Wspomnienie Siły i Wagi Polskiej Myśli Krajoznawczej – w 110. Rocznicę Powołania Kieleckiego Oddziału Polskiego Towarzystwa Krajoznawczego i w ROCZNICĘ STULECIA ODZYSKANIA PRZEZ POLSKĘ NIEPODLEGŁOŚCI – oparte o drewniane ściany dawnego schroniska...

Stoję właśnie przy starej, drewnianej ścianie malowniczego domku z przeszklonym ganeczkiem, oznaczonego numerem 12w sercu Gór Świętokrzyskich i w sercu miejscowości Święta Katarzyna

Jest upalny sierpniowy dzień roku 2018… Dotykając ściany wyżej wspomnianego domku, czując zapach starego drewna i aromatów łąk ścielących się u progu Puszczy Jodłowej, z łatwością cofam się myślami w przeszłość…

Pierwsze schronisko PTK - Święta Katarzyna - Góry Świętokrzyskie

Oto i nasz bohater... posesja nr 12 w Świętej Katarzynie - Dom Symbol - trwający poprzez burzliwe dzieje... (ja stoję za ganeczkiem;)... Tu prawie wszystko się zaczęło 108 lat temu... Ale po kolei...

O bogatej historii Świętej Katarzyny, sięgającej pradziejów, można by bardzo długo opowiadać… I z pewnością będę do tych opowiadań tutaj wracał – nawet niebawem… A teraz skupmy się teraz na historii nieco bliższej – sięgającej ponad stu lat… Myślę sobie, jak niezwykle ważne to miejsce i dzieje - w kontekście obchodzonej rocznicy STULECIA ODZYSKANIA PRZEZ POLSKĘ NIEPODLEGŁOŚCI

Myślę w tej chwili o Stefanie Żeromskim – kieleckim gimnazjaliście Żeromskim, który wiele razy przechodził obok miejsca, w którym teraz stoję, zdążając z pobliskiego domu rodzinnego w Ciekotach w głąb Puszczy… Te wyprawy w mroczny las Łysicy oraz legendy, jakie zasłyszał tu w dzieciństwie, co sam odnotował, wywarły wielkie piętno na jego wrażliwej duszy pisarza…

Las Łysicy - Góry Świętokrzyskie

A oto i mroczny las Łysicy jesienną porą... Drzwi do tego właśnie górskiego lasu szukał Żerom w swojej wrażliwej duszy do końca swych dni...

Zachwycał się przeto młodzian Żeromski pięknem i nieskażoną przyrodą Puszczy Jodłowej oraz urokiem osady, leżącej u jej zielonych bram. Święta Katarzyna za czasów młodości pisarza była malutką wioską, liczącą ledwie kilkanaście lichych budyneczków oraz urokliwych kapliczek, nad którymi niepodzielnie królował tutejszy kościół i klasztor z dużym ogrodem i „z białą wieżą w dolinie fiołkowej od lasów” oraz stojąca tuż obok karczma.

Ten obraz wioski leżącej u stóp Łysicy, zapamiętany przez Żeromskiego z lat dziecięcych oraz młodzieńczych i uwieczniony potem na kartach wielu jego dzieł, miał decydujące znaczenie dla rozpropagowania jej walorów krajobrazowych i kulturowych – podobnie jak i całych Gór Świętokrzyskich. Szczególnie zaś ostatnie jego dzieło (1925 r.) pt. „Puszcza jodłowa” właśnie… będąca swoistym powrotem na papierze w krainę dzieciństwa oraz będąca wezwaniem do ochrony przyrody Gór Świętokrzyskich…

Stefan Żeromski na Zamku Królewskim w Warszawie

Stefan Żeromski podczas pracy w swoim mieszkaniu na Zamku Królewskim w Warszawie - fot. z 1925 r. (Polona)... "...Pisałem swe marne wiersze w lasach i wertepach - w ciągu długich letnich deszczów pod cieniem olchy obwisłej w nadnidziańskim smugu - pod daszkiem brogu na wilkowskim ugorze - oraz w leśnych kapliczkach obok klasztoru Świętej Katarzyny..." - pisał Żeromski na kartach "Puszczy jodłowej"... wracał tu tylko piórem pędząc po papierze, bo do śmierci nie odważył się zmierzyć twarzą w twarz z "lasem dzieciństwa"...

W okresie popowstaniowym, a szczególnie na przełomie XIX i XX w. w Łysogóry, a zwłaszcza pod Łysicę, powracają turyści – krajoznawcy, których jednym z głównych celów jest przeciwstawienie się rusyfikacji ziem polskich, poprzez prowadzenie badań regionalnych i popularyzację polskiej spuścizny narodowej, celem budzenia postaw patriotycznych. Wśród nich są wybitni badacze – twórcy polskiego ruchu krajoznawczego i regionalizmu na terenie tzw. Królestwa Polskiego, jak Aleksander Janowski, który w 1900 r. – odbywszy wprzódy niemało wędrówek po świętokrzyskiej „swojszczyźnie” – wydał pierwszy przewodnik po Górach Świętokrzyskich pt. „Wycieczki po kraju”, czy Aleksander Patkowski, który w czerwcu 1905 r., jako młodzieniec piętnastoletni, brał udział w swojej pierwszej typowo krajoznawczej wyprawie w Łysogóry, co po latach tak m.in. wspominał w utworze pt. „W hołdzie dla ziemi rodzinnej”: „Byliśmy jeszcze wtedy pozytywistami. (…) Otóż jako »pozytywiści« marszrutę układaliśmy pod znakiem zainteresowań przyrodniczych. Zwłaszcza w dużym stopniu liczyliśmy na Góry Świętokrzyskie i nieco na kawałek Zagłębia Dąbrowskiego”. Młodzi ludzie, z tornistrami „obładowanymi okazami geologicznymi”, prowadzeni przez Pasmo Łysogórskie przez „miejscowego przewodnika”, przeżyli tu wiele przygód, m.in. siarczystą burzę na Świętym Krzyżu, co Patkowski kwituje: „Ucichły niepokoje dopiero w białych murach klasztoru Ś. Katarzyny, u źródełka św. Franciszka i na szerokiej drodze, wiodącej wśród lasów i wzgórz – do Kielc”.

