„Wychodziliście z domu w noc ciemną…” – czyli hołd oddany Bohaterom z lat 1863 – 1864, poprzez ukazanie bodzentyńskiego epizodu Powstania Styczniowego – jednego z licznych powstańczych epizodów Gór Świętokrzyskich…

Siedzę przy oknie i spoglądam w „noc ciemną”, która niedawno spowiła swym kruczym skrzydłem świat skuty lodem i okryty sporą warstwą śnieżnej pierzyny… Jak łatwo i przyjemnie patrzy się przez to okno, z tej ciepłej strony domu, na ten biało – szaro – granatowy krajobraz… Lodowaty krajobraz… Myślę o Nich… O tych – w większości młodych – ludziach, którzy dokładnie 155 lat temu, właściwie bez broni, „wychodzili z domu w noc ciemną”, zdarzając ku śmiertelnej, mroźnej przygodzie – ku drodze do Wolności, Niepodległości, która miała nadejść dopiero za 55 lat…

Kielce - ul. Zamkowa

A za oknem mroźne i śnieżne Kielce... Noc ciemna... Ulica Zamkowa... Po prawej dawne więzienie... To w jego mrocznych kazamatach więziono m.in. Powstańców Styczniowych... To także tutaj smutny brzęk kajdanów, wybijał czas do uderzenia w radosny dzwon Wolności...

Jak niezwykle ważne – w przededniu setnej Rocznicy Odzyskania Niepodległości przez Polskę – jest wspomnienie tamtych walk powstańczych… nie powinno ulegać żadnej wątpliwości… A jednak czasem sens Tej Walki, podobnie jak i innych Powstań Narodowych, jest poddawany w wątpliwość… Wydaje się, że wynika to z jakiegoś kompletnego niezrozumienia tych wypadków dziejowych, bez których ani Polska, ani Polskość by nie przetrwały, z niezrozumienia znaczenia tych nadludzkich wysiłków… A może wynika z jakiejś świadomie prowadzonej polityki, czyjegoś interesu? Każdy sam musi odpowiedzieć sobie na to pytanie…

Bitwa 1863 obraz A. Grottgera

Dzieło Artura Grottgera - Bitwa - Bitwa 1863 Roku oczywiście... (Polona)

Latem 1863 r. Moskale zaangażowali do stłumienia Powstania ok. 340 000 świetnie wyszkolonych i uzbrojonych sołdatów… Naprzeciw tej potędze stanęło blisko 30 000 – często uzbrojonych w kosy i myśliwskie flinty – Straceńców… Powstańcy Styczniowi „wychodzili z domu w noc ciemną” z wielkimi nadziejami i z wielkim duchem, choć szli w bój bez żadnych szans na zwycięstwo militarne… Ale z tego zdawali sobie sprawę tylko niektórzy, jednak i Ci wiedzieli, że tak po prostu trzeba… Bez Tej Ofiary, bez tej krwi przelanej w „noc ciemną”, nie byłoby Legendy Bohaterów, na której wychowały się kolejne pokolenia, którym przyszło chwycić za broń w swoim czasie, nie byłoby tej „Klechdy domowej”, którą do śmierci zapamiętał Stefan Żeromski, nie byłoby Polskości, Wolności wszystkich obywateli, nie byłoby Tej Nieśmiertelnej i Niepodległej…

 

„…Wychodziliście z domu w noc ciemną,

w oczy cięła wichura, a śnieg

w białych płatach wam szeptał daremno,

że na pola gzłem śmiertelnym legł!...”

