Lekka rozprawa z „Kultem Wodza”, „kultem jednostki” – w Setną Rocznicę Zwycięstwa nad bolszewickimi hordami – przeprowadzona w oparciu o kieleckie „Sanktuarium Marszałka Józefa Piłsudskiego”…

Pod dachem trójarkadowej logii – na lewo od wejścia głównego do dawnego pałacu biskupów krakowskich – znajduje się przepiękny marmurowy portal, prowadzący do wnętrza reprezentacyjnej klatki schodowej, wiodącej na piętro pałacu. Na portalu tym wyryto słowa Józefa Piłsudskiego: „RZECZĄ ŻOŁNIERZA JEST STWORZYĆ DLA OJCZYZNY/ PIORUN, CO BŁYSKA, A GDY TRZEBA UDERZY”. Dlaczego na XVII – wiecznym portalu wyryto w okresie międzywojennym te słowa? Stało się tak, dlatego, że wówczas w części pałacowych komnat urządzono tzw. "Sanktuarium Marszałka Józefa Piłsudskiego"

Bardzo często wycieczkowicze pytają przewodników: „Jak to »sanktuarium«? Przecież to przynależne świętym? Czy Piłsudski jest święty, czy będzie wyniesiony na ołtarze?”. Odpowiedź powinna być prosta: Piłsudski zdecydowanie święty nie był, wręcz przeciwnie. Niestety – po latach wielostronnego fałszowania historii – musi być bardziej rozbudowana…  

Do dziś wielu pisarzy, publicystów – w tonie wręcz oskarżycielskim – wspomina, iż w czasie pobytu Strzelców w Kielcach latem 1914 r. ówczesny biskup kielecki – Augustyn Łosiński nie chciał wybaczyć Piłsudskiemu, iż zmienił on wiarę na ewangelicką, by poślubić rozwódkę, a także potępiał jego rewolucyjną walkę pod czerwonym sztandarem socjalistycznej utopii oraz szaloną próbę wywołania powstania w Królestwie w interesie Austriaków. Owi autorzy przypominają także, że biskup był otwartym wrogiem Piłsudskiego i po jego śmierci odmówił odprawienia mszy w intencji zbawienia duszy „Komendanta”. Sam zaś Piłsudski, będąc w jesieni życia, stwierdził: „Tak żyć jak żyłem – warto było”

Widać biskup Łosiński miał na ten temat inne zdanie… Nikt nie odbiera Piłsudskiemu wkładu w odzyskanie niepodległości przez Polskę w 1918 r. i w walkę o kształt granic państwa, jednak warto przyjrzeć się postaci marszałka w świetle informacji mniej znanych, a niezwykle istotnych. Warto sprawdzić, czy biskup kielecki nie miał czasem racji…

Pisałem już wcześniej o drodze czerwonej kariery Piłsudskiego – towarzysza „Wiktora” – i w konsekwencji jego kluczowej roli w Polskiej Partii Socjalistycznej, o jego współpracy na polu rewolucyjnych zmian na przełomie XIX i XX w. z Leninem, Dzierżyńskim i resztą przyszłych bolszewickich katów wielu wolnych narodów. Stało także wyżej o ścisłych kontaktach Piłsudskiego z wywiadem japońskim, austriackim oraz niemieckim. Współpraca z tymi dwoma ostatnimi kładzie duży cień na rolę Piłsudskiego w tworzeniu Legionów i zrębów Niepodległej… Wyraźnie wskazują na to dokumenty austriackiego wywiadu oraz niemieckie zapiski, w tym pamiętniki księcia Harrego Kesslera. Zwłaszcza współpraca z Niemcami u progu I wojny światowej wydaje się być szczególnie perfidna – obliczona na osobiste ambicje Piłsudskiego – rozbijająca od wewnątrz tworzone właśnie w Krakowie przez Naczelny Komitet Narodowy struktury Legionów. A dzieje się to w Kielcach latem 1914 r., ale do tego akurat wątku wrócimy szczegółowo później – przy okazji opisu Pomnika Czwórki Legionowej i historii wkroczenia Strzelców do Kielc.

Po fiasku tajnych rokowań m.in. z przedstawicielami 9. Armii niemieckiej – owocem których było powołanie w Kielcach na pocz. września 1914 r. tzw. Polskiej Organizacji Narodowej, mającej stanowić przeciwwagę dla NKN – Piłsudski zmuszony jest powrócić w struktury formujących się w Galicji Legionów, jednak nie ustaje w knowaniach przeciwko Komitetowi. A przecież dziś powszechnie przedstawia się Józefa Piłsudskiego, jako twórcę Legionów…

Wydaje się, że zatrutych owoców owych związków Piłsudskiego z obcymi służbami jest bardzo wiele… Wydaje się, że były one brzemienne w skutkach dla Polski, że przyniosły wiele zła…

W 1917 r. Piłsudski wywołał tzw. kryzys przysięgowy, odmawiając złożenia przysięgi na wierność przyszłemu królowi polskiemu i sprzymierzonym armiom państw centralnych, jednak wcześniej – w Kielcach w roku 1914 – nie przeszkadzało mu złożenie przysięgi na wierność CK Monarchii. W rocie przysięgi nie ma mowy o cesarzu niemieckim, jak się powszechnie zwykło głosić… Niektórzy badacze problemu uważają, że Piłsudskiemu wywiad niemiecki lub austriacki wyznaczył w tym momencie inne cele… Nie wiemy jak było… Jednak wiemy, że II Brygada Legionów pod dow. gen. Józefa Hallera, która przysięgi nie odmówiła, a jednak już w lutym 1918 r. – dążąc do połączenia z oddziałami polskimi po rosyjskiej stronie frontu – starła się pod Rarańczą z jednostkami austriackimi i niemieckimi, była nazywana później przez Piłsudczyków zdrajcami…

Wiemy też – jak pisałem już wyżej – o błyskawicznym dostarczeniu uwolnionego z Magdeburga Piłsudskiego specjalnym pociągiem z przez niemieckie ministerstwo wojny z Berlina do Warszawy w listopadzie 1918 r., co dokładnie opisał książę Harry Kessler… Niektórzy historycy – wskazując na kontakty Piłsudskiego z 9. Armią niemiecką w 1914 r. – uważają, że jego współpraca z niemieckimi służbami trwała wystarczająco długo, by stał się narzędziem w ich rękach. Oczywiście nie mamy pewności w tej kwestii, nie znamy dokumentów potwierdzających dokładniej te związki, jednak wiemy, iż Piłsudski niezbyt chętnie wspierał powstańców śląskich, wielkopolskich czy nawet obrońców Lwowa, uważając początkowo – zgodnie z planami państw centralnych – że Lwów będzie należał do państwa ukraińskiego. Dopiero silny nacisk społeczny spowodował zmianę stanowiska Piłsudskiego (w końcu 1918 r. także w Kielcach zbierano datki i wzywano masowo do odsieczy Lwowa).

