na zachodnim obrzeżeniu Gór Świętokrzyskich... Dzień wstaje szarością nieba – rozjaśnianą z wolna niewidocznymi zza chmur promieniami słońca… Skala szarości zmienia się nieznacznie na korzyść dnia…

Tu, gdzie teraz idę przez las, nie płynie żadna rzeka, są rowy melioracyjne, które osuszyły bezmyślnie – dla pozyskania gruntów rolnych, podczas sowieckiego zaboru, zwanego PRL – jeziora Pojezierza Świętokrzyskiego, którą to krainę opisywałem i ukazywałem już na moim blogu… W pobliżu – kilka kilometrów dalej na wschód – płynie Łososina, zwana tez Łośną, a od ponad stu lat – na pamiątkę „Klechdy domowej” – opowieści powstańczej z lat 1863 – 1864 – napisanej przez Stefana Żeromskiego – Wierną Rzeką… Bliżej – w leśnych ostępach – przepływa dopływ Wiernej – niewielka rzeczka Czarny Lasek, a na niej posadowiono – podobno wieki temu – Diabli Most… Ale to już temat na zupełnie inną opowieść… Podchodzę na brzeg lasu… Patrzę na pierwsze zbudowania wsi… Wieś nazywa się Czartoszowy – od czarta i sowy… Ale to też temat na zupełnie odrębną opowieść… do której na pewno kiedyś wrócę… Teraz skupmy się na widoku spod lasu… Lasu mokrego końca zimy… Wyobraźmy sobie, że jest na przykład marzec roku 1945 lub 1946... Na moim miejscu mogli z powodzeniem stać żołnierze na przykład dwustuosobowego oddziału Narodowych Sił Zbrojnych pod dowództwem kpt. Władysława Kołacińskiego ps. „Żbik”, operującego od III do VII 1945 r. w lasach włoszczowskich i okolicach Łopuszna… Albo żołnierze batalionu Konspiracyjnego Wojska Polskiego „Graby” (w fazie organizacji – ok. 20 os.), pod dowództwem Tadeusza Benbena ps. „Robak”, walczącego na tym terenie od III do VI 1946 roku…

las czartoszowski

Las Czartoszowski końca zimy... ścieżka prowadzi na skraj tej urokliwej krainy leśnej i jeziornej... Od dziecka znam te ścieżki... I może sam czart i sowa tymi ścieżkami prowadzi... Najpewniej... I najpewniej ścieżki te historię wciąż szepczą - przypominają szelestnie - listowiem oraz igliwiem...

TRZEBA PRZYPOMNIEĆ...

Trzeba wciąż – niestety wciąż – przypominać, że na Polskiej ziemi w 1944 i 1945 r. starli się krwawych zapasach niedawni sojusznicy i okupanci naszego kraju – hitlerowskie Niemcy i sowiecka Rosja. Zatem straty, rzeczywiście w tysiącach w poważniejszych starciach, ponosili agresorzy, okupanci, nasi odwieczni nieprzyjaciele, a o wyzwoleniu mogą chyba jedynie mówić więźniowie niemieckich obozów zagłady, które zresztą z reguły natychmiast były zapełniane przez Sowietów polskimi patriotami – żołnierzami podziemia niepodległościowego, inteligencją itp.

Sowieci wkraczają na Kielecczyznę

Noc księżycowa i mroźna 11/12 stycznia 1945 roku... sowieckie warty nie przejmują się już nawet żarem machorkowego - widocznym z daleka... Są mocni i pewni siebie... Za chwilę ruszą dalej "na zapad"...

Rankiem 12 I 1945 r. ruszyła znad Wisły sowiecka ofensywa, a 15. stycznia Armia Czerwona wkroczyła do Kielc … za nią maszerowało NKWD i – przeszkoleni na wschodzie do niszczenia podziemia niepodległościowego – zdrajcy, zasilani już na miejscu przez członków tzw. Armii Ludowej, tzw. Polskiej Partii Robotniczej oraz różnego autoramentu szumowiny. Nadeszło tzw. „wyzwolenie”:

„Czekamy ciebie, czerwona zarazo,

byś wybawiła nas od czarnej śmierci,

byś nam Kraj przedtem rozdarłwszy na ćwierci,

była zbawieniem witanym z odrazą.

Czekamy ciebie, ty potęgo tłumu

zbydlęciałego pod twych rządów knutem

czekamy ciebie, byś nas zgniotła butem

swego zalewu i haseł poszumu.

Czekamy ciebie, ty odwieczny wrogu,

morderco krwawy tłumu naszych braci,

czekamy ciebie, nie żeby zapłacić,

lecz chlebem witać na rodzinnym progu.

Żebyś ty wiedział nienawistny zbawco,

jakiej ci śmierci życzymy w podzięce

i jak bezsilnie zaciskamy ręce

pomocy prosząc, podstępny oprawco.

Żebyś ty wiedział dziadów naszych kacie,

sybirskich więzień ponura legendo,

jak twoją dobroć wszyscy kląć tu będą,

wszyscy Słowianie, wszyscy twoi bracia

Żebyś ty wiedział, jak to strasznie boli

nas, dzieci Wielkiej, Niepodległej, Świętej

skuwać w kajdany łaski twej przeklętej,

cuchnącej jarzmem wiekowej niewoli.

Legła twa armia zwycięska, czerwona

u stóp łun jasnych płonącej Warszawy

i scierwią duszę syci bólem krwawym

garstki szaleńców, co na gruzach kona.

Miesiąc już mija od Powstania chwili,

łudzisz nas dział swoich łomotem,

wiedząc, jak znowu będzie strasznie potem

powiedzieć sobie, że z nas znów zakpili.

Czekamy ciebie, nie dla nas, żołnierzy,

dla naszych rannych – mamy ich tysiące,

i dzieci są tu i matki karmiące,

i po piwnicach zaraza się szerzy.