Wycieczka w Góry Świętokrzyskie na pocz. XIX w.

Pierwsza wycieczka Aleksandra Janowskiego z młodzieżą w Góry Świętokrzyskie fot. z pocz. XX w. (A. Massalski i A. Rembalski, Polskie Towarzystwo Krajoznawcze na Kielecczyźnie1908 - 1950, Zarys dziejów, Kielce 1983 - Biblioteka Regionalna PTTK w Kielcach - Tom 1)... Działacze rodzącego się polskiego ruchu krajoznawczego mieli bardzo mądry i ponadczasowy pomysł wciągania młodzieży w wędrówki po kraju... Sprawdziło się to znakomicie... A takie wędrówki wciągają jak ruchome piaski;) Sami spróbujcie:)

Jednak rok 1905 niósł już wówczas ze sobą prawdziwą zawieruchę i niepokoje – rewolucyjne wrzenie na terenie Królestwa, które w latach 1905 – 1907 zahamowało i pod Łysicą ruch turystyczno – krajoznawczy. W Świętej Katarzynie, jak i na całej Kielecczyźnie, bojowcy PPS FR  – podczas niejednej z akcji zbrojnych – zużyli niemało amunicji, a Puszcza Jodłowa znów poniosła echem w dal odgłosy karabinowo – pistoletowej palby oraz eksplozji granatów – nie pierwszy raz i nie ostatni…

Gdy te wojenne odgłosy umilkły i pod Łysicą zapanował względny spokój, powrócili tu także krajoznawcy, by ze zdwojoną energią wcielać swe idee w życie, a ułatwiało im to tym razem złagodzenie carskiej polityki – m.in. pod względem możliwości zrzeszania się Polaków w różne stowarzyszenia i organizacje – wynikające właśnie z przemian, jakie zaszły w Rosji pod wpływem rewolucji 1905 roku.

W roku 1906, dzięki staraniom grupy wybitnych krajoznawców, m.in. Aleksandra Janowskiego, na terenie Kongresówki powstaje Polskie Towarzystwo Krajoznawcze, a już w 1908 r. założono Oddział Kielecki PTK, zaś wkrótce kolejne oddziały na terenie „Świętokrzyszczyzny”. Praca organizacyjna wre, wydarzenia idą błyskawicznie, bowiem już w 1909 r. w Góry Świętokrzyskie wyrusza pierwsza wyprawa naukowa zorganizowana przez PTK, w której udział biorą członkowie Towarzystwa i przedstawiciele Komisji Fizjograficznej Akademii Umiejętności, a są wśród nich Al. Janowski i Edmund Massalski.

Nienagannie ubrani dżentelmeni – w garniturach, surdutach, tużurkach itp., pod krawatami – wyglądem w niczym nieprzypominający dzisiejszych turystów, taszcząc ze sobą przeróżne przybory i spore pudło aparatu fotograficznego – ruszyli ochoczo poprzez łysogórskie lasy, wertepy, kamieniste ścieżki, ocienione drzewami pradawnej puszczy...

Pierwsza wyprawa naukowa PTK w Góry Świętokrzyskie w roku 1909

Pierwsza wyprawa naukowa PTK w Góry Świętokrzyskie - fot. z 1909 r. - siedzą członkowie Komisji Fizjograficznej Akademii Umiejętności, od lewej: J. Kołodziejczyk, E. Massalski, J. A. Żmuda; stoją przedstawiciele PTK, od lewej: M. Wisznicki i Al. Janowski (A. Massalski i A. Rembalski, Polskie Towarzystwo Krajoznawcze na Kielecczyźnie1908 - 1950, Zarys dziejów, Kielce 1983 - Biblioteka Regionalna PTTK w Kielcach - Tom 1)... Ci właśnie nienagannie ubrani dżentelmeni na łysogórskich szlakach - jeszcze dzikich - kładli podwaliny polskiego krajoznawstwa na terenie zaboru rosyjskiego oraz podwaliny Niepodległej...

Edmund Massalski tak m.in. wspominał przybywające na Kielecczyznę wycieczki, organizowane w owych czasach: „Zamawiano na niedzielę wozy – platformy zaprzężone w dwa konie. Na platformach stawiano ławy do siedzenia. Wszyscy uczestnicy wycieczki ubrani byli nie w specjalne stroje turystyczne, ale w normalne ubrania zgodnie z ówcześnie obowiązującą modą. Panie w długich spódnicach, kapeluszach i bez względu na pogodę z parasolkami, panowie w tużurkach, krawatach i lakierkach. Jechano najczęściej do Świętej Katarzyny, czasem do Szczecna, Daleszyc czy Chęcin. Stamtąd urządzano wycieczki piesze, bądź do puszczy, bądź do innych ciekawych, z punktu widzenia krajoznawczego, miejsc. Po wędrówce wszyscy zbierali się na uprzednio zamówiony obiad w którymś z dworów, bądź na plebanii. Po obiedzie tymi samymi »umajonymi platformami« powracano do Kielc”.

Wyżej przywołana wyprawa przyrodników i krajoznawców z 1909 r. zapewne mogła wyglądać podobnie, jednak jej charakter, jak wiemy, był ściśle naukowy. Podróżnicy owi, po trudach i znojach pieszej wędrówki, mozolnie wspięli się wreszcie na szczyt Łysicynajwyższego wzniesienia na terenie Kongresówki

Znaczenie tej góry dla krajoznawców z zaboru rosyjskiego najlepiej uwidoczniają słowa skreślone przez Aleksandra Janowskiego: „Odcięci kordonem granicznym od Karpat i Tatr z Łysicy braliśmy miarę Gór. Przez całe życie pamiętam, syn mazowieckich równin, to wstrząsające wrażenie jakie zrobił na mnie szczyt Łysicy ukryty w chmurach i ta droga przez pasmo ku Nowej Słupi, dokąd prowadził małą naszą gromadkę Ignac Janicki [gospodarz ze Świętej Katarzyny i pierwszy przewodnik oprowadzający turystów po Górach Świętokrzyskich], zabity później przez swych szwagrów z Psar, i ten wyniosły znak triangulacyjny na szczycie Łysicy, skąd ujrzałem Opatów i te jodły obdziergane młodziutką, wiosenną zielenią. I widziałem potem Alpy, Pireneje, Bałkan, Apeniny, ale to już nie było to! I widziałem Atlas, Kordyliery, Fudżi – Yamę, ale to już nie było to! (…) Tak to wrażliwość duszy młodzieńczej utrwala zdobycze jasnych, beztroskich dni”.