Dobre kontakty utrzymuje Piłsudski także z III Rzeszą. Zachowały się zdjęcia, m.in. z Józefem Goebbelsem w Belwederze z 1934 r., a Herman Göring uczestniczył w pogrzebie marszałka w Krakowie, zaś Adolf Hitler w tym czasie był na mszy świętej w kościele Św. Jadwigi w Berlinie. To Hitler, przebywając we wrześniu 1939 r. w kieleckim pałacu biskupim, jak podają źródła, zakazuje niszczenia tablicy w głównej loggii, upamiętniającej pobyt Piłsudskiego w tym gmachu w roku 1914.

W dwudziestoleciu międzywojennym, a zwłaszcza po zamachu majowym, Piłsudski i jego zaufani ludzie zrobili wiele, by zatrzeć agenturalną przeszłość marszałka i napisać na nowo jego biografię… W 1926 r. Piłsudski wprowadza swoich ludzi do Biura Historycznego Sztabu Generalnego. Znikają wówczas m.in. dokumenty dotyczące współpracy Piłsudskiego i PPS – FR z austriackim wywiadem.

Dla świadków tamtych zdarzeń i przeciwników fałszowania historii nie było litości… Doświadczyli tego m.in. dawni oficerowie wywiadu austriackiego, prowadzący Józefa Piłsudskiego – tajnego, płatnego agenta HK – Stelle o kryptonimie „Stefan II” – zwłaszcza gen. Włodzimierz Zagórski i gen. Józef Rybak. Rybak był od 1909 r. odpowiedzialny za kontakty z agentem Piłsudskim w Krakowie, a pozyskane odeń meldunki oraz pokwitowania wypłat trafiały na biurko Zagórskiego. Jak też już wiemy, Piłsudski i jego współpracownicy (m.in. Walery Sławek – agent „Stefan I” – późniejszy sanacyjny premier) dostarczali Austriakom informacje szpiegowskie z terenu zaboru rosyjskiego. W zamian Austriacy nieźle płacili, a także pozwalali na wojskowe szkolenia młodzieży na terenie Galicji, szykując tę młodzież – we współpracy z Piłsudskim – do roli kadr przyszłego antyrosyjskiego powstania w Królestwie. To właśnie Józef Rybak na początku sierpnia 1914 r. nadzoruje z ramienia wywiadu austriackiego mobilizację oddziałów strzeleckich i marsz Pierwszej Kadrowej w kierunku Kielc – w celu wywołania tej krwawej jatki w obcym interesie. Akcja ta na szczęście spaliła na panewce.

Tak się złożyło, że po utworzeniu Legionów kpt. Włodzimierz Zagórski, jako szef sztabu, został znów przełożonym Piłsudskiego, dla którego Austriacy – ze względu na brak wykształcenia wojskowego – utworzyli specjalny stopień brygadiera. Zagórski – jako doświadczony oficer – wielokrotnie wskazywał na wojskowe dyletanctwo Piłsudskiego i wręcz szkodliwe jego działania na tym polu. Jesienią 1918 r. role się odwracają i brygadier Piłsudski – jak również już wiemy – zostaje sprawnie dostarczony przez Niemców do Warszawy, gdzie Rada Regencyjna powierza mu dowództwo nad tworzonym Wojskiem Polskim, w którego Sztabie Generalnym prężnie i z sukcesami działa właśnie mjr Zagórski, zaś jego przełożonym jest wybitny dowódca – gen. Tadeusz Rozwadowski. Obaj – nie mogąc pogodzić się niekompetencją ich dawnego podwładnego – odchodzą ze Sztabu Generalnego WP. Piłsudski nigdy nie zapomni takiego afrontu… Do niezwykle ciekawej historii gen. Rozwadowskiego wrócimy niebawem, a teraz zajmijmy się losem gen. Zagórskiego

Już u progu II RP Piłsudski, mając duże możliwości działania w oparciu o służby państw centralnych, przystępuje do akcji intensywnego poszukiwania i niszczenia archiwalnych dowodów swojej agenturalnej działalności oraz jego bliskich współpracowników. Niszczone są listy konfidentów i pokwitowania wypłat, zaś reszta dokumentów zostaje ponoć wydobyta od Austriaków pod groźbą wstrzymania dostaw polskiego węgla.

Jednak gen. Zagórski przezornie zachował część dokumentacji HK – Stelle, w tym kluczowe pokwitowania odbioru pieniędzy przez tajnych agentów, a zwłaszcza Piłsudskiego i jego ludzi… Zagórski, awansowany w 1924 r. na stopień generalski, najprawdopodobniej na polecenie gen. Rozwadowskiego, przekazuje dokumenty w zalakowanej kopercie na przechowanie zaufanemu oficerowi – mjr. Marcelemu Kyci, który zwraca je Zagórskiemu po kilku miesiącach. Natomiast Piłsudski – nawet usunąwszy się w cień Sulejówka – nadal niszczył archiwa przy pomocy zaufanych ludzi, m.in. Kazimierza Świtalskiego, który wynosił dokumenty z Biura Historycznego Sztabu Generalnego… Zagórski i Rybak znali też sprawę Alfreda Redla – vice szefa wywiadu austriackiego, który w 1909 r. został agentem rosyjskiej Ochrany, co spowodowało także zdekonspirowanie siatki szpiegowskiej Piłsudskiego…

