wstążka świętokrzyska

O latających miotłach, leczniczych ziołach, złym oku i uzdrowicielskich majtkach...

Dziś przedstawiam Wam kolejny fragment zapisu naszego nowego filmu na kanale YouTube "Miotła czasu" - pt. "Czarownice, latawce, czarty i sabaty", który jest jednocześnie zaproszeniem do oglądania tegoż filmu, a idzie to tak:

PW

Jak twierdzą badacze problemu, w mitologicznej postaci czarownicy wymieszało się wiele elementów, m.in.: euroazjatyckiego szamanizmu, wątki podań o germańskich bóstwach opiekuńczych, celtyckich mitów o matronach, grecko – rzymskich o Dianie – bogini łowów, a także starogermańskich mitów o walkiriach, które niosły poległych w walce wojowników do Walhalli – krainy zmarłych. Jedną z najbardziej znanych i opiewanych w legendach umiejętności czarownicy jest sztuka latania – jak twierdził już w XIII w. Św. Tomasz z Akwinu. Co ciekawe (a o czym też było nadmienione wyżej), wiedźmy nie używały do tego celu jedynie mioteł, a najstarsze ich wizerunki przedstawiają je lecące na grzbietach różnego rodzaju dzikich zwierząt, a następnie na przeróżnych rodzajach ówczesnego sprzętu „AGD” – żerdziach, ożogach, łopatach, garnkach i wreszcie – najbardziej znanym ich środku transportu powietrznego – miotłach, które miały szczególną moc magiczną i nasuwały też skojarzenia seksualne. 

No i tutaj macie odpowiedź na nasz kolejny pytajnik z ostatniego filmu: czy czarownice latały tylko na miotłach?

Zaklęcie uruchamiające miotły czarownic łysogórskich, miało ponoć brzmieć następująco: „Płot – nie płot,/ las – nie las,/ wieś – nie wieś,/ biesie, nieś!”. Znacie je już z ostatniego filmu – wypowiedziane siarczyście przez Jagnę. Podobno przed lotem na miotle czarownice dodatkowo nacierały się pod pachami specjalną pomadą, sporządzoną – wg pilnie strzeżonej od wieków receptury – ze żmij, jaszczurek, ptasich piór i żabiego skrzeku. Czujecie zapach tej pomady? Wylatywały najczęściej przez komin lub wzbijały się w powietrze na rozstajnych drogach. 

PK

W utworze J. Ozgi – Michalskiego (literata doby PRL z pobliskich Bielin) „Carownica” jedna z okolicznych mieszkanek, tak m.in. wspominała zetknięcie z latającą czarownicą (dodajmy – swoją sąsiadką): „Ide bez samo gołoborze, a tu mi nad głowom ptok jakisi strasecny przelecioł. Porziałam do góry, hale juz spadło toto w krzoki. Zalekłam sie, aze mi dech zaparło. Usłam moze trzy kroki, znowu mi cosi furkneło nad głowom. Przeleciało mi ino wele boku i zaśmiało sie tak śkaradnie, azem ścierpła. Ocy mi słupem staneły, alem dor – ziała, ze to kusy beł, bo kita z tełu wisiała mu długo. (...) Halem odmówieła »Pod Twojom obrone« i właze do góry. Tyle com staneła na cubku, a tu furt mi cosi wele nosa. Zaśmioło sie tak diabelnie, ez sie we mnie krew skrzepła i zwidnieło sie wszystko w mroku. Moze zrobiełam dwa kroki, az tu widze pod jedlom Mazurke do wpół rozebrano. (...) Ale to wom powim, ze siarkom tak beło cuć od ni, okez mie głowa nie rozbolała późni. – A smołom cuć beło? – A ino! Cułam i smołe...”

I w tym miejscu – nawiązując do ludowych podań – wspomnimy tylko lokalne określenia czarownic z innych regionów Polski. Dla przykładu, na Podlasiu kobietę czarującą zwano szeptuchą, zaś w Beskidach znane one były jako bosorki. I tu macie odpowiedź na nasz pytajnik z filmu: skąd wzięło się określenie bosorka. 