Widok z Łysicy - Góry Świętokrzyskie

Taki widok z Łysicy można było podziwiać jeszcze w latach 60. XX w. (fot. z 1965 - Polona)... Dziś puszcza wkroczyła raźno na zbocza Łysicy... I szumią jodły na gór szczycie... Ale duch i symbolika pozostaje ta sama... Niezmienna...

Nie może zatem dziwić fakt, że to właśnie w Świętej Katarzynie, leżącej u stóp Łysicy, staraniem Al. Janowskiego, w sierpniu 1910 r. w domu Janickich uruchomiono pierwsze na terenie Królestwa Polskiego schronisko turystyczne. Choć było ono niewielkie – jednoizbowe, to od tego momentu liczba zaglądających tu wycieczekprzybywających zarówno z terenu Kongresówki, jak i cesarstwa rosyjskiego, ale także z Galicji i innych części kraju – znacząco wzrosła.

To właśnie ten drewniany domek, przy którym stoję i mówię do Was przez własne myśli, biegnące w dzieje dawne…

Do Świętej Katarzyny przybywają także pierwsi skauci – członkowie tego, rodzącego się wówczas ruchu młodzieżowego – składający na Łysicy uroczyste przyrzeczenia. Jeszcze w 1913 r. turystów pod Łysicą liczbę odnotowano niemałą, jednak to chwalebne zjawisko wstrzymane zostaje przez – nadciągającą z grzmotem coraz cięższych dział – I wojnę światową. Zamiast spacerujących, wesołych turystów, u podnóża Łysicy znów ciągną ukurzone i smutne wojskowe kolumny, zubożając stokrotnie tę – i tak ubogą okolicę...

Klasztor w Świetej Katarzynie w Górach Świetokrzyskich w 1910 r.

Klasztor w Świętej Katarzynie - fot. z 1910 r. (Polona)..."Biała wieża w dolinie fiołkowej od lasów" - jak pisał na kartach "Puszczy jodłowej" Żeromski... Pewnie ludzie, stojący wówczas pod ogrodzeniem świątyni, nie przeczuwali jeszcze nadchodzącej wojennej zawieruchy i zniszczenia... A może właśnie oni to przeczuwali...

Latem 1914 r. pojawiają się w okolicy Świętej Katarzyny, stacjonujący w Kielcach, Strzelcy Józefa Piłsudskiego. Kolejny raz zawitali pod Łysicę już jako zahartowani w ogniu bitewnym żołnierze. Po ciężkiej i krwawej bitwie pod Laskami opodal Pionek, stoczonej z Moskalami w dniach 22 – 26 X 1914 r., bataliony  1. Pułku Piechoty Legionów Polskich pod dow. Piłsudskiego wycofują się w kierunku Gór Świętokrzyskich, idąc na południe w ślad za uchodzącymi Austriakami. Trasa marszruty Legionistów wiedzie również przez Świętą Katarzynę, gdzie Komendant kwateruje w domu rodziny Teligów. Żołnierze są umęczeni trudami zaciekłych walk i odwrotowego marszu, nękanego kozackimi podjazdami, a czasem ostrzałem wrogiej artylerii...

Legionista – Felicjan Sławoj – Składkowski – absolwent kieleckiego gimnazjum, uczestnik tamtych wydarzeń, późniejszy minister spraw wewnętrznych i premier rządu II RP – w swoim „Pamiętniku polowym” 2. listopada zanotował m.in: „Nie mieliśmy czasu ochłonąć po ogniu i stratach pod Laskami, gdy przyszły te straszne marsze po rozmokłej ziemi, o chłodzie i głodzie. (…) W odwrocie widzimy porzucone padłe konie, wozy, jeszcze i amunicję armatnią”.

Felicjan Sławoj - Składkowski

Ostatni premier rządu II RP - Felicjan Sławoj - Składkowski - fot. z okresu międzywojennego (Polona)... W 1905 r. współorganizator strajku szkolnego w kieleckim gimnazjum... W 1914 r. jeden z Legunów 1. Pułku Piechoty... Jeżeli wierzył słowom Komendanta o celu sformowania "Kadrówki", musiał w czasie morderczego marszu odwrotowego przez Góry Świętokrzyskie przypuszczać, że kiedyś przywdzieje generalski mundur i przyjmie teki - ministra, a następnie premiera rządu...

Ten lekarz z wykształcenia – który, jako jeden z najwybitniejszych polityków II RP, z żelazną konsekwencją krzewił wśród ludu miast i wsi zasady higieny, m.in. poprzez propagowanie wolno stojących ubikacji, zwanych na jego cześć „sławojkami” – tutaj zachował się wówczas nie do końca higienicznie… ale niechaj sam się tłumaczy: „Dali nam też trochę jeść w Skarżysku. Piliśmy z Jankiem nawet herbatę z cytryną, a konie dostały siana. Za to w Górach Świętokrzyskich przy przejściu przez Górę Świętej Katarzyny [Łysicę oczywiście], obok klasztoru, czuliśmy taki głód, żeśmy »rozebrali« babie drobniutkie ziemniaki, które już sypała do koryta świniom. Baba tak oniemiała, że nie broniła ziemniaków, krzyczała tylko: »O lo Boga, jeszczem takich sołdatów nie widziała, co – by świniom ziemniaki wyżerały!«. Każdy chwycił kilka ziemniaków, nie zatrzymując się w marszu i za parę minut, zdumiona baba została z pustym garczkiem nad korytem, do którego zdążyły już zbiec się świnie”.