Wkrótce jednak – w 1926 r. – nadszedł majowy zamach stanu, który dał Piłsudskiemu pretekst do ostatecznej rozprawy z niesfornym i niebezpiecznym dlań generałem, stojącym wówczas po stronie legalnych władz Rzeczypospolitej i kierującym lotnictwem. Gdy Zagórski, wraz z m.in. Rozwadowskim i Andersem, zostaje internowany, ludzie Piłsudskiego przeszukują jego mieszkanie. Zagórski i Rozwadowski trafiają do wileńskiego więzienia. Trwa intensywne śledztwo, w którym Zagórskiemu zarzuca się m.in. korupcję, działalność antypaństwową i wszelkie możliwe okropności. Jednakże 6 VIII 1927 r. generała zwolniono z więzienia i dostarczono pod eskortą na Dworzec Wileński w Warszawie, skąd Zagórski miał ponoć kazać zawieźć się do łaźni na Krakowskim Przedmieściu. I tu ślad się urywa… Niektórzy wnikliwi badacze tej historii uważają, iż Zagórskiego zawieziono do szczególnie krwawej łaźni – do jednej z warszawskich siedzib Strzelca, gdzie został zasieczony szablami na śmierć… Inni uważają, że został zastrzelony w łaźni lub w Belwederze na oczach Piłsudskiego, a mordercami byli Józef Beck i Bogusław Miedziński… Jeszcze inni mordercę gen. Zagórskiego widzą w ponurej osobie ppłk. Wacława Kostka – Biernackiego, byłego szefa legionowej żandarmerii, zwanego makabrycznie „Wieszatielem”. Według tej wersji Kostek – Biernacki miał zgładzić Zagórskiego w Brześciu przy pomocy szubienicy lub broni gazowej… Być może generała przed śmiercią torturowano, by zmusić go do wyjawienia miejsca ukrycia dokumentów wywiadu austriackiego… Do dziś nie wiemy, jak było… Jednak po tajemniczym zniknięciu gen. Zagórskiego sanacyjna propaganda głosiła, iż uciekł on pod skrzydła obcego wywiadu, że sfingował własną śmierć… Rozpuszczono listy gończe z podobiznami generała we wszelkich odmianach – w mundurze, w ubraniu cywilnym, z wszelkimi wariantami zarostu na głowie i twarzy… Tak zniknął wróg publiczny numer 1 sanacji. Można przypuszczać, że zniknięcie to stało się podwaliną, by nie rzec „zbrodnią założycielską”, sanacji – początkiem prawie niczym już niezmąconego „kultu jednostki”„kultu wodza”

Dużo więcej szczęścia, a może raczej sprytu, miał gen. Józef Rybak, który – w zeznaniu złożonym 27 XI 1949 r. – opowiadając o penetracji archiwum austriackiego wywiadu w Krakowie przez ludzi Piłsudskiego z mjr. Mieczysławem Ścieżyńskim na czele, co miało miejsce już w 1918 r., stwierdził: „Celem tej lustracji było oficjalne ujawnienie materiałów obciążających oficerów K – Stelle, między innymi mnie. W stosunku do mnie nic nie znaleziono, przeciwnie, Piłsudski darzył mnie przyjaźnią (...) Jak mówiono jednak chodziło w rzeczywistości o usunięcie materiałów kompromitujących Piłsudskiego i jego najbliższych współpracowników”. Rybak wspominał, że przeżył, bo zwyczajnie milczał jak grób o agenturalnej przeszłości marszałka.

Mniej szczęścia i dużo więcej odwagi miał gen. Tadeusz Rozwadowski, który nie tylko dokładnie znał działalność austriackiego agenta o pseudonimie „Stefan II”, ale od którego bił też blask wybitnego dowódcy, skrywający w cieniu postać marszałka bez wojskowego wykształcenia… Rozwadowski był też świadkiem błędów i słabości Piłsudskiego, czego naczelnik państwa wybaczyć nie mógł…

Tadeusz Rozwadowski, jako niezwykle uzdolniony oficer artylerii, szybko awansuje w armii austriackiej do stopnia generała. Oprócz zdolności dowódczych, wyróżniał się też jako wynalazca i konstruktor wojskowy. Stworzył m.in. prosty i niezwykle skuteczny przyrząd celowniczy, a także epokowy wynalazek w zakresie amunicji artyleryjskiej – tzw. granato – szrapnel – eksplodujący raz w powietrzu – jak typowy szrapnel – rażąc cel mniejszymi pociskami i drugi raz po zetknięciu z celem – jako granat. W maju 1915 r. zastosowana przez Rozwadowskiego nowatorska metoda ruchomej nawały ogniowej – tzw. „walca ogniowego”, idącego przed nacierającą piechotą, pozwoliła ograniczyć znacząco straty w ludziach i przyczyniła się do sukcesu wojsk państw centralnych w jednej z przełomowych bitew I wojny światowej, stoczonej pod Gorlicami. Był odznaczany najważniejszymi orderami CK monarchii. Współpracował z ruchem strzeleckim i Legionami, bronił też bezpodstawnie represjonowanej ludności polskiej na terenach objętych działaniami wojennymi, co w konsekwencji spowodowało przeniesienie Rozwadowskiego na emeryturę.  

Jak już wiemy, generał w 1918 r., jako szef sztabu, tworzy od podstaw z sukcesem, z ramienia Rady Regencyjnej, struktury Wojska Polskiego, które potem przejmuje dostarczony z Berlina do Warszawy Piłsudski. Generał jest zwolennikiem wojska z poboru, zaś Piłsudski stawia na armię ochotniczą, choć w 1920 r. rozwiązuje oddziały ochotnicze, których nie kontrolował. Rozwadowski usuwa się cień, ale nie zupełnie, bowiem kieruje w sposób niezwykle skuteczny obroną oblężonego przez oddziały ukraińskie Lwowa, odmawiając wykonania rozkazu Piłsudskiego, nakazującego opuszczenie miasta. Odsiecz, której domaga się cały kraj, nadchodzi, jednak gen. Rozwadowski zostaje przeniesiony na stanowisko szefa Polskiej Misji Wojskowej w Paryżu, choć miał gotowy plan dużej ofensywy przeciwko wojskom ukraińskim. Z wielkim bólem generał udaje się do Paryża, ale szybko okazuje się, że jest także wybitnym dyplomatą. Znał pięć języków obcych – francuski, niemiecki, czeski, rosyjski i rumuński (w końcu XIX w. był attaché wojskowym przy poselstwie austriackim w Bukareszcie).

W obliczu zagrożenia Polski przez najazd Bolszewików, Rozwadowski prowadzi rozmowy m.in. z Włochami, Francuzami, Rumunami i Amerykanami, co – mimo braku szans na bezpośrednie wsparcie wojskowe – przynosi regularne dostawy broni i wsparcie doradców wojskowych. Jest wielkim orędownikiem, wraz Ignacym Janem Paderewskim, utworzenia w Polsce Legionu Amerykańskiego (złożonego z doświadczonych lotników, czołgistów, saperów i medyków), do którego masowo zgłaszają się ochotnicy. W tej sprawie gorąco popiera go gen. John Pershing – dowódca amerykańskich sił ekspedycyjnych we Francji. Jednak znów na przeszkodzie realizacji tych planów staje Józef Piłsudski… Rozwadowski i tym razem stawia marszałka przed faktem dokonanym, doprowadzając przynajmniej do stworzenia amerykańskiej eskadry lotniczej na bazie 7. Eskadry Myśliwskiej, która przyjęła imię Tadeusza Kościuszki i wsławiła się w wojnie polsko – bolszewickiej.

