Opowieść o pewnej ścianie świątynnej - naznaczonej tajemniczymi śladami - w połączeniu z Życzeniami Błogosławionych Świąt Wielkiej Nocy

Stojąc pod południową ścianą kieleckiej katedry, należy zwrócić uwagę na fakt, iż nowsza część świątyni – zachodnia, pokryta jest tynkiem. Wschodnia zaś – starsza – obłożona została romańskimi blokami piaskowca, na których zachowały się znaki mistrzów kamieniarskich, zwane „gmerkami” (niektóre proste – w formie kilku kątów, a niektóre przypominające znaki chińskiego alfabetu), a także ślady w postaci widocznych cięć po broni siecznej oraz okrągłych wgłębień. Przed każdą zbrojną wyprawą rycerstwo miało zwyczaj modlić się żarliwie o zwycięstwo i godne łupy, następnie zaś uderzano orężem o mury kościelne, co ponoć przynosiło szczęście w walce i niejako uświęcało rycerskie „narzędzia pracy”. Jak pamiętamy, w roku 1793 r. przeniesiono z kolegiaty opatowskiej do kieleckiej obrady Sejmiku Ziemskiego województwa sandomierskiego. W czasie burzliwych nierzadko sejmikowych obrad dochodziło do pojedynków i bójek, a niektórzy badacze wskazują na stary – towarzyszący takim zgromadzeniom – zwyczaj uderzania mieczami i szablami o ściany świątynne. To właśnie na kamiennych licach XII – wiecznej kolegiaty opatowskiej takie ślady zachowały się najliczniej i najwyraźniej. Wiemy też o obrzędzie ostrzenia o kościelne mury białej broni, praktykowanym od średniowiecza po czasy nowożytne w okresie Świąt Wielkiej Nocy i inne wiosenne dni, co miało w sposób szczególny dawać ochronę boską właścicielom ostrzonych kling.

Opatów kolegiata

Tajemnicze ślady na licu opatowskiej kolegiaty

Z czasem zwyczaj ten przyswoiły cechy rzemieślnicze, dla których uświęcanie w taki sposób wszelkiego rodzaju ostrzy stało się nobilitacją i nieodzowną tradycją.

Jeśli zaś chodzi o tajemnicze okrągłe wgłębienia towarzyszące owym cięciom, to niektórzy uważają, że powstały one od broni kłutej, natomiast inni wskazują na bardzo stary – wywodzący się jeszcze z czasów pogańskich – obyczaj tzw. świdrów ogniowychsymbol odradzającej się przyrody, a później także Chrystusa Zmartwychwstałego. W czas Wielkanocy wcierano drewno w kamienne bloki świątyni, by w ten sposób uzyskać płomień, który niesiono nabożnie do domu i rozpalano nim w piecu. Ten święty ogień miał chronić domowników przed wszelkim złem. Pilnowano, aby nie zgasł do następnej Wielkanocy. Przyglądając się baczniej wgłębieniom, dostrzeżemy, iż przeważnie są one prawie idealnie okrągłe, niektóre zaś nieregularne i z odpryskami, co pozwala przypuszczać, że jakaś ich część mogła powstać od ciosów broni kłutej, a większość jest dziełem owego „świdrowania”.   

Aby zobaczyć bloki piaskowca z tymi tajemniczymi śladami, musimy nieco wyżej unieść głowę, gdyż zostały one po raz wtóry użyte przy przebudowie kościoła i umieszczono je dość wysoko.

Aby zobaczyć światło w tunelu kolejnego zamknięcia kraju, należy nieść głowę wysoko, dumnie, bez zasłony… Kolejny to ciężki czas na złożenie życzeń świątecznych, wszak to już trzecie z kolei katolickie święta, które zostały w praktyce zlikwidowane… Turystyka też jest w praktyce zlikwidowana Bracia i Siostry moje przewodnickie… Miejmy nadzieję, że bez kary im to nie ujdzie… Choć Chrystus Zmartwychwstały każe nam wybaczać… Zatem im wybaczmy, licząc na sprawiedliwość na Ziemi…

Drodzy Moi, z całego serca Życzę Wam Wspaniałych, rodzinnych, bez kagańca na twarzy, Błogosławionych Świąt Wielkiej Nocy!!!

Alleluja 1926 r.

Pocztówka polska z lat 20. XX w. (Polona)