Posiłek żołnierzy 1. pułku Legionów Polskich - 1915 r.

Posiłek żołnierzy 1. Pułku Piechoty Legionów Polskich - fot. z 1915 r. (Polona)... Głodno i chłodno było na Szlaku Legionowym niejeden raz... Ten twardy szlak bojowy, zmuszający czasem do sięgnięcia nawet do świńskiego koryta, do znoszenia skwaru i mrozu, prowadził Legunów krętymi, krwawymi ścieżkami ku Niepodległej...

Pokrzepieni nieco Legioniści – nie tylko świńskimi ziemniakami (żeby ktoś sobie tak nie pomyślał…) – maszerują dalej na południe, tocząc utarczki z Moskalami i będąc czasem w zasięgu ich artylerii, by przez Górno ruszyć w stronę Doliny Nidy. W 1915 r., po ostatecznym wyparciu Rosjan, nastała pod Łysicą, jak i na terenie całej ziemi kieleckiej, niełatwa austriacka okupacja, a tereny te stały się częścią tzw. generalnego gubernatorstwa. Nowe władze okupacyjne, jeszcze w większym stopniu, co poprzednie, przystąpiły do zwykłego rabunku ziem, które znalazły się pod ich kuratelą. Oprócz totalnej eksploatacji przemysłu i rolnictwa, przystąpiono do wycinania, a raczej prawdziwej trzebieży, lasów. Ślady tej rabunkowej działalności do dziś nosi także Puszcza Jodłowa. Austriacy wybudowali wówczas tartak w Zagnańsku oraz linię kolejki wąskotorowej doń prowadzącej. Jej tory biegły też u podnóża Łysicy, wiodąc wagoniki wyładowane zrabowanym drewnem na trasie „Słupski Weksel” k. Świętej Katarzyny – Zagnańsk.

„Przychodziły z siekierami podłe Austriaki, żeby ciąć głuche lasy, których nawet bury Moskal nie ważył się tykać. Lecz obroniła się dzika strona swymi wyrwami, kamienistością dróg, wąwozikami górskimi z pieca na łeb, po których nawałnica swego czasu wody puszcza. Niedosięgły Łysicy!” – pisał na kartach „Puszczy jodłowej” S. Żeromski.

Puszcza jodłowa - Stefan Żeromski

Okładka poematu "Puszcza jodłowa" - wydanie z 1926 r. (Polona)... Ostatnie dzieło literackie pisarza spod Radostowej... Dzieło to stało się testamentem Żeromskiego, opiewającym w wyjątkowy sposób - przedśmiertny - piękno Gór Świętokrzyskich... Testament ten, stał się zaś kamieniem węgielnym - podwaliną polskiego krajoznawstwa i ochrony przyrody na terenie Gór Świętokrzyskich w Niepodległej na powrót Ojczyźnie...

Wyłączenie tych terenów z działań frontowych oraz zezwolenie Austriaków na jawną i półjawną działalność polskich organizacji różnego typu, w tym i PTK, spowodowało, iż już w 1917 r. znowu docierali tutaj – choć nieśmiało i nielicznie – turyści. W okolicy działa też konspiracyjna siatka Polskiej Organizacji Wojskowej, założonej i kierowanej przez obóz niepodległościowy J. Piłsudskiego. Aż wreszcie – w listopadzie 1918 r. – i pod Łysicę dotarła na powrót Niepodległa.

Krajoznawcy Polscyjako „Pierwsza Kadrowa” krzewienia polskości – przystąpili do ciężkiej, mozolnej pracy na ugorach rusyfikacji i obojętności narodowej tych ziem… Ale cofnijmy się znów do podwalin tej pracy – pracy tak ważnej dla odzyskania Niepodległości, jak bagnety i lance… Cofnijmy się kilka lat wstecz…

Cofnijmy się do dziejów Krajoznawstwa Polskiego, związanych z drewnianym domkiem z przeszklonym ganeczkiem, oznaczonym numerem 12

Ten niepozorny budynek ma niepoślednie znaczenie historyczne, bowiem odegrał przełomową rolę w kształtowaniu się na ziemiach polskich rodzimego krajoznawstwa. I choć dziś oglądamy stan obiektu po przebudowie, to właśnie w jego wnętrzach na pocz. XX stulecia zorganizowano pierwsze schronisko turystyczne na terenie zaboru rosyjskiego. Było to równo 108 lat temu

Schronisko turystyczne w Świętej Katarzynie z 1910 r. - Góry Świętokrzyskie

A oto znów nasz bohater - Dom Symbol... Posesja nr 12 w Świętej Katarzynie - miejsce urządzenia pierwszego schroniska turystycznego w Kongresówce i na reszcie ziem moskiewskiego zaboru... Fotografia z 2006 r. - nieco "postarzona";)... Wtedy też stałem za ganeczkiem;)

Powstanie tegoż schroniska było ściśle związane z powołaniem w tym czasie w Warszawie Polskiego Towarzystwa Krajoznawczego, którego powstanie z kolei stało się możliwe na skutek przemian, jakie zaszły w Rosji i tzw. Królestwie Polskim pod wpływem rewolucji 1905 roku. W 1906 r. rząd carski wydał prawo o stowarzyszeniach, które umożliwiło zakładanie nowych stowarzyszeń (oprócz działających dotychczas legalnie towarzystw dobroczynnych, strażackich, gimnastycznych, wioślarskich, cyklistów itp.) oraz ujawnienie części organizacji działających dotychczas nielegalnie. Złagodzono również cenzurę, co poszerzyło znacznie możliwości wydawnicze. Powstały wówczas także takie organizacje o charakterze naukowym, oświatowym, zawodowym i kulturalnym, jak: Polska Macierz Szkolna, Związek Nauczycieli Ludowych, Towarzystwo do Walki z Analfabetyzmem czy Towarzystwo Miłośników Historii, których głównym celem również było krzewienie patriotyzmu polskiego w narodzie poddanym dotąd bezwzględnej rusyfikacji.