Czekamy ciebie – ty zwlekasz i zwlekasz,

ty się nas boisz, i my wiemy o tym.

Chcesz, byśmy legli tu wszyscy pokotem,

naszej zagłady pod Warszawą czekasz.

Nic nam nie robisz – masz prawo wybierać,

możesz nam pomóc, możesz nas wybawić

lub czekać dalej i śmierci zostawić...

śmierć nie jest straszna, umiemy umierać.

Ale wiedz o tym, że z naszej mogiły

Nowa się Polska - zwycięska narodzi.

I po tej ziemi ty nie będziesz chodzić

czerwony władco rozbestwionej siły”.

 – pisał, patrząc na płonącą podczas Powstania Stolicę i celową bezczynność Sowietów, żołnierz AK – Józef Szczepański ps. „Ziutek”  (autor słów słynnej piosenki „Pałacyk Michla”). Młody poeta zginął wkrótce po napisaniu tego wiersza, a „Czerwona Zaraza” nadciągnęła, przynosząc także śmierć, cierpienie i kłamstwo.

Raporty powojennych władz Kielc i okolicznych miejscowości, w ciemnym 1945 roku nibywolności, odnotowały setki zbrodni, gwałtów i niesamowitych wynaturzeń, popełnianych przez frontowców sowieckich. Dla przykładu latem 1945 r., gdy ich duże oddziały wracały do rodzimego „Sojuza”, w Cedzynie pięciu pijanych sołdatów dokonało gwałtu na 35 – letniej kobiecie, która ledwo uszła z życiem. Wiele innych kobiet w całym kraju, począwszy od kilkuletnich dziewczynek a skończywszy na staruszkach, nie miało takiego „szczęścia”…

„Gwałty, rabunki i kradzieże popełniane przez żołnierzy Armii Czerwonej są codziennym zjawiskiem i masowym (…) W całym powiecie kieleckim wojsko sowieckie terroryzuje ludność i niszczy jej dobytek” – donosił, w raporcie z dn. 21 VII 1945 r., „Starosta Powiatowy Kielecki” do „Ob. Wojewody Kieleckiego”, do którego, tego samego dnia, raportował także „Prezydent M. Kielc”: „W mieście Kielcach miało miejsce ok. 30 wypadków zgwałceń, przy czym w 15 wypadkach nastąpiło zarażenie chorobą weneryczną. Obecnie w szpitalu znajduje się 5 kobiet w wieku lat 9 – 28 zgwałconych przez maruderów sowieckich”. Do tego doszedł wszechobecny terror NKWD oraz jej „polskiej filii” – Urzędu Bezpieczeństwa Publicznego, skierowany przeciwko wszelkim niepodległościowym żywiołom. Kieleckie więzienie, świeżo opuszczone przez Gestapo, pod nowym – czerwonym – nadzorem szybko i wciąż zapełniało się „elementem reakcyjnym” … a w lasach rosła zbrojna siła oporu… 

Front wschodni

Front wschodni (fot. z 1945 r. - Wiener Illustrierte) Nadchodzi "Iwan"... niosąc śmierć nie tylko Niemcom...

W wyniku zdecydowanej przewagi militarnej Sowietów, Niemcy zostali podczas ofensywy styczniowej wyparci z Kielecczyzny w ciągu kilku dni. Tu i ówdzie żołnierze AK uderzali na mniejsze grupy wycofujących się Niemców i zapobiegali niszczeniu „obiektów użyteczności publicznej”. Teraz przyszło im poznać oblicze nowego okupanta, oblicze równie bezwzględne, co i zakłamane.

„Już na przyczółku sandomierskim NKWD, nierzadko przy pomocy UB »rozpracowało« jesienią 1944 r. wielu żołnierzy AK, którzy zostali aresztowani i deportowani w głąb ZSRR. Na pozostałym obszarze Kielecczyzny bezpośrednio po przejściu ofensywy styczniowej 1945 r. NKWD również dokonało aresztowania i deportacji pewnej liczby Polaków, których z sobie tylko wiadomych względów uznało za niewygodnych. Tym razem deportacja ta w niewielkim stopniu dotknęła żołnierzy AK, dobrze zakonspirowanych i zamelinowanych. Bardziej dotkliwe prześladowania, tym razem ze strony Urzędu Bezpieczeństwa miały ich dotknąć w następnych miesiącach i latach. Akcja »Burza« nie zakończyła się sukcesem – wyzwoleniem Kielecczyzny spod okupacji niemieckiej i ustanowieniem suwerennej polskiej administracji, nie podlegającej niczyjej obcej hegemonii. Obecnie wiadomo, że w ówczesnej sytuacji osiągnięcie tego celu nie było możliwe. Jednocześnie jednak dowiodła sprawności organizacyjnej, która pozwoliła na bliskim zapleczu frontu naszpikowanym niemieckim wojskiem i policją utworzyć kilkutysięczny korpus [ok. 10 tys. żołnierzy z jednostkami „okołokorpuśnymi”], zaopatrywać go i umożliwić działanie przez blisko 3 miesiące, a następnie skutecznie ukryć i wyżywić setki i tysiące zdemobilizowanych żołnierzy. Świadczy to o sprawności organizacyjnej i ofiarności zarówno bezpośredniego zaplecza tych oddziałów – 30 tysięcznej konspiracyjnej armii zaprzysiężonych żołnierzy AK, a poniekąd także 28 tysięcznej skonfederowanej z nią siatki organizacyjnej BCh, jak i ofiarności i patriotyzmie przygniatającej większości polskiego społeczeństwa. Przebieg »Burzy« dowodzi także wartości bojowej żołnierzy AK, którzy choć szkoleni w konspiracji w większości starć z regularnymi oddziałami przeciwnika wychodzili zwycięsko – i z nielicznymi wyjątkami – nie dali się zniszczyć [a musimy pamiętać, iż Niemcy byli świetnymi żołnierzami]. Zadając Niemcom straty, wiążąc ich siły, mieli oni swój wkład w ostateczne zwycięstwo nad hitleryzmem. Wkład Ten byłby jeszcze większy, gdyby strona sowiecka potraktowała Armię Krajową jako autentycznego sojusznika” – pisze, w Zakończeniu „»Burzy« na Kielecczyźnie”, Andrzej Jankowski.