Latem 1920 r. gen. Rozwadowski zostaje pilnie wezwany do Warszawy, obejmując stanowisko szefa Sztabu Generalnego. Wiadomo – na kłopoty Rozwadowski… Generał zastaje sytuację dramatyczną. Jednostki WP są umęczone ciągłym odwrotem, panuje defetyzm i rozprężenie, co m.in. spowodowane jest fatalnym dowodzeniem Piłsudskiego, który sam jest w stanie emocjonalnej rozsypki… Rozwadowski, szanując go jednak, jako głównodowodzącego, w krótkim czasie zatrzymuje chaos – przeprowadza reorganizację sztabu i przegrupowanie wojsk, co umożliwia przygotowanie kontrofensywy. To Rozwadowski jest faktycznym autorem planu zwycięstwa nad Bolszewikami, przedstawionego na naradzie 5/6 VIII 1920 r. Piłsudskiemu, który akceptuje ów plan, zmieniając go jednak w pewnym stopniu (na szczęście nie zasadniczo…). Po 6. sierpnia Piłsudski nie podpisuje już rozkazów, potem składa dymisję i udaje się na zaplecze frontu. Nie będąc pewnym zwycięstwa żegna się z rodziną, bierze nawet udział w chrzcinach w Puławach, a w rzeczywistości dowodzi Rozwadowski. Wiele zależy też od decyzji Hallera, Sikorskiego i Sosnkowskiego.

Niektórzy wnikliwi badacze problemu przypuszczają – na podstawie (odnalezionego w siedzibie SBU w Kijowie) protokołu zeznań radykalnego polityka chłopskiego – Tomasza Dąbala, złożonych w 1937 r. przed Kolegium Wojskowym Sądu Najwyższego ZSRR – iż Piłsudski latem 1920 r., w obliczu klęski wojsk polskich, próbował nawiązać kontakt z Bolszewikami, aby w przyszłej „Polskiej Republice Rad” zachować jakąś część władzy. Głównymi wykonawcami tego projektu mieli być: ww. Dąbal oraz gen. Bolesław Roja (obaj głoszący wówczas otwarcie komunistyczne peany)… Sprawa ta wymaga jeszcze wielu wyjaśnień i nie mamy niezbitych dowodów na potwierdzenie takich działań Piłsudskiego. Jednak wiemy na pewno, że po zwycięstwie nad Bolszewikami Dąbal i Roja zostali usunięci w cień, a potem w niebyt… Dąbal – w 1922 r. skazany i uwięziony za zdradę, w 1923 r. – w ramach wymiany więźniów politycznych – wyjechał do ZSRR, gdzie, podczas stalinowskiej czystki, został zgładzony w sierpniu 1937 r. w Moskwie. Natomiast gen. Roja już we wrześniu 1920 r. zostaje przeniesiony do rezerwy, a dwa lata później w stan spoczynku, zaś jego próby krytyki Piłsudskiego na zjazdach legionistów kończą się dla niego izolacją na oddziale psychiatrycznym… 

Głównym „problemem” Piłsudskiego jest jednak Rozwadowski. Zwycięstwo nad Armią Czerwoną w bitwie na przedpolach Warszawy jest druzgocące, trwa pościg za bezładnie cofającym się nieprzyjacielem. Naczelnik państwa jednak nigdy nie zapomni, że gen. Rozwadowski widział go w chwili wielkiej słabości…

W okresie późniejszym Rozwadowski dba o rozwój polskiej jazdy, mając szczególne baczenie na Centrum Wyszkolenia Kawalerii w Grudziądzu, a także – jak to on – ma wiele nowatorskich pomysłów unowocześniania Wojska Polskiego, m.in. koncepcję „wojsk szybkich” o znaczeniu operacyjnym i specjalnych jednostek pancernych. Plany te niestety odrzucano… W 1925 r. Rozwadowski dowodzi słynnymi manewrami na Wołyniu, po których zagraniczni obserwatorzy ponieśli na cały świat wieść o wspaniałej organizacji i wyszkoleniu Wojska Polskiego. Wówczas generał osobiście czuwał nad rozwojem karier wojskowych tak uzdolnionych oficerów, jak Franciszek Kleeberg, Tadeusz Kutrzeba czy Stanisław Sosabowski. Jednak sen z powiek spędza mu postępujące upolitycznienie armii, związane z tym podziały i podupadające morale. Coraz głębiej popada w konflikt z obozem Piłsudczykowskim i samym marszałkiem. Czuje, że nadchodzi kryzys, którego konsekwencje będą zgubne nie tylko dla niego…

W czasie zamachu majowego 1926 r. gen. Rozwadowski staje po stronie legalnych władz Rzeczypospolitej, obejmując stanowisko dowódcy obrony Warszawy. W tej sytuacji generał uznał Piłsudskiego za zwykłego buntownika i dążył do jego poskromienia wszelkimi środkami. Sytuacja była niezwykle trudna, ale nadchodziły wieści o zbliżających się posiłkach. Rozwadowski planował kontrofensywę, jednak prezydent Stanisław Wojciechowski 15 V 1926 r. podaje się do dymisji i nakazuje przerwanie bratobójczych walk. Rozwadowski, wraz z kilkoma innymi generałami, zostaje uwięziony w na Antokolu w Wilnie – w warunkach gorszych niż za cara: w zawilgoconych, nieogrzewanych celach i bez dostępu do opieki medycznej… Szybko podupada na zdrowiu. Przez cały czas sanacyjna propaganda nazywa go „mordercą i złodziejem”… Mimo wyroku sądu wojskowego i protestów społecznych, generał nadal jest więziony, gdyż Piłsudski nie wyraża zgody na jego uwolnienie.