Jednak przełomowe znaczenie dla realizacji tego celu miało powstanie PTK. Ojcami – założycielami PTK byli wielcy krajoznawcy polscy, którzy już znacznie wcześniej przygotowywali grunt pod powołanie Towarzystwa. Należeli do nich w pierwszym rzędzie: Aleksander Janowski, Zygmunt Gloger (wybitny etnograf), Mikołaj Wisznicki (artysta plastyk), Kazimierz Kulwieć (przyrodnik i pedagog), Karol Hoffman (znany dziennikarz i literat) i inni. Ich działania wydatnie wspierali wybitni polscy artyści i twórcy, na czele ze Stefanem Żeromskim.

Aleksander Janowski - prekursor krajoznawstwa polskiego

Aleksander Janowski - prekursor polskiego krajoznawstwa w Kongresówce i w ogóle w Polsce pod zaborami, który - jak pamiętamy - stwierdził: „Odcięci kordonem granicznym od Karpat i Tatr z Łysicy braliśmy miarę Gór. Przez całe życie pamiętam, syn mazowieckich równin, to wstrząsające wrażenie jakie zrobił na mnie szczyt Łysicy ukryty w chmurach..."...

Dzięki ich ciężkiej pracy i usilnym staraniom, dnia 27. X 1906 r. Urząd Gubernatora Warszawskiego zatwierdził statut Polskiego Towarzystwa Krajoznawczego. Formami pracy PTK nad szerzeniem „wśród ogółu, a szczególnie wśród młodzieży, wiadomości dotyczących krajoznawstwa polskiego” miały być „wycieczki, gromadzenie zbiorów dotyczących fizjografii, archeologii, folkloru, etnografii, przemysłu itp., zakładanie i utrzymywanie bibliotek i muzeów, urządzanie odczytów, wykładów, organizowanie wystaw, wydawanie czasopism, opieka nad zabytkami i przyrodą”.

I tak też się stało, a wkład Towarzystwa w krzewienie polskości i idei krajoznawczej był nieoceniony. Jeden z założycieli PTK – K. Kulwieć – po latach stwierdził: „Suchy, lakoniczny, bo zwięzły i oficjalny był nasz pierwszy statut krajoznawczy. Był on bowiem raczej na zewnątrz skonstruowanym szyldem, niż właściwym programem zakreślonej sobie przez nas istotnej działalności. […] Najliczniej w gronie naszym reprezentowani byli przyrodnicy i geografowie, nauczający w odrodzonej po roku 1905 polskiej szkole średniej. (…) Okoliczność ta zaważyła wybitnie na charakterze tego podłoża, na którym patriotyzm polski musiał być podsycany, oraz na metodzie pracy. Wycieczki geograficzno – przyrodnicze stały się kamieniem węgielnym naszych oddziaływań”.

Działacze PTK (którego szeregi rosły w szybkim tempie), mocno ograniczani i kontrolowani przez moskiewskiego zaborcę, dopiero w po 1918 r. mogli w pełni rozwinąć zakres swych „oddziaływań” i – wraz z działaczami innych, powstałych w Niepodległej, organizacji, zwłaszcza ZHP i Związku Strzeleckiego (które zresztą w okresie II RP zaczęły przejmować niektóre dotychczasowe zadania PTK) – zaszczepili w narodzie ducha polskości na skalę dotąd niespotykaną.

Puszcza Jodłowa - Góry Świętokrzyskie - 1920 r.

Puszcza Jodłowa - wejście na Święty Krzyż - fot. z 1920 r. (Polona)...

Po II wojnie światowej PTK i jego legenda były stopniowo, mimo sprzeciwu wielu działaczy, wprzęgane w kierat machiny sowieckiej propagandy. Aż wreszcie – w ramach ideologicznego ujednolicenia ruchu turystyczno – krajoznawczego – moskiewskie władze w Polsce podjęły w 1949 r. decyzję o połączeniu PTK i Polskiego Towarzystwa Tatrzańskiego w jedną organizację – Polskie Towarzystwo Turystyczno – Krajoznawcze, które oficjalnie powstało 17. XII 1950 roku. Po tzw. Zjeździe Zjednoczeniowym PTK i PTT rozpoczyna się wśród działaczy PTTK wytężona praca propagandowa. Jest to smutny czas specjalnych ideologicznych szkoleń przewodników, legend i treści podawanych z partyjnego rozdzielnika, serwowanych później turystom i powtarzanych często, niestety, przez niektórych „krajoznawców” po dziś dzień… Może zatem, wróćmy jednak do podwalin tego szlachetnego ruchu i jego czystych idei, które bardzo mocno zakorzeniły się na Kielecczyźnie…

Już w niespełna dwa lata po powstaniu w Warszawie Polskiego Towarzystwa Krajoznawczego powołano jego oddział w Kielcach. Jeden z inicjatorów powstania PTK i jego kieleckiej filii – Karol Hoffman – tak pisał na łamach „Ziemi” o okolicznościach, z jakimi w pierwszych latach swej działalności musieli zmierzyć się działacze Towarzystwa: „Od początku działalności Towarzystwa władza rosyjska podejrzliwie patrzała na rozwój instytucji szerzącej widoczne umiłowanie przez masy kraju rodzinnego, zapoznanie się z jego pięknem i zabytkami. Niepokoiła władzę i zamierzona wystawa krajoznawcza, i częste wycieczki zapuszczające się aż w kraj »zabrany«, i odczyty, i powstające jak grzyby po deszczu oddziały prowincjonalne – z muzeami. Podejrzewano we wszystkim jakąś robotę konspiracyjną”.