Marsz na Warszawę VIII 1944 r.

Marsz na Warszawę - VIII 1944 r. - czas akcji "Burza" (fot. Feliks Konderko "Jerzy" - ze zbiorów Mariusza Barana - Barańskiego) - czas wielkiej nadziei, która wkrótce miała przerodzić się w wielkie rozczarowanie i żal, a następnie przejść w rozpacz, która miała walczyć z poczuciem obowiązku... Walczyć dramatycznie i czasem pokrętnie... Te przyszłe drogi już nie były takie proste i cele przestawały być często jasne... Ale walka trwała...

W styczniu 1945 r., w dwa dni za frontowcami sowieckimi, pojawili się w Kielcach funkcjonariusze ekspozytury polowej NKWD, tzw. „Smiersza” (skrót od „Specyalne mietody razobłaczenia szpionow”„Smiert Szpionam”„Śmierć Szpiegom”). Pierwszymi , podstępnie zwabionymi i osadzonymi w więzieniu kieleckim na Zamkowej, byli miejscowi prawnicy, następnie ich los podzielili Volksdeutsche i żołnierze oraz członkowie wszelkich organizacji podziemia niepodległościowego, głównie AK i NSZ. Z rąk NKWD, po paru tygodniach, obiekt wraz z więźniami przejmują władze tzw. Urzędu Bezpieczeństwa Publicznego (czyli polskojęzyczne NKWD) i zaprawdę „godny” był to następca.

Więzienie szybko poczęło zapełniać się ludźmi podziemia, a metody śledcze były czasem bardziej „wyszukane” niż gestapowskie, jak m.in. sadzanie „badanych” na nodze od taboretu, która … z resztą, niech opowie ppor. Stanisław Wiącek – żołnierz legendarnego oddziału AK „Jędrusie”: „… Ja przykucnąłem nad nogą, wtedy Kwasek [ kpt. Edmund Kwasek – członek AL, współpracownik Adama Humera („Kata Bezpieczeństwa”) – wyjątkowy sadysta] podbił mi nogi tak, że całym ciężarem upadłem na nogę stołka, która weszła mi w odbyt. Zemdlałem z bólu. (…) jeden ścisnął mi głowę między swymi nogami i wykręcił do tyłu ręce, dwaj stanęli na moich stopach i zaczęli mnie bić (…) Po jakimś czasie przyszło ich ośmiu z pepeszami (…) i zaczęli pchnięciami luf podawać mnie sobie jak pilkę. W rezultacie miałem złamane cztery żebra i wybite sześć zębów (…) Kwasek powiedział (…) »masz podpisać bez czytania albo znajdziesz się pod schodami«. Pamiętając jak wyglądają zwłoki, które widziałem pod schodami, podpisałem …”.

Więzienie kieleckiego UB

Stukot podkutych butów na więziennym, brudno-zielonym korytarzu, rozjaśnianym niespokojnie drgającym blaskiem żarówki... Idą po kogoś...Uszy zbliżają się do drzwi... nasłuchując z czasem całym ciałem... Słychać przekleństwa... Takie ruskie bardziej... A potem wrzask: "Na literę K!"... Dziś te sowieckie sk....syny nie pójdą spać - taka myśl błąka się obłędnie po celach... Krwawe trolle w krwawej trollowni... Jeszcze nie bezkarni... 

Odwet za te zbrodnie rodził się już w lasach Gór ŚwiętokrzyskichZgrupowanie Oddziałów Delegatury Sił Zbrojnych na Kraj – zwane też Samodzielną Brygadą Kielecką, dowodzone przez legendarnego partyzanta Armii Krajowej – kpt. Antoniego Hedę ps. „Szary”,  w nocy z 4 na 5 VIII 1945 r. przeprowadziło skuteczną  akcję uderzeniową na sowiecką katownię przy Zamkowej, uwalniając, wg różnych szacunków,  345 – 700 ludzi.

To brawurowe i niezwykle skuteczne rozbicie kieleckiego więzienia oraz jednoczesne opanowanie miasta wojewódzkiego (jedyne w latach tamtej walki z lat 1944 – 1956) rozniosło się echem po całej Polsce, a NKWD wraz z różnymi jednostkami tzw. „Bezpieczeństwa” rozpoczęła szeroko zakrojoną i bezlitosną akcję oczyszczania Kielecczyzny z tzw. „reakcyjnych band”, polując szczególnie na „Szarego”.

Zgrupowanie "Szarego" w czasie rozbicia kieleckiego więzienia

Zgrupowanie "Szarego" w czasie rozbicia kieleckiego wiezienia NKWD - UB - 4/5 VIII 1945 r. (fot. ze zbiorów Teresy Hedy - Snopkiewicz) Za nimi las, miasto i znowu las... Las to Dom...

Ostatni oddział polskiego podziemia niepodległościowego na Kielecczyźnie, działający w okolicach Sandomierza, zakończył walkę wiosną 1954 roku.