 

W dniu, a raczej w „noc ciemną”, rozpoczęcia tego Straceńczego Zrywu Roku 1863, to właśnie Kielecczyzna miała stać się areną największych zmagań wojennych – miała stać się zarzewiem buntu, który rozprzestrzeni się na kolejne polskie ziemie… A wszystko zacząć miało się w Górach Świętokrzyskich… I tu się zaczęło... i właściwie skończyło… To tutaj - wyznaczony przez Komitet Centralny Narodowy na stanowisko naczelnika wojskowego województwa sandomierskiego – przybywa gen. Marian Langiewicz, który „przyjechał prosto z Włoch, owiany nimbem bohatera wyprawy »tysiąca nieśmiertelnych« na Sycylię u boku Garibaldiego” – jak pisze Barbara Wachowicz…

gen. Marian Langiewicz

Gen. Marian Langiewicz - Wielka Nadzieja... Powstania Niespełnionej Nadziei... Nadziei Niespełnionej Gór Świętokrzyskich i Ponidzia także... fot. z 1863 r. (Polona)

 

Spójrzmy zatem na ten Styczniowy Zryw sprzed 155 lat... poprzez bodzentyński portal czasoprzestrzeni…

Bodzentyńska fara

Bodzentyńska fara - niemy, prastary świadek wzlotów i upadków burzliwej historii miasta - Miasta tak mocno wpisanego w historię Polski...

Dnia 25 III 1855 r. podpisano w Bodzentynie przysięgę lojalności wobec nowego cara Aleksandra II, której słowa brzmiały m.in. tak: „Przysięgam i przyrzekam Bogu Wszechmogącemu w Trójcy Świętej Jedynemu i na Świętą Jego Ewangelię, ze będę zawsze wiernym, przychylnym i posłusznym poddanym Jego Cesarskiej Mości…”. Sygnatariuszami tejże przysięgi byli ówcześni – burmistrz, nauczyciel, proboszcz i dwóch wikarych. Jednym z tych wikarych, którzy podpisali wyżej przytoczoną przysięgę był ks. Izydor Ciągliński, który w okresie poprzedzającym wybuch Powstania Styczniowego złamał ją i włączył się żywo w patriotyczną działalność propagandową i przygotowania do walki zbrojnej, a następnie, jako kapelan, dzielnie towarzyszył na szlaku bojowym powstańczemu wojsku, m.in. oddziałom gen. Langiewicza. Pochwycony, skazany został na 15 lat katorgi w „kopalniach twierdzy Akatuj”. W drogę na Sybir wyruszył 30 VI 1864 roku. Do kraju już nie powrócił… „Tymczasem zajeżdżały inne rzędem długim/ Kibitki; – ich wsadzano jednego po drugim./ Rzuciłem wzrok po ludu ściśnionego kupie,/ Po wojsku, – wszystkie twarze pobladły jak trupie;/ A w takim tłumie taka była cichość głucha,/ Żem słyszał każdy krok ich, każdy dźwięk łańcucha./ Dziwna rzecz! Wszyscy czuli, jak nieludzka kara:/ Lud, wojsko, czuje, – milczy, – tak boją się cara…” – czytamy w III części „Dziadów” A. Mickiewicza.

Pochód na Sybir - rysunek A. Grottgera

Pochód na Sybir - rys.  A. Grottgera z 1870 r. (Polona) Jakże to wygnanie, ta zsyłka okrutna - mrozem, upodleniem i nahajką kozacką przypieczętowane - musiały boleć "Synów Wielkiej, Niepodległej, Świętej"... 

Od 1860 r. wyraźnie narastają w Królestwie antyrosyjskie nastroje, dochodzi do wielkich manifestacji patriotycznych, w tym do tych przełomowych, odbywających się w Warszawie 25 i 27 II 1861 r., w czasie których 5 osób zostaje zabitych, a dziesiątki rannych. Na terenie Kielecczyzny ogromną rolę w tej „rewolucji moralnej” odegrało duchowieństwo Bodzentyna – na czele z ks. Chłudą, ks. Umińskim i ww. ks. Ciąglińskim. W lipcu 1861 r. ma miejsce w Bodzentynie wielka manifestacja patriotyczna, dla której pretekstem stała się śmierć księcia Adama Jerzego Czartoryskiego, zmarłego 15 lipca tegoż roku. Wówczas to, podczas mszy w tutejszej farze, ww. księża wygłosili gorące, patriotyczne mowy. Oni też m.in. przygotowywali gorliwie słynne uroczystości religijne na Świętym Krzyżu, które odbyły się we wrześniu 1861 r. i stały się wielką manifestacją patriotyczną.