Podczas jednego z ww. „odczytów”, wygłoszonego przez autora wyżej przytoczonych słów na początku marca 1908 r. w Kielcach, powstał Oddział Kielecki PTK. Po prelekcji Hoffmana, pt. „Poznaj swój kraj”, zaczęto zapisywać chętnych, których zebrało się 99 – byli to przedstawiciele kieleckiego środowiska inteligenckiego. W tym samym miesiącu wybrano Zarząd Oddziału, a w jego skład weszli: Mieczysław Zawadzki (uczestnik wojny rosyjsko – tureckiej, znany lekarz i społecznik) – prezes; oraz wiceprezesi – Mieczysław Koczanowicz (wybitny prawnik, społecznik, od 1919 r. sędzia Sądu Najwyższego w Warszawie; mąż ciotecznej siostry S. Żeromskiego – Walentyny z Saskich), Karol Kostro (inżynier); a także członkowie Zarządu – Wacław Ciechoński (inżynier), Aleksander Bojemski i Zygmunt Ziembiński, który został pierwszym kustoszem, powstałego we wrześniu 1908 r. przy Oddziale Kieleckim PTK, muzeum regionalnego. W 1909 r. kustoszem tegoż muzeum został znany nam już weteran Powstania Styczniowego – Tadeusz Szymon Włoszek i dzięki jego ogromnemu zaangażowaniu stało się ono w krótkim czasie najlepiej funkcjonującą placówką muzealniczą na terenie Kongresówki.

Już wkrótce, za przykładem kieleckim, zaczęły powstawać w widłach Wisły i Pilicy kolejne oddziały terenowe PTK – m.in. w Radomiu (w końcu marca 1908 r.), Jędrzejowie (w maju 1909 r.), Pińczowie, Suchedniowie i Sandomierzu (w roku 1910). I choć początkowo zasięg oddziaływania tych placówek PTK był niewielki i skupiały one w swoich szeregach wąskie grupy inteligencji, a niektóre z nich działały z przerwami i mało efektywnie, to z czasem wytężona praca ich niektórych działaczy zaczęła przynosić pożądane efekty.

Dla przykładu – w roku 1909, wśród 91 członków Oddziału Kieleckiego PTK, było 10 nauczycieli szkół średnich, 7 prawników, 5 lekarzy, 9 księży – na czele z biskupem kieleckim – Augustynem Łosińskim. Inny wyróżniający się członek Oddziału Kieleckiego PTK – Sylwester Kowalczewski, podsumowując swój opis działalności Oddziału w latach 1908 – 1950, wsparł się słowami – współtwórcy PTK w Królestwie – Aleksandra Janowskiego (zamieszczonymi w 1926 r. na łamach „Ziemi”), pisząc: „Historię tworzą ludzie. W Polskim Towarzystwie Krajoznawczym prowadzono bezinteresownie i ofiarnie prace nad poznawaniem ziemi ojczystej. Prace te na terenie kieleckim w różnych okresach były bardzo owocne, w innych nieco słabsze, w zależności od ludzi, którzy je prowadzili oraz wielu innych okoliczności. Nie wolno jednak lekceważyć żadnych wysiłków. Na owe czasy, jak mówią przytoczone materiały, była to działalność pionierska. Piękne świadectwo wystawił Oddziałowi Kieleckiemu Aleksander Janowski, który napisał: »Oddział należy do pracujących energicznie. Stworzył cenne muzeum Ziemi Kieleckiej i żywo zajmuje się sprawami Puszczy Jodłowej, gdzie wyznaczono ścieżki przez Łysogóry. Zbierano składki na odbudowę kościoła świętokrzyskiego, utworzono schronisko. Oddział prowadzi prace oświatowe wśród robotników«”.

Czas przejść do historii – powstałego u progu XX stulecia (w budynku, obok którego wciąż stoję oparty o ścianę), właśnie z inicjatywy Al. Janowskiego – tutejszego schroniska – pierwszego schroniska turystycznego na terenie Kongresówki i całego zaboru rosyjskiego i roli, jaką odegrało w realizacji dalekosiężnych planów polskich krajoznawców, przyczyniając się wydatnie do ożywienia ruchu turystycznego nie tylko na obszarze Gór Świętokrzyskich, stając się widomym znakiem i symbolem idei krajoznawczej. Wybór Świętej Katarzyny – cichej, spokojnej wioski, leżącej u stóp najwyższego wzniesienia na terenie zaboru rosyjskiego – Łysicy – wydaje się oczywisty. Miała wówczas Galicja (na obszarze której – ze względu na łagodniejsze oblicze zaborcy – już od 1873 r. działało Galicyjskie Towarzystwo Tatrzańskie, przemianowane po 1918 r. na Polskie Towarzystwo Tatrzańskie) swoje Zakopane, a Kongresówka miała swoją Świętą Katarzynę, gdzie polscy krajoznawcy z zaboru rosyjskiego – „odcięci kordonem granicznym od Karpat i Tatr” – zdążali, by chciwie brać z Łysicy „miarę Gór”, zaś w ślad za nimi zdążali tu coraz liczniej turyści, spragnieni polskości i górskich krajobrazów, znajdując kwaterunek w miejscowym schronisku, a także w okolicznych chałupach, dworach i plebaniach.

Uroczyste otwarcie tego niewielkiego, jednoizbowego schroniska odbyło się 28. VIII 1910 roku (choć niektóre źródła podają datę 27 VIII tego roku), a przybyli nań – oprócz licznej grupy widzów i krajoznawców kieleckich oraz suchedniowskich – przedstawiciele władz centralnych PTK.