PW

Jeśli zaś chodzi o magiczne umiejętności znachorsko – zielarskie czarownic, to ma co nieco i na ten temat do powiedzenia J. Fijałkowski: „Stosowano zioła nieznane dziś botanikom: czartopłoch, czartownik, czartowskie łajno, czartowskie żebro. Nasiężał był poszukiwany przez panny, bo przyciągał do nich chłopców. Należało pić wywar z niego, lub zaszyć odrobinę suchą w ubraniu, które się nosi. Rwać o północy w księżycowy czwartek. Podejść tyłem dla zmylenia szatana i wymawiać wierszowane zaklęcie: »Nasiężale rwę cię śmiale, pięcią palcy, szóstą dłonią niech się chłopcy za mną gonią«. Po zerwaniu szybko uciekać. Podobne działanie ma lubczyk, którego wywar ma być dodany do napoju pitego przez chłopca. Kandydata na męża przyciągało się kostką ze skrzydła nietoperza ogryzionego przez mrówki”. Ziołami, z dodatkiem różnych paskudności, leczono też rozmaite choroby i przypadłości ludzi oraz zwierząt. 

Ludowa poetka – Marianna Kłosowska swój wiersz „Zielarka” kończy tak: „...Zielarką jestem i czarownicą,/ znam różne zaklęcia i moce,/ lecz biada temu łatwowiernemu,/ co się w me sieci zaplącze!”

PK

I tu, nieznacznie, ujawnia się, jakby odsłania, to drugie – szatańskie, mroczne – oblicze czarownicy... Ponoć w oczach każdej wiedźmy, zamiast własnego odbicia, widoczne były dwa koziołki (symbol szatana), a można je było dostrzec, patrząc tylko z bardzo bliskiej odległości. Dlatego wiedźmy nigdy nie patrzyły ludziom w oczy. A oczy czarownicy potrafiły rzucać najcięższe uroki na ludzi i zwierzęta. Ludziska po wsiach drżeli więc o swoje zdrowie i życie, ale także, aby ich krowom mleko nie zostało odebrane lub się nie popsuło, lękając się, że im „zaruchno krowa sparsywieje” lub inna „gadzina pokarana będzie”

PW

W okresie międzywojennym (ale i dużo później też) na terenie Gór Świętokrzyskich wciąż panowała mocna wiara w wywodzącą się z czasów pogańskich wiedzę magiczną, w czary, uroki – rzucane przez ludzi o tzw. „złym spojrzeniu” – czyli „złych ślipiach”, czy też w zmory – odbierające krowom mleko. Uroki rzucały przeważnie kobiety. Wierzono, że człowiek złego spojrzenia dostaje wtedy, gdy będąc niemowlęciem zostanie odstawiony przez matkę od piersi. Krótkie spojrzenie takiego człowieka wystarczyło np., aby porażony nim przechodzień przewrócił się (czasem nawet „razem z krową”). Wówczas należało odczynić urok przy pomocy np. bielizny (ale tylko noszonej na sobie). 

PK

Czyli zdradzamy wam w tym miejscu tajemnicę, jak skutecznie odczyniać uroki. Nie tam jakaś czerwona wstążeczka czy lanie wosku, trzeba po prostu zdjąć majtki. Majtki damskie lub męskie – w zależności od płci czarownika. Temi majtkami należy pocierać czoło, oczy, gardło i pierś urzeczonego, jednocześnie spluwając na cztery strony świata i jeszcze powtórka przez lewe ramię. No i powiemy wom, że babki odczyniające uroki, cuś tam jesce pod nosem mrucały – być może stare zaklęcie: hasa parasa, kuśmider, kuśmider… Cuś tam, cuś tam… A resztę tego zaklęcia zna Michnia i prawdopodobnie Gizmo, który nigdy nie może pozbyć się woni siarki… 

PW

Jak już wiecie majtki powinny być używane. Gdy zapytano pewną straszą starowinkę z okolic Bielin: Niech no pani powie, jak to z tymi majtkami było? Odpowiedziała, cytuję: No panie, z temi majtkami, to beło tak, ze… no… wazne… zeby… une… te majtki… no… łosrane beły”.

PK

I teraz dodamy coś z bardziej zamierzchłej przeszłości, ale na rzeczy – znamy rękopis koptyjski, zawierający modlitwy przeciwko demonom i chorobom żółtaczki, i właśnie złemu oku, a także chroniące przed krwawieniem, klęskami żywiołowymi, przeciwko epilepsji i czarownikom.

PW

No ale wracajmy na nasze łyse podwórko… „Z niebierzmowanymi też był kłopot” – bowiem, wg miejscowych, posiadali oni dwie dusze, „a jedna z nich zawsze po śmierci straszyła”. Pewnego razu jeden z tutejszych gospodarzy, zajrzawszy do chałupy sąsiada, ujrzał go leżącego w trumnie. Jednak po chwili nieboszczyk otworzył oczy i począł wstawać, wtedy – łebski i rzeczy magicznej świadomy – gospodarz chwycił „dużą drewnianą łychę i zdzielił nieboszczyka z lewicy. I tak ta druga dusza ze zmarłego uszła”.