Manifestacje patriotyczne z 1861 r.

Plakat z 1861 r. - z czasu wielkich manifestacji patriotycznych, będących zarzewiem "Powstania niespełnionych nadziei"...

W nocy z 22 na 23 I 1863 r. – gdy wybuchło Powstanie Styczniowe – żołnierze rosyjscy w Bodzentynie zostali zaatakowani przez oddział dowodzony przez braci Dawidowiczów, liczący ok. 400 ludzi – pracowników suchedniowskich zakładów, gdzie już od kilku miesięcy przekuwano tajnie kosy na sztorc i produkowano broń wszelaką dla powstańców. Oddziałem kierował Ignacy Dawidowicz„werkmistrz kuźnicy żelaznej” i naczelnik powstania w okręgu sandomierskim. Pomagali mu jego bracia: Jan – dozorca kuźnicy i organizator powstania wśród braci górniczo – hutniczej oraz Józef – majster fabryczny. Poprowadzili oni z Suchedniowa na Bodzentyn zbrojnych robotników i urzędników, którzy „tak tłumnie wyruszyli na wyznaczone punkty, że wszystkie fabryki stanęły”. Władysław Zapałowski ps. „Płomień”, autor „Pamiętników z roku 1863 – 1870”, wspominał: „... w lesie pod Bodzentynem zebrało się kilkuset ludzi. (...) Przewodnikami byli urzędnicy górnictwa, Klimaszewski, Barzykowski z synami i Dawidowicz. Księża Umiński i Ciągliński, wikariusze z Bodzentyna, słuchali spowiedzi, zachęcali, tłumaczyli cel zebrania i ruchu. W końcu błogosławiąc przyrzekli i dotrzymali słowa, iść pierwsi na czele, z krzyżem w ręku...”. I poszli. Dołączył też do nich naczelnik miasta Bodzentyna – Stefan Bogdański„zacny młody kupiec”.

Powstaniec 1863

Tak właśnie mógł wyglądać ów "zacny młody kupiec" lubo też i każden z braci Dawidowiczów, sam "Płomień" Zapałowski i... prawie wszyscy powstańcy idący tej pamiętnej nocy - uzbrojeni po zęby - z Suchedniowa na Bodzentyn... Tym śmiałkom uzbrojenia mogłaby pozazdrościć niejedna powstańcza partia, idąca w pole tej właśnie nocy...

Około północy cicho, niczym duchy, weszli w uliczki uśpionego miasta... W Bodzentynie od trzech miesięcy stacjonowała kompania strzelców smoleńskiego pułku piechoty, jej dwaj oficerowie – Rapp i Kozunow – spokojnie popijali mocny czaj na kwaterze. Dowódca kompanii – kpt. Krajewicz – tego samego dnia pospieszył do Kielc, pochwalić się dowódcy pułku i naczelnikowi wojennemu powiatu – Ksaweremu Czengiery – listem pochwalnym dla swoich sołdatów, otrzymanym od mieszkańców Bodzentyna. Rosyjski historyk – Mikołaj Berg, tak pisał o tym przemyślnym fortelu tutejszych obywateli: „W tym samym czasie, gdy Czengiery i jego oficerowie oglądali ze zdziwieniem i ciekawością przywieziony sobie adres, bodzentyńscy tegoż autorowie oczekiwali Dawydowicza z suchedniowskim oddziałem i toczyli noże na tak zachwalanych żołnierzy”. Dodatkowo na ten dzień zaplanowano w Bodzentynie cztery wesela, najprawdopodobniej umyślnie „wyznaczone przez wtajemniczonych w sprawy spiskowe księży”, aby odwrócić uwagę Rosjan, którzy „łazili jak zwykle po miasteczku, gapili się na orszaki weselne i ułożyli się do snu zupełnie spokojni i bezpieczni”.