Sylwester Kowalczewski w latach 70. XX w., tak opisywał to pamiętne wydarzenie, podkreślając jego wyjątkową wagę: „Jednym z najważniejszych elementów zagospodarowania turystycznego są schroniska. Już w pierwszych latach działalności Oddziału zjawiły się w Kielcach wycieczki, którym należało udzielić pomocy, m.in. w zakresie noclegów. W zachowanych sprawozdaniach są o tym wzmianki. Oto III rocznik PTK – 1909 podaje taką informację: »Oddział nasz udzielił wskazówek i pomocy licznej rzeszy młodzieży turystycznej zwiedzającej Kielce i okolice. W liczbie grup wycieczkowych było kilka z dalszych okolic (np. Pensja Żeńska z Warszawy)«. Pierwsze schronisko wycieczkowe na naszym terenie powstało z inicjatywy Aleksandra Janowskiego we wsi Św. Katarzyna u stóp Łysicy. Mieściło się ono w domu Andrzeja Janickiego, położonym poniżej klasztoru, gdzie obecnie znajduje się Urząd Pocztowy. Otwarcie schroniska nastąpiło w niedzielę dnia 27 sierpnia 1910 r. Wydarzenie to upamiętnił Al. Janowski w obszernym artykule zamieszczonym w »Ziemi« z tegoż roku. Na tę uroczystość przybyło ok. 40 osób »ze sfer krajoznawczych«, a m.in. delegaci Zarządu Głównego PTK z Warszawy: A. Janowski, K. Rakowiecki i L. Ostaszewski, z Oddziału Kieleckiego: T. Włoszek i B. Markowski, wycieczka Oddziału Kieleckiego w liczbie 16 osób. Ponadto »asystowali« w uroczystości okoliczni mieszkańcy«. W swoim przemówieniu Al. Janowski prosił o patronat i dozór nad schroniskiem Oddział Kielecki PTK, »jako najbliższy i gospodarujący na tej ziemi kieleckiej«. A. Janowski podał w artykule dokładny opis lokalu i jego wyposażenie. A więc była to jedna izba o dwu oknach. Umeblowanie stanowiły »dwa dobrze zaścielone łóżka, duży stół, 6 krzeseł, wieszak z półeczką, szafa na rzeczy, lampa naftowa, na ścianie m.in. mapa sztabowa okolic Łysogór«. Al. Janowski był zachwycony tym pierwszym schroniskiem pisząc w zakończeniu artykułu: »nasze pierwsze schronisko jest śliczne, a kto nie wierzy, niech pojedzie i przekona się na miejscu«”.

To wyżej opisane świętokrzyskie schronisko – składające się z jednej izby umeblowanej „do wygodnego noclegu dwóch osób” – dziś może wywoływać pobłażliwy uśmiech, lecz wówczas robiło naprawdę duże wrażenie i stanowiło niezwykle ważny element w rozkręcającej się na ziemiach polskich machinie turystyczno – krajoznawczej. Właściciel domu, w którym schronisko urządzono, tutejszy rolnik – Andrzej Janicki – zobowiązany został, na życzenie turystów, wynajmować konie i przewodników, a także samemu prowadzić wycieczki w góry, m.in. na Łysicę. Natomiast żona gospodarza zobowiązana była zapewnić wyżywienie dla gości schroniska. Opiekę nad schroniskiem roztoczył Oddział Kielecki PTK, a bezpośrednio sprawował ją kapelan klasztoru w Świętej Katarzynie – ks. Antoni Nowina – Jankowski, który – wraz z rodziną Goebelów i panią Lenartowiczową z Kielc – walnie przyczynił się do powstania tegoż schroniska i jego urządzenia. Warunki funkcjonowania schroniska określał specjalny regulamin, w którym zawarto „Przepisy dla turystów” oraz „Przepisy dla Gospodyni”.

Turyści mogli dowiedzieć się zeń o swoich – następujących – prawach i obowiązkach:

„§ 1. Do wypoczynku w schronisku mają pierwszeństwo Członkowie Polskiego Towarzystwa Krajoznawczego przed innymi turystami.

§ 2. Za noclegi w schronisku Członkowie Towarzystwa płacą po 30 kopiejek, zaś inni turyści płacą po 40 kopiejek oraz po 15 kopiejek za usługę od osoby i noclegu.

§ 3. W schronisku można nocować więcej niż dwie noce, jeśli nie przybywają nowi turyści.

§ 4. Nocujący winni szanować inwentarz schroniska, nie niszczyć go, a w razie uszkodzenia zapłacić odszkodowanie według cennika wywieszonego w schronisku.

§ 5. W schronisku znajduje się książka, w której nocujący winien wpisać: datę noclegu, swoje imię i nazwisko, odnotować czy jest Członkiem Towarzystwa, czy nie, skąd przybywa i dokąd się udaje oraz ile zapłacił za noclegi gospodyni.

§ 6. O wszelkich niedokładnościach w schronisku nocujący raczą odnotować w tej samej księdze, a niezależnie od tego, zawiadomić Towarzystwo kartką pocztową”.

Turyści tu nocujący nie zawsze trzymali się sztywno przytoczonych wyżej prawideł i nie zawsze trzymali się dobrych obyczajów, ale trzeba przyznać, że poczucie humoru ich nie opuszczało – np. w 1912 r. w ww. „księdze” znalazły się np. takie oto wpisy: „małżeństwo wojujące ze sobą”, „wycieczka z księżyca na Berdyczów”, „członkowie byłego związku pijaków”. Gospodyni, która – jak pokazują powyższe cytaty – nie miała czasem lekkiego życia z nocującymi tu turystami, z regulaminu schroniska mogła dowiedzieć się, jakie przepisy tyczyły się jej zapracowanej osoby:

„§ 1. Schronisko winno być utrzymane w zupełnej czystości: przewietrzana pościel trzepana, a bielizna czysto uprana.

§ 2. Gospodyni jest odpowiedzialna za całość inwentarza według spisu inwentarialnego.

§ 3. Za obsługę nocujących gości Gospodyni pobiera od nich opłatę po 15 kopiejek od osoby i noclegu. Do obsługi należy: posłanie łóżek, oczyszczenie ubrania i obuwia, nanoszenie wody, wylanie brudnej itp.

§ 4. Dochód z dostarczonego nocującym pożywienia przypada całkowicie Gospodyni, według ustanowionego cennika.

§ 5. Należność pobrana za noclegi przypada całkowicie Towarzystwu Krajoznawczemu, które co roku według zapisów w książce otrzymuje dochód z noclegów.

§ 6. Ze schroniska nie może korzystać  rodzina Gospodyni”.

Sylwester Kowalczewski pisze dalej tak: „Szczupłe to było schronisko, ale już w r. 1911 korzystało z niego 41 wycieczek (nie podano, ile to było osób). Sprawozdanie z roku 1912 mówi, że »gościom zamiejscowym przybywającym do Kielc lub tylko przejeżdżającym tędy, udzielano w miarę możności wskazówek co do noclegów, miejsc godnych zwiedzenia i dalszej drogi«”. W tymże roku z noclegów w tutejszym schronisku skorzystały trzy wycieczki (98 osób), a w roku 1913 – już 12 wycieczek (167 osób), zaś w 1917 r. – roku poprzedzającym koniec I wojny światowej – jedna wycieczka, licząca 30 osób.