Wreszcie 18 V 1927 r. Rozwadowski wychodzi na wolność, jednak jego stan zdrowia jest fatalny. Trafia do lwowskiego wojskowego szpitala, gdzie lekarze orzekli konieczność dalszej hospitalizacji z powodu wysokiej gorączki oraz bólów brzucha połączonych z silnymi torsjami i krwawieniem. Stanu zdrowia generała nie poprawiało kolejne przesuwanie terminu rozprawy sądowej skierowanej przeciwko niemu, a także wieść o zaginięciu gen. Zagórskiego, która bardzo go przytłoczyła. Starał się pracować nad kolejnymi wynalazkami wojskowymi i napisał m.in. innowacyjny referat, dotyczący obronności kraju, zwany „Testamentem wojskowym generała Rozwadowskiego”.

Tadeusz Rozwadowski umiera 18 X 1928 roku. Według niektórych historyków generał był w więzieniu podtruwany. Jedni twierdzą, że trucizna znajdowała się w farbie, którą pomalowano ściany celi generała, inni, że podawano mu kanapki z pociętym końskim włosiem, które doprowadziły do owrzodzenia jelit… Nie mamy na to dowodów, być może wystarczyły fatalne warunki uwięzienia, jednak rodzinie generała omówiono przeprowadzenia sekcji zwłok… Został pochowany wśród Orląt Lwowskich na Łyczakowie. Jego pogrzeb zgromadził tłumy ludzi, a mowę nad grobem generała wygłosił były legionista – ks. Józef Panaś: „Był to prawdziwie chrześcijański, wielki Wódz, który umiał zwyciężać bez podniesienia się w pychę i bez pastwienia się nad pokonanym przeciwnikiem, a gdy poniósł klęskę, poniósł ją nie tylko bez upodlenia się, ale nawet bez chęci zemsty i nienawiści do chwilowego zwycięzcy”. Generał Rozwadowski był dowódcą wojskowym, którego zazdrościł Polsce cały świat. Jednak jego legendy pragnął „chwilowy zwycięzca” – to Józef Piłsudski miał posiąść dla siebie na zawsze miano „niezwyciężonego wodza”… Ten fałsz żyje pośród nas do dziśCiało gen. Rozwadowskiego było kilka razy przenoszone i do dziś nie znamy rzeczywistego miejsca jego pochówku, do dziś nie możemy zapalić świeczki na jego grobie

Represje spotkały także innych wybitnych dowódców, którzy zagrażali „legendzie wodza”. Po zamachu majowym zostaje usunięty z armii gen. Józef Haller – legendarny dowódca II Brygady Legionów Polskich i sformowanej we Francji „Błękitnej Armii”, bez której zwycięstwo nad Bolszewikami w 1920 r. nie byłoby możliwe. Podobny los spotkał gen. Dowbór – Muśnickiego – syna Ziemi Sandomierskiej – w czasie I wojny dowódcę I Korpusu Polskiego w Rosji, a także dowódcę (od pocz. 1919 r.) zwycięskiej Armii Wielkopolskiej podczas powstania przeciwko Niemcom. Obaj mocno krytykowali sanacyjny „kult” Piłsudskiego i przypisywanie mu nienależnych zasług. Prześladowani byli też niewygodni politycy, m.in. premier Wincenty Witos, który – w czasie zagrożenia Warszawy przez Bolszewików – 12 VIII 1920 r. schował do sejfu dymisję załamanego Piłsudskiego i nie ujawnił jej… Witos, aresztowany 9/10 IX 1930 r. i osadzony w twierdzy brzeskiej, był bity i upokarzany m.in. poprzez przymus czyszczenia latryn… Następnie, wraz z innymi działaczami politycznymi niewygodnymi dla sanacji, został skazany w tzw. „procesie brzeskim” i – jeszcze przed zatwierdzeniem wyroku przez Sąd Najwyższy – udał się na emigrację.

Również znany polityk chrześcijański i narodowy – jeden z ojców polskiej niepodległości – Wojciech Korfanty był więziony i musiał uchodzić z kraju przed prześladowaniami „sanatorów”, a gdy wrócił wiosną 1939 r., by pomóc w obliczu niemieckiego zagrożenia, został ponownie aresztowany i osadzony na Pawiaku, skąd zwolniono go po trzech miesiącach w bardzo złym stanie zdrowia. Zmarł 17 VIII 1939 r. kilka dni po przeprowadzonej operacji ratującej jego życie. Stan wątroby Korfantego – według zeznania jednego z operujących go lekarzy – był fatalny i nosił znamiona zatrucia arszenikiem…  

Warto też przypomnieć los słynnego polskiego pisarza – Tadeusza Dołęgi – Mostowicza – autora takich ponadczasowych dzieł, jak „Kariera Nikodema Dyzmy” czy „Znachor” – poruszającego w swoich antysanacyjnych felietonach m.in. sprawę aresztowania gen. Juliusza Malczewskiego, zaginięcia gen. Zagórskiego czy pobicia posła Jerzego Zdziechowskiego. Wkrótce ten los miał dotknąć samego pisarza… We wrześniu 1927 r. Dołęga – Mostowicz został porwany z ulicy do samochodu, wywieziony poza Warszawę, pobity niesamowicie brutalnie przez „nieznanych sprawców” i porzucony w lesie. Życie uratował mu przypadkowy przechodzień. Po tym zdarzeniu pisarz mocno podupadł na zdrowiu i porzucił dziennikarstwo na rzecz tworzenia dzieł literackich.

Za krytykę „Wodza” można było trafić na pięć lat za kratki… Najbardziej zatwardziali przeciwnicy sanacji trafiali bez wyroku sądowego do obozu koncentracyjnego w Berezie Kartuskiej, nad którym nadzór sprawował ww. osławiony płk. Wacław Kostek – Biernacki – wojewoda poleski, kontrolujący poczynania komendantów obozu. Obóz funkcjonował od lipca 1934 do września 1939 roku. Oprócz polskich opozycjonistów – narodowców, ludowców, socjalistów i komunistów, przetrzymywano tu również ukraińskich nacjonalistów. Tortury fizyczne i psychiczne, które miały złamać ducha osadzonych, były na porządku dziennym. Stosowano m.in. standardowe bicie pałką i przetrzymywanie w karcerze bez okien. Według niektórych badaczy problemu, obóz ten był wzorowany na obozach w III Rzeszy i sowieckich gułagach. Za krytykę władzy trafił do Berezy znany pisarz, publicysta i polityk – Stanisław Cat Mackiewicz, który również został poddany torturom.