bitwa o Bodzentyn 1863

Bitwa o Bodzentyn - "w noc ciemną" 22/23 I 1863 roku... „Dalej bracia do bułata,/ Wszak nam dzisiaj tylko żyć!/ Pokażemy, że Sarmata/ Umie jeszcze wolnym być…” ... „Nigdy z królami nie będziem w aljansach,/ Nigdy przed mocą nie ugniemy szyi;/ Bo u Chrystusa my na ordynansach —/ Słudzy Maryi!...”

Noc była wyjątkowo ciemna. Dodatkowo padało... O pierwszej w nocy dzwony bodzentyńskiej fary donośnie dały sygnał do ataku. Oddział Dawidowiczów, silnie wsparty przez mieszkańców miasta, ruszył do szturmu na kwatery zaskoczonych Rosjan. Do kwatery oficerów wpadła grupa prowadzona przez Stefana Bogdańskiego i ks. Umińskiego, a także Kazimierza Szermentowskiego – brata słynnego malarza polskiego XIX stulecia – Józefa Szermentowskiego – ur. w Bodzentynie 16. II 1833 roku. Jeden z oficerów rosyjskich – najprawdopodobniej Rapp, usiłujący salwować się ucieczką, zginął na miejscu. Niektórzy badacze wskazują, iż zabił go ks. Umiński, który podczas ataku zasłynął wielką brawurą i odwagą. Zaciekła bitwa – nierozstrzygnięta – trwała całą noc, a w jej wyniku część zabudowań miasteczka spłonęła. Nad ranem „nasi z domów i piwnic prażyli nieprzyjaciela, który zmordowany cofnął się przez Wzorki w stronę Kielc”. W walce poległ Stefan Bogdański, udziałem Kazimierza Szermentowskiego stanie się syberyjska katorga, zaś ks. Umiński, odtąd „ksiądz kapelan, który (...) z krzyżem w jednym, a pałaszem w drugim ręku przodował oddziałowi”, poszedł dzielnie powstańczym szlakiem, a następnie czekała go tułaczka na obczyźnie. Walery Przyborowski – słynny twórca powieści historycznych rodem z podkieleckich Domaszowic i powstaniec styczniowy – oceniając noc wybuchu powstania na Kielecczyźnie, pisał m.in.: „...jeden tylko napad na Bodzentyn przyszedł do skutku i miał stać się bodaj czy nie najgłośniejszym i najdonioślejszym w swych rezultatach...”.

Bitwa 1863

Bitewnej retrospekcji z roku 1863 ciąg dalszy... (Polona) „…Będziem rąbać, będziem siekać./ Jak mi miły Bóg i kraj!/ Dalej bracia, a nie zwlekać,/ Z naszej Polski zrobim raj!...” ... „…Bóg naszych ojców i dziś jest nad nami!/ Więc nie dopuści upaść żadnej klęsce;/ Wszak póki On był z naszymi ojcami,/ Byli zwycięzce!...”

Po bitwie bodzentyńskiej powstańcy wycofali się w stronę Wąchocka, zaś następnego dnia powrócili Rosjanie i podpalili miasto. Ogromna łuna gorzała na niebie, z trzaskiem waliły się w płomienie dachy i ściany domów dumnych bodzentyńskich mieszczan... Dziś (od 1995 r.), w rocznicę tamtych krwawych zmagań z zaborcą, odbywają się Marsze Niepodległościowe Szlakiem Powstańców 1863 r. – organizowane przez Związki Strzeleckie – „dla uczczenia i utrwalenia pamięci Czynu Niepodległościowego społeczeństw osad Suchedniów i Bodzentyn”, których głównym etapem jest właśnie trasa Suchedniów – Bodzentyn.