„Niech przyjaciele moi w nocy się zgromadzą

I biedne serce moje spalą w aloesie,

I tej, która mi dała to serce, oddadzą –

Tak się matkom wypłaca świat, gdy proch odniesie …

Niech przyjaciele moi siądą przy pucharze

I zapiją mój pogrzeb – oraz własną biedę:

Jeżeli będę duchem, to się im pokaże,

Jeśli Bóg (mię) uwolni od męki – nie przyjdę …

Lecz zaklinam – niech żywi nie tracą nadziei

I przed narodem niosą oświaty kaganiec;

A kiedy trzeba, na śmierć idą po kolei,

Jak kamienie przez Boga rzucane na szaniec! …”

                                            Juliusz Słowacki „Testament mój”

Powyższy wywód uwidocznia ciągłość Polskiego Państwa Podziemnego, wiernego rządowi RP w Londynie, zarówno podczas okupacji niemieckiej jak i sowieckiej. Opis, który pokazuje, że Armia Krajowa, to nie była „armia leśnych dziadków”, noszących w jednej ręce koszyk na grzyby, a w drugiej stary karabin, że nie były to także luźne romantyczne oddziałki, błąkające się po lesie jak Bóg da, ale prawdziwa, regularna, świetnie wyszkolona i dowodzona armia.

Pomnik AK w Kielcach

Pomnik Armii Krajowej w Kielcach na Placu Żeromskiego... Przerwany Łuk Triumfalny - symbolizujący zwycięstwo AK, będącej częścią Wojska Polskiego na Zachodzie, u boku sojuszników... To zdradzone zwycięstwo... sprzedaną krew Stalinowi... Przecież nawet nie zaproszono Ich na defiladę zwycięstwa... Czy mogła być bardziej okrutna i bolesna zdrada?... Dziś ludzie chodzą koło tego pomnika, nie zastanawiając się nad tym... Zatem my się zastanówmy...

Jednak najtrudniejsza próba poświęcenia wierności i patriotyzmu przypadła na lata 1944 – 1956. Tu zaczyna się walka Żołnierzy NiezłomnychŻołnierzy Wyklętych„Dziś po upływie przeszło pół wieku od tamtych wydarzeń, podziw i szacunek musi budzić postawa tych dowódców i żołnierzy AK, którzy mimo tak beznadziejnego położenia nie poddali się, nie uciekli ze swej ziemi na drugi kraniec Polski, nie wkupili się w łaski nowej władzy zdradą swych ideałów i swych towarzyszy broni, lecz raz jeszcze podnieśli się do walki. Już tylko w imię obrony własnej żołnierskiej godności” – czytamy w książce Jerzego Ślaskiego – żołnierza AK i WiN, odznaczonego Krzyżem Virtuti Militari V klasy.

 

„Mam pisać o czymś, a nie wiem

od czego zacznę – tak wiele

wschodów spłonęło zarzewiem,

zachodów legło w popiele …” – pisał Stanisław Długosz vel Jerzy Tetera

Biorąc pod uwagę to, iż problematyka ta – nawet obecnie – jest jeszcze mało znana (lub mocno zakłamana) szerokiemu ogółowi społeczeństwa, pozwolę sobie na nieco szersze – acz w miarę syntetyczne – jej naświetlenie. Z czym zatem mieliśmy do czynienia w latach 1944 – 1956 – czym był ten straszliwy polski epilog wojny światowej? Przez dłuższy czas funkcjonował termin „wojna domowa”, jednak dziś zdecydowana większość badaczy odrzuca go, jako niezgodny z prawdą historyczną, a Jan Nowak – Jeziorański nazwał posługiwanie się nim „formą antypolskiej agresji”.

Proces Szesnastu w Moskwie w 1945 r.

"Proces Szesnastu" w Moskwie - proces szesnastu - podstępnie aresztowanych przez Sowietów w 1945 r. - przywódców Polskiego Państwa Podziemnego (TASS Agency, June 1945)... Tak nowy okupant wyniszczał legalne polskie władze i legalne polskie wojsko... Przy cichym przyzwoleniu naszych Zachodnich "Sojuszników"... 

Nie ma najmniejszej wątpliwości, że bez pomocy sowieckich wojsk, a zwłaszcza NKWD, przywiezieni z Moskwy kilkoma ciężarówkami i samolotami, a dodatkowo wsparci szczupłymi strukturami krajowymi – PPR i AL, komuniści nie utrzymaliby samodzielnie władzy w Polsce. Oni objęli tu władzę z woli Józefa Stalina i byli jedynie wykonawcami jego poleceń, ściśle kontrolowanymi przez sowiecki aparat bezpieczeństwa. Stanowili czerwoną fasadę polskiej państwowości, za którą stały bagnety NKWD i  „gorące linie” telefoniczne łączące z Kremlem, choć trzeba dodać iż udało im się stopniowo wciągnąć do „walki o utrwalenie władzy ludowej” wielu polskich obywateli, czy to zniechęconych polityką rządu II RP czy rządu  RP w Londynie, czy pragnących rozwijać w nowym systemie „karierę”, czy też po prostu ogłupionych sowiecką propagandą, czy też wreszcie pospolitych rzezimieszków.

Na wiosnę 1944 r. PPR  liczyła 300 tys. członków, ale już w 1948 r. 900 tysięcy. Wielu z nich zasiliło szeregi UB, MO, KBW i ORMO. Mimo to, świadomi tego lub nie, byli oni częścią sowieckiego, nie „ludowo – polskiego”, aparatu represji i tylko elementem imperialnej polityki „wodza Stalina”. W walce tej rzeczywistą stroną konfliktu był ZSRR, mówienie więc o „wojnie domowej” jest nieporozumieniem. Tak też wówczas postrzegała to większość społeczeństwa i walczący z sowietyzacją kraju żołnierze podziemia oraz bardzo liczni dezerterzy z tzw. „Ludowego Wojska Polskiego”.

PPR nad Wisłą opodal Sandomierza

Członkowie tzw. PPR w marcu 1950 roku... gdzieś nad Wisłą opodal Sandomierza... topią kukłę "Marzanny"... Topią w swej bezmyślnej zdradzie Polską Państwowość, Honor i Wiarę Przodków...