Piłsudski w sposób bezwzględny rozprawiał się z przeciwnikami z każdej możliwej strony politycznej mapy, nawet ze swoimi ideowymi pobratymcami spod czerwonego sztandaru – socjalistami i komunistami, a przecież PPS i Komunistyczna Partia Polski poparły zamach majowy

Piłsudski znany był z dobrych relacji z Żydami. Już 12 XI 1918 r. przyjmuje delegację Żydów, domagających się autonomii – tzw. „Judeopolonii”, czyli państwa dwunarodowego. Piłsudski, wiedząc, że nie będzie w stanie przeforsować tego postulatu w całej Polsce, proponuje Żydom takie rozwiązanie na Wileńszczyźnie i konsekwentnie je realizuje. Dopiero zdecydowany sprzeciw większości polskiej na Wileńszczyźnie hamuje te pomysły, jednakże Żydzi mogli liczyć na wiele przywilejów ze strony marszałka.

Obóz sanacyjny był przesiąknięty na wskroś masonerią wszelkiego rytu i ateistami wszelkiej maści. Masoneria zdecydowanie poparła zamach majowy, a sam Piłsudski finansował prasę masońską. I choć namawiał ponoć do wstępowania do lóż masońskich, to miewał też z nimi konflikty w walce o władzę. Dwaj czołowi masoni – Andrzej Strug i Henryk Kołodziejski – zmieniają biografię Piłsudskiego.

Marszałek miał co najmniej dwie kochanki. Pierwszą z nich była najprawdopodobniej Eugenia Lewicka – prekursorka medycyny sportowej w Polsce, z którą Piłsudski odbył głośną podróż na Maderę. W czerwcu 1931 r. odnaleziono ją nieprzytomną – otrutą środkami farmakologicznymi. Zmarła parę dni później, nie odzyskawszy przytomności. Nie mamy pewności, czy było to samobójstwo czy morderstwo, ale wiele poszlak wskazuje na najbliższe środowisko Piłsudskiego, jako na prawdopodobnych wykonawców takiego zamachu. Wydaje się jednak, że on sam nie mógł być zleceniodawcą, gdyż – uczestnicząc w pogrzebie Lewickiej – miał wyszeptać z goryczą w głosie: „Nawet tego mi nie oszczędzono”… Za drugą kochankę marszałka uważa się Jadwigę Burchardt. Zachowały się listy miłosne kreślone do niej przez Piłsudskiego. Niektórzy uważają, że Piłsudski miał nieślubnego syna jeszcze z inną kochanką, inni, że niejednego

Wielu badaczy życiorysu Piłsudskiego uważa, że od pewnego czasu cierpiał on na chorobę psychiczną i miał kilka faz zachowania, w tym przejawy niepohamowanej agresji. Sekcja zwłok marszałka wykazała zapalenie mózgu, co mogło być związane z „pomieszaniem zmysłów”. Inni uważają, że zachowanie Piłsudskiego było związane z opętaniem

Wiele wskazuje, że w nocy 4/5 XII 1928 r. marszałek strzałem z okna zabił żandarma pełniącego wartę przed Belwederem – Franciszka Koryzmę. Cała Polska o tym mówiła, jednak robiono wszystko, by sprawę zatuszować. Próbowano wrobić w zabójstwo Stefana Kossowskiego, jednak pociski znalezione w ciele ofiary nie pasowały do jego broni – rewolweru Smith & Wesson, natomiast pasowały do Browninga Piłsudskiego kal. 7, 65 mm…

Historycy wskazują też na silne zainteresowanie marszałka okultyzmem, znacząc początek tej niebezpiecznej fascynacji w pewnym zdarzeniu z zesłania syberyjskiego, gdy cyganka wywróżyła mu: „Carem budiesz”… Od tego czasu Piłsudski wikła się coraz bardziej w modne wówczas seanse spirytystyczne, twierdząc ponoć, że nawiedza go duch NapoleonaNie stroni też od kart tarota, próbuje eksperymentów okultystycznych. Kontaktuje się ze Stefanem Ossowieckim – słynnym badaczem zjawisk paranormalnych, uznawanym za jasnowidza, a także z Polskim Towarzystwem Teozoficznym. Wnikliwi badacze problemu uważają, iż Piłsudski wziął udział w kilku obrzędach satanistycznych – tzw. „czarnych mszach”, brnąc w kolejne stopnie wtajemniczenia i uczestnicząc w końcu w czarnej mszy wyższego rzędu, co – jak się przypuszcza – zmieniło jego psychikę. Zaczął miewać – szczególnie po zamachu majowym – omamy wzrokowe i słuchowe. Słyszał odgłosy kroków, szelesty, widział zjawy i duchy. W 1930 r. strzelał ponoć do duchów w zamkniętych pomieszczeniach Belwederu… Wszyscy bali się podchodzić nocą pod drzwi i okna jego pokoju… Te ustalenia mogą rzucać pewne światło na sprawę zabójstwa Franciszka Koryzmy… Gdy sprawy te wyszły na jaw na forum sejmowym, posłowie opozycji, m.in. PSL – Piast, domagali się badań psychiatrycznych marszałka. Nie wiemy, jak było dokładnie, nie mamy żelaznych dowodów, jednak wiele wskazuje na to, że Piłsudski od pewnego czasu przynajmniej nie był sobą… A i wcześniejsza jego osobowość pozostawia wiele do życzenia…

Sanacja była ruchem etatystycznym, a w porywach – z racji czerwonych korzeni – socjalistycznym. Skorumpowanie i kumoterstwo tej formacji politycznej były wręcz legendarne… Całe zastępy karierowiczów, często bez żadnych zdolności, wywodzących się w sporej liczbie z trzech dawnych brygad legionowych, zwano w międzywojniu „IV Brygadą”. Przykładem centralizmu, o podłożu mocno rewolucyjnym, była likwidacja praktycznie wszystkich autobusów prywatnych, naturalnie dostosowanych do warunków terenowych danego rejonu kraju, i zastąpienie ich – przy jedynie kilkuset kilometrach dróg asfaltowych – jednakowymi, ciężkimi autobusami państwowymi… Jeszcze gorszy w skutkach był brak szybkich, zdecydowanych reform w armii i należytego jej rozwoju technologicznego.