Bodzentyn

Droga wiedzie w bodzentyńskie "kraj-światy"... Droga Pamięci - droga wybrukowana krwią i cierpieniem wielu pokoleń... Droga kręta... do Niepodległej biegnąca...

Na przełomie stycznia i lutego 1863 r. w okolicy (kontrolując trakt Warszawa – Kraków) formuje swoje oddziały naczelnik sił zbrojnych województwa sandomierskiego i przyszły dyktator powstania – gen. Marian Langiewicz, który – po walkach stoczonych w okolicy Suchedniowa i Wąchocka – 3 lutego przez Michniów cofa się z wojskiem do Bodzentyna. Wśród uczniów kieleckiego gimnazjum, którzy poszli do powstania 6 II 1863 r., był syn wójta z Bodzentyna. Langiewicz ze swymi oddziałami obozował też w okolicy Bodzentyna po bitwie, stoczonej 11 II 1863 r. pod Świętym Krzyżem. Jednym z dowódców powstańczego wojska w owej pamiętnej bitwie był Dyonizy Czachowski, a jednym z jego podkomendnych i jednocześnie kronikarzem oddziału tego słynnego zagończyka – Antoni Drążkiewicz z Bodzentyna, który swoje wojenne przygody spisał we „Wspomnieniach Czachowczyka”. Za Langiewiczem i Czachowskim pociągnęli i inni obywatele Bodzentyna, na czele z księżmi kapelanami – Umińskim i Ciąglińskim.

Obóz gen. Langiewicza w Górach Świętokrzyskich

Obóz gen. Mariana Langiewicza w Górach Świętokrzyskich - luty 1863 (Polona) Obyś ty wietrze, i śniegu, i mrozie wiedział, co my tu czujemy, po cośmy tu przyszli...

W ścisłej okolicy Bodzentyna, który wymieniony jest w noweli Żeromskiego „Echa leśne”, w latach 1863 – 1864 walczyło wiele mniejszych i większych powstańczych partii, za którymi Moskale szli „wciąż obławami” i które nie raz uchodziły „w głąb ku Bodzentynowi”, jak oddział legendarnego kpt. „Waltera”, przywołanego przez pisarza na kartach ww. noweli, „któren najbardziej wroga zwodził”.

Stefan Żeromski - Echa leśne

Ilustracja do "Ech leśnych" Stefana Żeromskiego, wydanych w 1905 r., pod pseudonimem "Maurycy Zych" (Polona) Te Echa Leśne Żeromski będzie nosił w sobie do ostatnich swoich chwil w mieszkaniu na Zamku Królewskim w Warszawie...

Po zwycięskiej bitwie, stoczonej 17 I 1864 r. pod Lubienią i Iłżą, płk Karol Kalita – Rębajło, który w walkach tych – jak pisze Żeromski – „zdobywa 100 karabinów i rozbija pułk Suchonina”, wycofuje się przez Rzepin, Śniadkę i Bodzentyn w kierunku lasów cisowskich. W Bodzentynie ludność owacyjnie witała wojsko Kality, odprowadzając je aż „do brzegu naszych ukochanych lasów” i śpiewając donośnie: „Wiwat, wiwat nasz wódz nowy/ Nasz Rębajło piorunowy/ Z jego dłoni, dzielnej broni/ Legnie groźny wróg...”.

pułkownik Karol Kalita - Rębajło

Pułkownik Karol Kalita - Rębajło - fot. z 1863 r. (Polona) "Nasz Rębajło piorunowy - płaczą w Moskwie panny, wdowy..."