Dziś pojawiają się inne terminy, opisujące ówczesną rzeczywistość: „sowiecka okupacja wojenna”, „okupacja i sowieckie dominium”, „wojna partyzancka”, „wojna chłopska” (ponieważ zdecydowana większość walk rozgrywała się na terenach wiejskich – przy szerokim poparciu tamtejszej społeczności, która, jak zdecydowana większość Polaków, uważała tzw. „władzę ludową” za niesuwerenną, bezbożną i narzuconą przez Stalina, bojąc się dodatkowo tzw. „kolektywizacji”). Do tego dochodzą także terminy, wysuwane przez kilku historyków, nadające tamtej walce rangę: „powstania narodowego”, „powstania antysowieckiego” lub „antykomunistycznego” albo „zbrojnego powstania niepodległościowego”. I trudno się z tymi terminami nie zgodzić, bo, choć większość działań zbrojnych podziemia z lat 1944 – 1956 polegała na tzw. „czynnej samoobronie”, czyli m.in. likwidacji konfidentów, posterunków MO oraz rozbijaniu więzień NKWD - UB, to wiele oddziałów prowadziło przez długi czas aktywną walkę (dokonując szeroko zakrojonych operacji wojskowych), wymierzoną przeciwko okupantowi sowieckiemu, głośno mówiąc o odzyskaniu niepodległości i mocno w to wierząc. Nadzieję pokładano w nowym konflikcie zbrojnym Zachodu z ZSRR. Bo, czy np. większą nadzieję na zwycięstwo mogli mieć powstańcy styczniowi z 1863 roku?

Oddział AK "Wybranieccy" w Górach Świętokrzyskich

Żołnierze Oddziału AK "Wybranieccy" lato 1943 r. - sekcja ppor. Henryka Pawelca ps. "Andrzej" - drugi z prawej (fot. ze zbiorów H. Pawelca - SRH "JODŁA")... Już za niespełna dwa lata - zimą 1944/1945 - "Andrzej" stanie na czele oddziału NIE - DSZ, walczącego na terenie Gór Świętokrzyskich od III do VII 1945 roku...

Trudno się nie zgodzić z tymi terminami, jednak słowo „komuniści” – odnośnie określenia panujących w Polsce w latach 1944 – 1990 - jest rażącą nieścisłością i rozmyciem rzeczywistości… Bo też ufoludki to były, ci "komuniści" (podobnie jak "naziści")? Czy może w Polsce rządził wtedy ZSRR i stały sowieckie wojska? Posługując się tym terminem, potwierdzamy myśl założycielską PRL samego generalissimusa Stalina, który chciał w swym szatańskim pomyśle i planie, abyśmy - szczególnie przyszłe pokolenia - myśleli, że to jacyś "polscy komuniści" założyli swoje nowe państwo nad Wisłą przy poparciu większości Polaków, a nie z woli i przymusu Stalina właśnie... Może warto skończyć z tą schizofenią i stwierdzić, że to byli Sowieci, ubrani w "polskie" mundury i mówiący po polsku (czasem bardzo słabo mówiący po polsku)... Warto się nad tym zastanowić...

Warto się również zastanowić nad rzucanymi ostatnio obficie oskarżeniami o tzw. "bandytyzm" Żołnierzy Niezłomnych... Inną sprawą jest to, że są to takie same oskarżenia, jakie już od 1944 r. rzucali we wszelki eter Sowieci i ich polskojęzyczne pachołki... Jeszcze inną sprawą jest to, kto dziś rzuca te oskarżenia i w jakim celu to czyni... Każdy sam może odpowiedzieć sobie na te pytania... Jedno jest pewne - nie było, nie ma i nie będzie armii w dziejach świata (a Niezłomni stanowili przecież kilkudziesięciotysięczną powstańczą armię), która składałaby się z samych aniołków, w której nie byłaby potrzebna żandarmeria i surowe kary za przestępstwa... Tak było też i w przypadku podziemnej armii polskiej z lat 1944 - 1963... Pomijając już fakt, że z większą ilością takich przypadków mieliśmy do czynienia w podziemnych strukturach polskich w latach 1939 - 1945, i to że każda wojna demoralizuje oraz rządzi się swoimi prawami, trzeba jedynie podkreślić, że zabici cywile w czasie okupacji sowieckiej, to w zdecydowanej większości kapusie NKWD - UB oraz tragiczne ofiary pacyfikacyjnych akcji odwetowych - Ukraińcy, Litwini, Białorusini (i to w akcie zemsty za zabijanie w okrutny sposób polskiej ludności cywilnej i w ramach "przestrogi" dla innych potencjalnych morderców... jednak i te krwawe porachunki, to głównie okres lat 1943 - 1945). O podobnych przypadkach wobec Niemców i Sowietów nie trzeba chyba nawet wspominać... Warto też dodać, iż wiele zbrodni na ludności polskiej wsi dokonali celowo - aby zniechęcić tę ludność do pomocy "Leśnym" - członkowie specjalnych grup operacyjnych NKWD - UB przebrani w partyzanckie mundury... A tym, którzy dziś wracają do języka sowieckiej propagandy, mówiąc o "bandytyzmie" Ostatnich Rycerzy Zdradzonej Rzeczypospolitej, należy postawić jedynie proste pytanie: skoro Niezłomni byli "bandytami", to jak trzeba nazywać Sowietów oraz ich polskojęzycznych pomagierów, mordujących polskich patriotów i ludność cywilną dziesiątkami tysięcy, palących wsie, wywożących na Sybir, gwałcących nawet małe dziewczynki, katujących ludzi w swych mrocznych kazamatach w sposób niewyobrażalnie bestialski (bestialski tak, że Gestapo mogłoby się często "schować"...)? Jak nazwać katyńskiego oprawcę i jego sługi w "polskich" mundurach?