Wydaje się, że gdyby posłuchano gen. Tadeusza Rozwadowskiego w sprawie tworzenia tzw. „wojsk szybkich” opartych o broń pancerną, samochody i lotnictwo, a także głosu innych uzdolnionych naukowców, konstruktorów i wojskowych, polska armia we wrześniu 1939 r. przedstawiałby się o wiele lepiej… Oczywiście wdrożono w życie kilka nowoczesnych projektów technologicznych z różnych dziedzin wojskowości, jednak większość w przededniu II wojny światowej była jeszcze w fazie prototypów… I tu należy dodać, raczej na plus Piłsudskiego, że – mimo wszystko – jeszcze za jego życia – w poł. lat 30. XX w. Polska była w pierwszej piątce państw na świecie, jeśli idzie stan broni pancernej i miała najnowocześniejszy na świecie samolot myśliwski – PZL 11 C. Później było już tylko gorzej… A to właśnie następne cztery lata zadecydowały o przewadze technologicznej sił pierwszego rzutu Niemiec i ZSRR. Mimo wszystko polska armia w 1939 r. nadal była jedną z najsilniejszych armii świata. Jednakże – nawet przy większym rozwoju techniki wojskowej, strategii i taktyki – nie byłaby w stanie podołać armiom dwóch potężnych sąsiadów. Jednemu być może dałaby odpór, ale nie dwóm…

Kluczem do przetrwania była polityka zagraniczna, a ta po śmierci Piłsudskiego stała się już kompletnie nieudolnaFatalne sojusze, brak politycznego realizmu i myślenia wielowektorowego. To musiało się skończyć źle i tak się skończyło, ale to już temat na zupełnie odrębną opowieść…Wydaje się, że Piłsudski pod koniec życia porzucił swe insurekcyjne pomysły z lat wcześniejszych, nie liczące się z potężnymi stratami i ofiarami, i uważał, że Polska powinna wejść do wojny jako ostatnia. Józef Piłsudski zmarł 12 V 1935 r., lecz przed śmiercią, zapewne przeczuwając grożące Polsce niebezpieczeństwo, wypowiedział znamienne słowa: „Wy w wojnę beze mnie nie leźcie, wy ją beze mnie przegracie”

Możemy zadać sobie pytanie, co w młodości pchnęło Piłsudskiego na czerwone, szerokie tory socjalizmu i rewolucyjnej utopii? Niektórzy wskazują na zdarzenie związane ze śmiercią matki Józefa – Marii z Billewiczów Piłsudskiej. Otóż, podobno, ks. Kluczyński w 1884 r. odmówił Marii spowiedzi w obliczu śmierci, co miało zrazić Piłsudskiego do kleru i stopniowo popchnąć go w stronę czerwonego sztandaru. I tu wróćmy jeszcze na chwilę do małżeństwa Piłsudskiego z Marią Juszkiewiczową, zawartego w 1899 r., kiedy to towarzysz „Wiktor” zmienia wiarę na protestancką, by poślubić rozwódkę… Najprawdopodobniej do końca życia pozostał ewangelikiem, co było przez władze sanacyjne skrzętnie ukrywane, a gdy kościół luterański ujawnił, że Piłsudski należy do tejże wspólnoty protestanckiej, sporządzono ponoć fałszywy dokument jego powtórnego przejścia na katolicyzm…   

Patrząc na powyższe, trudno się dziwić wyraźnej niechęci biskupa kieleckiego Augustyna Łosińskiego do postaci Piłsudskiego… A czy biskup miał rację, niech każdy odpowie sobie sam…

 Do „Sanktuarium Marszałka Józefa Piłsudskiego” można wejść z głównej logii przez portal z – wyżej cytowanymi – wyrytymi nań słowami Piłsudskiego, przed którym się zatrzymaliśmy, jednak główne wejście na tę część ekspozycji muzeum znajduje się od strony południowej. Wychodzimy zatem z logii i zmierzamy wzdłuż głównej fasady pałacu, by po chwili skręcić w prawo, przejść przez bramę i znaleźć się na południowym dziedzińcu. Stajemy przed okazałymi tarasowymi schodami, wiodącymi do wejścia głównego owego „Sanktuarium Marszałka”, obramionego ozdobnym portalem z piaskowca, zwieńczonym kartuszem z orłem strzeleckim bez korony i literą „S” na tarczy oraz inicjałami „JP”, a także sześcioma sztandarami. Powyżej portalu – na wysokości I piętra – na piaskowcowej płycie – wyryto cytat z pieśni IV poematu J. Słowackiego „Beniowski”: „Ufaj mi, synu! jeśli wytkniesz sobie/ Drogę, a prostą – to choćby do słońca/ Zalecisz, często na krzyżu lub grobie/ Odpoczywając. – Lećże więc bez końca,/ A będziesz chodził w anielskiej ozdobie/ Jako ojczyzny i wiary obrońca;/ A nim zasługi twoje w niebie zginą,/ Ziemia przeminie i gwiazdy przeminą”.

To odrębne wejście do Sanktuarium zaprojektował warszawski rzeźbiarz – Stanisław Rzecki, a pomysłodawcą stworzenia takiej propagandowej ekspozycji na kanwie pobytu w Kielcach oddziałów strzeleckich pod komendą Piłsudskiego w 1914 r. był ówczesny wojewoda kielecki – były legionista – Władysław Dziadosz. 

Sanktuarium Marszałka Józefa Piłsudskiego uroczyście otwarto 2 X 1938 roku. Obecnie zajmuje ono 3 sale na parterze w płd. – zach. części pałacu (pierwotnie zajmowało 4 pomieszczenia). W czasie II wojny światowej Sanktuarium uległo dewastacji. Po wojnie jeszcze większej. Wielu elementów ekspozycji nie odnaleziono do dziś. W czasach PRL mieściły się tu biura Prezydium Wojewódzkiej Rady Narodowej, a od 1971 r. magazyny muzealne. Po 1989 r. przystąpiono do prac renowacyjnych i rekonstrukcyjnych na podstawie dokumentacji fotograficznej, by 5 XII 1990 r. – w 123. rocznicę urodzin Józefa Piłsudskiego – ponownie udostępnić tę ekspozycję zwiedzającym. Obejrzeć tu możemy pamiątki związane z Piłsudskim i jego pobytem w Kielcach, a wystawa zaplanowana została w taki sposób, by ukazać marszałka, jako „zbawcę Rzeczypospolitej”… Spróbujmy wejść do wnętrza tej „jaskini sanacyjnej propagandy kultu Wodza”, wyobrażając sobie, jak ona wyglądała w międzywojniu i jednocześnie ukazując jej obecne oblicze…