„Rębajło” ze swymi dzielnymi wojakami bezustannie przemierzał okolicę, nękając wroga i wciąż prowadząc zaciąg, a sformowany przezeń pułk stopnicki wchodził w skład dywizji sandomierskiej korpusu gen. Józefa Hauke – Bosakanaczelnika wojskowego województw – krakowskiego i sandomierskiego, który w rocznicę wybuchu powstania – 23 I 1864 r. – urządził na ulicach Bodzentyna defiladę swoich oddziałów. Wziął też tutaj udział w uroczystym przyjęciu, podczas którego zasiadł do stołu razem ze szlachtą, mieszczanami i chłopami, a także podziękował swym podkomendnym za męstwo w bitwach m.in. pod Iłżą i Cisowem oraz odczytał specjalny rozkaz: „Wszystkie dzieci ziemi naszej są równi Synowie Ojczyzny; Szlachcic i Włościanin obowiązani służyć i pracować dla wzniesienia jej siły i sławy; jak również wszyscy bez wyjątku odpowiedzialni jesteśmy za czyny nasze przed Ojczyzną. Nie ma więc nazwy Pana i Chłopa. Jedyna nazwa dla wszystkich – »Obywatela«!”. Wobec beznadziei dalszej walki zbrojnej w Królestwie, gen. Hauke – Bosak wiosną 1864 r. przekroczył Wisłę, a następnie udał się na emigrację do Szwajcarii (gdzie do dziś mieszkają jego potomkowie... bankierzy).

Gen. Józef Hauke - bosak

Generał Józef Hauke - Bosak (Polona) "Tak, tak - to on - jenerał..." Choć był spokrewniony z carem i w wojsku rosyjskim wróżono mu oszałamiającą karierę... to wybrał ciężki powstańczy los - los straceńca - los biwaku pod gołym niebem - na mrozie i skwarze - ramię w ramię z kosynierami i "drągalierami"... Zginął śmiercią żołnierza w 1871 r. pod Dijon... Ale to była już zupełnie inna wojna...

Po powstaniu rozpoczęły się represje rosyjskich władz, niejeden obywatel Bodzentyna powędrował na Sybir lub emigrację… Ten sam los stał się udziałem wielu Polaków…

 

„Bez rozgwaru gromkich słów i pieśni

szedł na pole przed półwiekiem huf –

 – Hej, wy bosi bohaterzy leśni,

Niewolnicy o wolności snów!

 

Wychodziliście z domu w noc ciemną,

w oczy cięła wichura, a śnieg

w białych płatach wam szeptał daremno,

że na pola gzłem śmiertelnym legł!”

 

Wy śpiewaliście hymny o wiośnie

w dymie ognisk i pobrzęku kos –

A w śmierć szliście dumnie i bezgłośnie,

zapatrzeni w swój męczeński los”

 

– pisał w wierszu „Bohaterom 1863” Stanisław Długosz vel Jerzy Tetera – żołnierz I Brygady Legionów Piłsudskiego – żołnierz – poeta – ten, któremu przyszło przejąć „pałeczkę sztafety” w walce o Niepodległą od Styczniowych Wiarusów… Stanisław, dowodząc konnym plutonem, idąc pod wodzą Komendanta, szedł ich śladami przez Bodzentyn jesienią 1914 roku…

Kielce - sztab legionowy

Kielce 1914 r. - kadra 1. Pułku Piechoty Legionów - Od lewej: Michał Sokolnicki, Władysław Belina-Prażmowski, Michał Sawicki, Kazimierz Sosnkowski, Mieczysław Ryś-Trojanowski, Józef Piłsudski, Walery Sławek (Polona)

Podporucznik Stanisław Długosz ps. „Jerzy Tetera” poległ przeszyty moskiewskimi kulami na początku sierpnia 1915 r. – w czasie walk pod Kamionką na Lubelszczyźnie… Tak rodziła się Niepodległa… Nadeszła w trzy lata później…

Weterani 1863 r. - Warzsawa 1916 r.

Styczniowi Wiarusi maszerujący ulicami Warszawy w roku 1916 r. (Polona) - Niepodległa wybuchła dwa lata później...