 

W latach 1944 - 1956 (1963 r. - data śmierci z bronią w ręku ostatniego żołnierza antysowieckiego powstania - Józefa Franczaka ps. "Lalek") przez stałe oddziały partyzanckie przewinęło się w sumie ponad 20 000 ludzi, natomiast w różnych organizacjach, grupach konspiracyjnych i lokalnych oddziałach działało ponad 200 tys. osób. Oprócz tego wspomagała walkę, trudna do oszacowania, ogromna rzesza ludzi, niebaczących na zagrożenie życia, zaangażowanych w nią pośrednio, jak m.in. informatorzy, lekarze i inne osoby związane z służbą zdrowia oraz wielu zaufanych, organizujących transport, żywność, bezpieczne schronienie itp. Są to liczby porównywalne z powstaniem styczniowym (wg niektórych – większe), trwającym blisko 2 lata. Co więc stało się, że nawet po 1989 r. starano się wymazać z historii Polski, z pamięci wielu Polaków, ten najdłuższy zbrojny zryw narodowy? To tak, jakby wyrzucić z historii np. całe powstanie styczniowe. Odpowiedź wg jednych jest prosta, wg innych skomplikowana…

Żołnierze Niezłomni - "Wyklęci"

Las był Ich domem... Wieś Polska Ostoją... Kapliczki przydrożne - Domem Bożym... Honor Żołnierski - spełnieniem obowiązku... Gromem - broń, która jeszcze z rąk nie wypadła...

Jedno jest pewne – dla ludzi czujących się patriotami, ofiara, jaką ponieśli Powstańcy Styczniowi, jak i Ci z lat 1944 – 1956, nie była daremna, nie była pozbawiona sensu, gdyż pozostała w części narodu pamięć i duma, pozwalające ocalić honor i tożsamość. Bez niej także okupacja sowiecka przybrałaby w Polsce zdecydowanie ostrzejszy charakter, włącznie z kolektywizacją wsi itp. Nie można też pogodzić się z tym, że do dziś w większości publikacji krajoznawczych i innych pomija się ten heroiczny okres walk o niepodległość, że opisy w nich zawarte urywają się, jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki, na tzw. „wyzwoleniu”.

Dla oddania należytego hołdu „Żołnierzom Wyklętym” niezbędne są m.in. (bo nie ma ich - po ponad 25 latach podobno niepodległej RP) mapy turystyczne z zaznaczonymi miejscami akcji, bitew i potyczek z lat 1944 – 1956, ale to jest już apel do dużych wydawców z branży turystycznej…

„…Choć nagrodą było Ci wygnanie

kula w plecy, cela betonowa.

Co się stało – nigdy nie odstanie,

ARMIO KRAJOWA … (…)

…Odmówiono Ci sławy i życia,

ale symbol wyklęty i słowa

imię Twoje wciąż sławią z ukrycia,

ARMIO KRAJOWA …” - pisał w swoim wierszu żołnierz AK – Zbigniew Kabata ps. „Bobo”.

W latach 1944 – 1956, pod okupacją sowiecką, polskie podziemie niepodległościowe poniosło większe straty niż podczas okupacji niemieckiej. Nie ulega wątpliwości, że dopiero likwidacja wspaniałego organizmu konspiracyjnego, jakim było Polskie Państwo Podziemne i rozbicie ostatnich dużych siatek konspiracyjnych oraz oddziałów partyzanckich, pozwoliło sowieckim namiestnikom w Polsce na skierowanie swych działań przeciwko kolejnym „wrogom ludu”

Żołnierze "Szarego" po latach...

"Szaracy" - żołnierze kpt. Antoniego Hedy "Szarego" - po latach... 6. VIII 2000 r. - Kielce (fot. ze zbiorów Światowego Związku Żołnierzy Armii Krajowej w Kielcach)... Po latach... żyjący wówczas za nędzne grosze emerytury - bohaterowie... Sowieckie pachołki w tym stopniu wojskowym żyły jak "pączki w maśle"... Ktoś to potrafi zrozumieć, ocenić właściwie?...

Musimy dziś – w Setną Rocznicę Odzyskania przez Polskę Niepodległości – zadać sobie pytanie: dlaczego, oprócz śmierci i więzienia, skazano tych niezłomnych żołnierzy na zapomnienie? Dlaczego do niedawna błąkali się po kartach zaledwie kilku niezakłamanych książek (powstałych z drzew, wtedy tak małych, że nie mogły służyć im za schronienie), dlaczego błąkali się w świecie czerwonych neonów niczym wyklęte dusze?            

„Nas nauczono. Trzeba zapomnieć,

żeby nie umrzeć rojąc to wszystko.

Wstajemy nocą. Ciemno jest, ślisko.

Szukamy serca – bierzemy w rękę,

nasłuchujemy: wygaśnie męka,

ale zostanie kamień – tak – głaz.

I tak staniemy na wozach, czołgach,

Na samolotach, na rumowisku,

gdzie po nas wąż się ciszy przeczołga,

gdzie zimny potop omyje nas,

nie wiedząc: stoi czy płynie czas.