Portal wejściowy wiedzie nas wprost do Sali Sztandarowej, nazwanej tak z racji prezentowanych tu kopii sztandarów pułków legionowych, wykonanych specjalnie dla Sanktuarium: 1., 2., 3., 4., 5. i 6. Pułku Piechoty Legionów, 2. Pułku Artylerii Lekkiej, 2. Pułku Szwoleżerów Rokitniańskich oraz 2. Pułku Ułanów. Pierwotnie komnata ta – pod władzą biskupią – stanowiła Sklep Drugi Skarbowy, a latem 1914 r. dała dach nad głową „komendantowi Kwatery Głównej” – Mieczysławowi Trojanowskiemu (obrady tzw. „Sztabu Głównego” odbywały się w Sali Portretowej). W okresie sanacyjnym wystrój tego pomieszczenia miał podkreślać „chwałę Legionów” – jako głównej siły zbrojnej, która wywalczyła Polsce niepodległość – i stanowić zalążek „Muzeum Legionów”. A wiemy przecież, że Legiony nie były podległe Piłsudskiemu i nie mogły się też w najmniejszym stopniu równać z potęgą „Błękitnej Armii” gen. Józefa Hallera, bez której niepodległość nie zostałaby obroniona… W Sali Sztandarowej zachowały się piaskowcowe portale i marmurowa posadzka ułożona na wzór szachownicy. Także dziś prezentowane są tutaj – wykonane współcześnie – kopie sztandarów: 1. Pułku Piechoty Legionów WP – wywodzącego się z 1. Kompanii Kadrowej oraz 4. Pułku Piechoty Legionówjednostek legionowych najbardziej związanych z Kielcami. Centralne miejsce w tej sali zajmuje tzw. tryptyk „Wejście strzelców do Kielc w 1914 r.”, namalowany w 1935 r. przez lwowskiego malarza – Stanisława Batowskiego. Na lewym skrzydle tryptyku widzimy scenę przedstawiającą „Potyczkę na folwarku Czarnów” (13 VIII 1914 r.); pośrodku oglądamy dzieło najokazalsze – tytułowe „Wejście strzelców do Kielc” (12 VIII 1914 r. – ul. Duża – na czele kolumny J. Piłsudski, K. Sosnkowski i T. Kasprzycki); zaś lewe skrzydło zapełnia scena ukazująca „Potyczkę przed hotelem Bristol” przy ul. Konstantego (obecnie Sienkiewicza – 12 VIII 1914 r.), będąca kopią obrazu Batowskiego, wykonaną w 1994 r. przez Krzysztofa Jackowskiego – według oryginału znajdującego się w Muzeum Oręża w Kołobrzegu. Ciekawym eksponatem jest tzw. „Księga Złota Miasta Kielc” – z dyplomami honorowych obywatelstw oraz wpisami m.in. Józefa Piłsudskiego, Edwarda Śmigłego – Rydza i Kazimierza Sosnkowskiego. Całość ekspozycji dopełniają zdjęcia z lat 1914 – 1935, związane z osobą Piłsudskiego, olejny szkic tryptyku Batowskiego, niezrealizowane projekty „Sanktuarium” oraz model kieleckiego Pomnika Czynu Legionowego – tzw. „Czwórki”.

Przechodzimy do Sali Marmurowej, będącej „Sanktuarium właściwym”, która w 1914 r. stanowiła osobisty pokój Józefa Piłsudskiego, a w czasach biskupich był to Sklep Pierwszy Skarbowy. Jej wystrój prezentuje się niezwykle okazale: ściany i posadzka wyłożone są płytami różnych odmian marmurów: bolechowickiego, dębnickiego i karraryjskiego. Elementy te, podobnie jak marmurowe portale, zachowały się w oryginale. Resztę wyposażenia mozolnie zrekonstruowano. Pośrodku sali ustawiono marmurowy postument z orłami strzeleckimi z inicjałami JP na tarczach, na którym spoczywa alabastrowa maska pośmiertna marszałka – wykonana na wzór gipsowego odlewu twarzy Piłsudskiego, sporządzonego tuż po jego śmierci 12 V 1935 r. w Belwederze przez prof. Jana Szczepkowskiego (odlew ten znajduje się w Instytucie Józefa Piłsudskiego w Nowym Jorku). W marmurowej niszy pomiędzy oknami widzimy odlane w brązie popiersie Piłsudskiego, autorstwa Stanisława Rzeckiego. Natomiast w gablocie możemy oglądać marszałkowską kurtkę mundurową, wykonaną przez artystów z Pracowni Kostiumowej Teatru Powszechnego w Łodzi. Kurtka ta zastąpiła mundurową kurtkę strzelecką Piłsudskiego, podarowaną kieleckiemu „Sanktuarium” w 1938 r. przez drugą żonę marszałka – Aleksandrę Piłsudską. Możemy tu oglądać także m.in. model pomnika Piłsudskiego, stojący nad Wisłą w Opatowcu. Zachowały się też relikty – fragmenty – dawnego wyposażenia „Sanktuarium”. W wielu elementach jego wystroju, jak posadzka, sklepienie, portale, żyrandol czy witraże, zaznaczono wyraźnie konkretne symbole, m.in.: Krzyż Polonia Restituta, odznaki legionowe, inicjały JP, daty urodzin i śmierci Piłsudskiego, orły strzeleckie i wężyk generalski. Symbole te miały dopomóc w tworzeniu mitu – legendy „bohaterskiego wodza”, „marszałka”, który przecież o wojskowości miał pojęcie mocno blade…

Czas wejść do komnaty w baszcie, za biskupich czasów zwanej Sklepikiem Trzecim w Baszcie. W 1938 r. urządzono tu Kaplicę Matki Bożej Ostrobramskiej z ołtarzem w okiennej niszy. Skromnego wystroju wnętrza dopełniły: posadzka z kamiennych płyt i gomółkowe okna. Kaplica została zrekonstruowana i możemy znów oglądać tutaj kopię Cudownego Obrazu MB Ostrobramskiej w ołtarzu, poprzedzoną kutymi świecznikami, a u sklepienia żeliwny żyrandol. Urządzono tu też rodzaj lapidarium, złożonego z elementów sanacyjnej przeszłości pałacu i miasta, jak kartusze kamienne z herbami: Rzeczypospolitej i Piłsudskich. Kaplica ta miała podkreślać przywiązanie Piłsudskiego do wiary katolickiej, które – jak już wiemy – było co najmniej marne…

Podsumowując, można pokusić się o stwierdzenie, iż lepiej jest, gdy pisaniem historii zajmują się historycy, a nie politycy (ci zwłaszcza własnej historii)…