W sprawozdaniu Oddziału Kieleckiego PTK z roku 1914 czytamy m.in.: „Ważniejsze jednak od urządzania wycieczek jest przyjmowanie wędrowców, których liczba rośnie z roku na rok. Czynność ta polega na prowadzeniu korespondencji, układaniu planów wycieczek, dostarczaniu przewodników, koni, noclegów itp.”. A było dla kogo tychże czynności dokonywać, bowiem ze schroniska pod Łysicą w tym okresie korzystali nie tylko liczni turyści przybyli z terenu Kongresówki, ale też i z Galicji – głównie z Krakowa i Lwowa, a także ze stron bardziej odległych. Jedna wycieczka przybyła tu aż z Dźwińska, a S. Kowalczewski dodaje: „W jednym z pierwszych sprawozdań znajdujemy taką wiadomość: »W liczbie partii wycieczkowych było kilka z dalszych stron (np. Pensja Żeńska z Kijowa)«”.

W okresie I wojny światowej ruch turystyczny prawie ustał, a dom noclegowy w Świętej Katarzynie pozbawiony został całego wyposażenia i przestał istnieć jako schronisko. Zatem po odzyskaniu niepodległości w 1918 r. świętokrzyscy krajoznawcy zmuszeni byli budować bazę noclegowa od podstaw. Uporali się oni jednak z tym problemem dość sprawnie – w 1921 r. w Kielcach utworzono pierwsze schronisko szkolne, w regionie świętokrzyskim powstają i inne schroniska oraz urządzane są miejsca noclegowe dla turystów.

W poł. lat 20. XX w. Oddział Kielecki PTK uruchomił schroniska turystyczne na terenie Łysogór – dwa w rejonie Przełomu Lubrzanki i jedno w Świętej Katarzynie. S. Kowalczewski pisał:

„W Świętej Katarzynie otwarto schronisko w drewnianym nowym budynku, należącym do Dziaczkowskich, a usytuowanym od strony południowo – zachodniej willi. Było ono urządzone prymitywnie, przy pomocy finansowej Referatu Turystyki Urzędu Wojewódzkiego. Miejsc noclegowych na siennikach bez łóżek było 40. Wobec dużego ruchu wycieczkowego, schronisko to było bardzo potrzebne. W r. 1936 wykazano 4 100 noclegów. Należy wyjaśnić, że schronisko w Św. Katarzynie było prowadzone przez Dziaczkowskich według umowy z Oddziałem Kieleckim PTK, który nie miał wyboru, gdyż w Św. Katarzynie nie istniał wówczas żaden inny obiekt nadający się na ten cel. Były też skargi ze strony turystów na niewłaściwe traktowanie zgłaszających się i nocujących. Prawdopodobnie w związku z tym Komisja Turystyczna Zarządu Głównego PTK stwierdziła, »że schronisko u stóp Św. Katarzyny prowadzone jest w sposób niezadowalający«. W następnym roku prowadzący schronisko nie podali nawet liczby noclegów, ograniczono się tylko do liczby miejsc i cen. W roku 1938 frekwencja w wymienionym schronisku wynosiła 4 976 osób, miejsc noclegowych było czterdzieści. Schronisko w Św. Katarzynie było czynne do września 1939 r. W czasie działań wojennych w styczniu 1945 r. budynek mieszczący schronisko przestał istnieć. (…) Po reaktywowaniu Oddziału PTK (r. 1946) Zarząd zawarł umowę z ob. A. Dziaczkowską na urządzenie w jej willi w Św. Katarzynie schroniska wycieczkowego. Korzystając z subwencji Ministerstwa Komunikacji Oddział przeprowadził remont budynku i zainstalował tymczasowe wyposażenie. […] Schronisko w Św. Katarzynie było czynne do r. 1946 i dysponowało 50 miejscami. W r. 1949 udzielono 500 noclegów […] Gdy po kilku latach mimo znacznej liczby nocujących turystów, A. Dziaczkowska nie wywiązywała się należycie wobec Oddziału, wynajęto inny budynek”, a był to drewniany dom w przysiółku Świętej Katarzyny, noszącym nazwę Wzorki. Opiekował się nim miejscowy gajowy. „Schronisko to zlikwidowano w r. 1955, kiedy to w Świętej Katarzynie PTTK otwarło nowocześnie urządzony Dom wycieczkowy im. Al. Janowskiego”. Dom ten istnieje, funkcjonując jako ośrodek wypoczynkowy, do dziś, ale jego historię i współczesność opisaliśmy już w innym artykule.

Jak już wiemy, w okresie PRL w budynku – pierwszym schronisku PTK – obok którego się z upodobaniem się zatrzymałem – działał urząd pocztowy. Barbara Wachowicz – w swojej książce „Ciebie jedną kocham” – pisze tak: „Za Domem Książki jest poczta. Na poczcie Anna Sobierajska, dusza człowiek. (…) Chlubi się tylko tym, że na trzy wsie jej poczcie przynależące (Wilków, Krajno, Katarzyna) ma pięciuset prenumeratorów różnych pism”.

Dziś ten, niezwykle ważny dla historii polskiego ruchu turystyczno – krajoznawczego, obiekt stoi sobie spokojnie i cicho, jakby drzemał przy ruchliwej ulicy. Może za cicho… Jego wagę i znaczenie w historii Niepodległej przypomina skromna drewniana – świetnie wkomponowana w otoczenie – tabliczka pamiątkowa… Dobrze, że jest… bowiem jeszcze kilka lat temu turyści, zmierzający tędy na szczyt Łysicy, zupełnie obojętnie mijali to wyjątkowe miejsce… Może patrzyli tylko na jego urokliwe swojskie otoczenie – podkreślone zielenią, kwiatami oraz fantastycznie wygiętymi korzeniami drzew, odpowiednio wkomponowanymi w całość…

No cóż… idźmy dalej… Ku Bramom Zielonym Puszczy Jodłowej… Z Niepodległą w sercu…

Do zobaczenia na tym właśnie szczególnie szlaku…