Jak obce miasta z głębin kopane,

popielejące ludzkie pokłady

na wznak leżące, stojące wzwyż,

nie wiedząc, czy my karty Iliady

rzeźbione ogniem w błyszczącym złocie,

czy nam postawią, z litości chociaż,

nad grobem krzyż” – pisał K. K. Baczyński, którego… w styczniu 1949 r. funkcjonariusze „polskiego” NKWD – tzw. Urzędu Bezpieczeństwa… przyszli aresztować…  nie wiedząc, że zginął czwartego dnia Powstania Warszawskiego…

IM odmówiono nie tylko pamięci, odmówiono nawet mogił i krzyży, na ICH cześć nie wyły syreny, nie przystawali w zadumie ludzie na ulicach… Syreny wyły natomiast na cześć sowieckiego zaborcy, kata polskiej elity ludzkiej, kata Kresów Wschodnich i całej Rzeczypospolitej… Wyły jak industrialne wilki na betonowej puszczy z wyrwaną duszą… Niechże zamilkną na wieki…

 

… Erkaemy spod lasu zaczynają swą szatańską muzykę – biją wściekłym krzyżowym ogniem ku opłotkom wsi, osłaniając nacierających… Reszta też otwiera ogień – głównie z broni krótkiej i peemów… Jeszcze chwila i… ku pojazdom oraz „sile żywej przeciwnika” szybują w powietrzu bezgłośnie granaty… 

Zaczyna się to, co w historii wojen, strategii i taktyki trwa najkrócej… Walka bezpośrednia…

…Krótkie eksplozje, znaczone błyskami i grudami wyrywanej w powietrze ciemnej ziemi – opadającej w ułamkach sekund na biało – szare podłoże, nie do końca skutecznie zagłuszają krzyki trafionych odłamkami Rusków, ale za to skutecznie eliminują ich z dalszej walki…

Leśni są już pomiędzy opłotkami… Mieszają się z Czerwonymi, mijając ich w biegu i rozdzielając na boki, w tył i przód krótkie wystrzały oraz pozostałe granaty… Płoną auta z czerwoną gwiazdą i pokracznym ptakiem na maskach… Kolejne eksplozje – hukiem i wibracjami – zmieniają pędy powietrza, zmieniają zapachy, zmieniają obraz, skaczący wściekle przed zmęczonymi oczami… Jakiś „krasny” wypada na ścieżkę z obory – na głowie czapka z niebieskim otokiem, rozpięta koszula, gacie opuszczone do kolan… Kula 9mm – z odległości metra – przecina powietrze –z niedostrzegalnym w ogólnym huku świstem… i przebija czaszkę od czoła po potylicę, zostawiając za sobą na moment czerwoną bryzę…

Nagle powietrze – dudniące od huku i krzyków – przecina zupełnie inny – słyszalny jednak – dźwięk… Przeciągły siarczyście gwizd… To sygnał do odwrotu… Leśni przećwiczyli to w boju setki już, a może tysiące razy…

Żołnierze "Szarego" w czsie odskoku po rozbiciu kieleckiego więzienia UB - 1945 r.

Zgrupowanie Oddziałów kpt. Antoniego Hedy "Szarego" w czasie odskoku po akcji rozbicia kieleckiego więzienia NKWD - UB i opanowaniu Kielc - 15. VIII 1945 r. - pierwszy z lewej "Szary" (fot. ze zbiorów Teresy Hedy - Snopkiewicz) Przećwiczyli to w boju setki już, a może tysiące razy…

Niczym Duchy – Wilki – zawracają bezgłośnie pomiędzy ruskimi trupami i zdezorientowanymi ich kompanami, którym wypłacają ostatnie kule i uderzenia ostrzami noży oraz bagnetów… biegną ku zbawiennej ciemnej linii lasu – wracają do domu… Wiedzą, że za opłotkami wsi będzie gorzej… Zaskoczony wróg ocknie się… samotny po zaciekłej walce… i zacznie słać za nimi – z warkotem cekaemów – ołowiane mrowie gońców śmierci…

Biegną sapiąc chrapliwie od wysiłku, adrenaliny i… ze strachu… Biegną upojeni walką… Miękki śnieg ustępuje łatwo pod uderzeniami butów, woda z oczek powstałych po roztopie na łące bryzga na boki… Biegną coraz szybciej… Las jest prawie na wyciągnięcie ręki, ale oni wiedzą, jakie to złudne wrażenie bezpieczeństwa… Cena takiego wypadu… Erkaemy spod lasu ujadają wściekle, dając im osłonę…

Czartoszowski las - Stawisko

Las i łąka końca zimy... konkretnie las i łąka na gruntach wsi Czartoszowy na zachodnim obrzeżeniu Gór Świętokrzyskich... Wita ponownie - mokro, chłodno i ponuro...

Kule z ruskiej strony coraz gęściej jednak towarzyszą im w tym biegu ku życiu… Czeszą mokrą trawę i rozbryzgują na boki wodę, wzbijają w górę nieznacznie lód oraz mokry, brudny śnieg… Czeszą też nawet mundury i skórę pod nimi… Czeszą gałęzie drzew leśnych, które tuż tuż… Wali za nimi moździerz… Wzbijając z ciężkim jękiem w górę ziemię i śnieg i wodę… Powodując niespokojne drżenie podłoża pod zmęczonymi nogami, które momentami robią się jak z waty…

Kilka krótkich krzyków, sygnalizujących ból i wściekłość, odcina się – naturalnie… w tej sytuacji oczywiście – na tle jednostajnej trajkotaniny maszynowych karabinów i moździerzowych tępych uderzeń… Jednak dwa okrzyki są bardziej przeciągłe i bolesne, beznadziejnie bolesne… Wszyscy znają ten dźwięk, ten krzyk… Dowódca przystaje, pochyla się i lustruje pole ku wsi… Kilku żołnierzy czyni to samo… Choć kule nadal świszczą dość gęsto dołem, środkiem i górą…

Sierżant „Mech” i strzelec „Kmicic” wiją się nienaturalnie na rozoranej metalem mokrej ziemi… Już z niej nie wstaną… Wszyscy to wiedzą… Oberwali z moździerza… Dowódca gwiżdże przeciągle… Biegną dalej ku leśnemu wybawieniu… Nie oglądają się już za siebie, już nawet się nie ostrzeliwują… Modlą się w duchu… Bliżej leśnej ściany ściągają z siebie w biegu białe elementy kamuflażu… Byliby zbyt widoczni tutaj… Jeszcze chwila i ostatni żołnierz wpada pomiędzy leśne kolumny drzewne… Są bezpieczni… Na chwilę odwracają się i biją spomiędzy drzew z ostatnich pocisków w stronę wsi… Potem znikają w leśnej, mokrej ciszy… Powoli bieg zmienia się w marsz… Marsz ku Wolności… Jeśli kiedyś nadejdzie… Jeśli nie nadejdzie… Nadal będą maszerować… Z przysięgi nikt Ich nie zwolnił… Formują się karnie dwójki, potem czwórki piechoty, szarej, leśnej… Ciężko ranni są niesieni na ramionach… dla nich niezbędne będą nosze… ale to jeszcze nie teraz, jeszcze jakiś kilometr marszu w głąb lasu…

Las i łąka Czartoszów - marzec 2009 r.

Las Czartoszowski końca zimy.. Las jest na wyciągnięcie ręki... Bieg ku leśnemu zbawieniu trwał tu przez stulecia pewnie niejeden raz...

Ruscy i ich pomocnicy, mówiący po polsku, idą powoli z bronią lekko uniesioną ku górze, zbliżając się do dwóch postaci czołgających się pokracznie ku sobie po czarnej ziemi, odkrytej z bieli i szarości, pociskiem moździerza… Stąd widać, że mocno krwawią… To „Mech” i „Kmicic”… Są już koło siebie – na wyciagnięcie ręki… Obaj wyciągają ku górze pistolety w kierunku siebie wzajem…

Sołdaty podnoszą szybkimi ruchami broń do pozycji celowniczej w ich kierunku… Jednak ruski oficer, prowadzący tyralierę, unosi dłoń ku górze, wstrzymując ich… Krótko krzyczy do swoich: „Nie strjelat’!”… Patrzy ciekawie na dalszy przebieg zdarzeń… Jest przecież pewny siebie… Jest też ciekawy, co zrobią w tej sytuacji Ci Dwaj pokonani…

Ostatnia kula...

"Ostatnia kula... Krzyża znak"... "Bo u Chrystusa my na ordynansach"...

„Mech” i „Kmicic” – patrząc sobie z bliska w oczy – drżącymi rękami kierują lufy pistoletów ku swoim czołom nawzajem – „Mech” mierzy do „Kmicica”„Kmicic” do „Mcha”… Wyglądają okropnie i jakoś wzniośle zarazem… Brudni, okrwawieni, obdarci, a jednak dumni… Ruscy też to czują… Milczą…

Lufy pistoletów przy czołach drżą jakby mniej, dłonie stają się pewniejsze jakby… Drżące usta odmawiają słowa ostatniej modlitwy… „Zdrowaś Maryjo, łaski pełna, Pan z Tobą, błogosławionaś Ty między niewiastami i błogosławiony owoc żywota Twojego, Jezus…”. Cisza nienaturalna jakby narasta wokoło…  – Na Amen… „Kmicic”… – szepcze  „Mech”…  – Taaa… jeee… Panieee Sierżancieee…  – prawie bezgłośnie odpowiada z trudem „Kmicic”… Ruscy patrzą na „komandira”… a ten patrzy ze spokojem, może nawet z podziwem, na to mistyczne – w polu rozoranym pociskami – teatrum śmierci nadchodzącej… „…Święta Maryjo, Matko Boża, módl się za nami grzesznymi teraz i w godzinę śmierci naszej… Amen…”. Padają dwa wystrzały jednocześnie, zlewając się w jeden huk, niosący się ponad pole, łąkę i las… Krew płynie szerokim, ciemnym strumieniem na miękką ziemię, wsiąkając w nią szybko…

Ruscy stoją w ciszy… broń mają opuszczoną… Kilku sołdatów – stojących z tyłu – ściąga z głów powolnym ruchem rogatywki z ptakiem bez korony…

Wolno spadające na ziemię krople deszczu nasączają od kilku godzin – niczym gąbki – mchy nienasycone, których brudno – zielone, mokre połacie przebijają już wyraźnie na biało – brudnym, mokrym tle zimowego jeszcze lasu… Niebo jakby nieco jaśniejszym się staje w swej skali marcowej szarości… Spory jastrząb – jak ciemny pocisk bezgłośny – przecina ten szary nieboskłon, jakby od niechcenia tylko – niedostrzegalnie – poruszając skrzydłami… W dole – na łące – widać dwa – skręcone nienaturalnie – w pośmiertnym odejściu ciała – jakby uwolnione gwałtownie od ciężaru żywota – nieznacznie odcinające się na tle nienaturalnie rozoranego, ciemnego skrawka – na biało – brudno – zielonym podłożu marcowym… Wokół zaciska się pierścień szarych postaci z lufami karabinów wyciągniętych do przodu… Idą bardzo powoli…

Czartoszowy

Marcowy Las Czartoszowski... poprzedzony dumnie przez kilkusetletni dąb "Czarek", trwający w tym miejscu naprzeciw burzom wywołanym przez niebiosa i ludzi... Ten las marcowy swym cichym poszumem koi każdy ból... pochłania każdy dźwięk w swej liściasto-iglastej odchłani... Pewnie nie odróżnia wystrzału z broni kłusownika od wystrzału z broni żołnierza... A może się mylę...

W głębi lasu, maszerująca kolumna Ostatnich Rycerzy Zdradzonej Rzeczypospolitej, coraz bardziej kryje się w mokrym cieniu… Dokładnie słyszeli – w tej ciszy nastałej po piekle na ziemi – dwa wystrzały jednoczesne, zlewające się w jeden huk, niosący się ponad pole, łąkę i las… Wiedzą, co to oznacza… Ściągają z głów czapki… Czynią Znak Krzyża… Ostatnie pożegnanie...