
Dziś przedstawiam Wam kolejny fragment zapisu naszego filmu na kanale YouTube "Miotła czasu" - pt. "Czarownice, latawce, czarty i sabaty", który jest jednocześnie zaproszeniem do oglądania tegoż filmu, a idzie to tak:
PK
Czarownice miały także przybierać postać nietoperza lub wielkiej ropuchy (bowiem ponoć takie umiejętności też posiadały) i siadać na krowich wymionach, celem odebrania mleka. Ozga – Michalski opisuje w „Carownicy” przypadek, gdy chłopi zabijają taką – „wielgo jak chodok” – ropuchę: „ – No to my jo psia juche zabieli. Nie bedzie ju po Łysicy z kusym ciekać. A Jagata ośmioła sie ino. Kusy na wszystko rade nońdzie. A za to, zeście jego kochanice zabieli, to takiego wom śpasa zrobi, ze popamientocie ruski miesioc”.
PW
Znacznie lepszym zatem zabezpieczeniem bydła przed czarami wiedźm, wydawały się magiczne zabiegi ochronne. Na te pogańskie obyczaje pomstował jeszcze w poł. XVII w. słynny kaznodzieja – moralizator, tworzący po polsku i łacinie – ks. Adam Gdacjusz (1610 – 1688): „…od każdej potrawy bydłu jeść dają, a kiedy ich spytasz: czemu to czynią, tedyć odpowiedzą, że temu bydłu, które takowe potrawy, w wigiliją warzone, jada, czarownice i guślarki zaszkodzić nie mają”. Podobne właściwości miały mieć gałązki poświęconej wielkanocnej palmy, umieszczane w oborze, aby „broniły krów przed czarownicami, co mleko odbierają”. Czarownicami mogły być także kobiety młode, nieraz zamężne, a nawet zdarzało się, że były nimi ponoć gospodynie księży, jednakże najczęściej przedstawia się je jako stare, samotne i brzydkie Baby – Jagi (choć przecie przy pomocy czarów postać pięknej niewiasty przybierać niechybnie mogły).
PK
Przyjrzyjmy się kilku sylwetkom wiedźm, naszkicowanym przez różnych ludzi, w różnych okresach dziejów. Może na początek Walery Przyborowski (rodem z podkieleckich Domaszowic), który w powieści „Król Krak i królewna Wanda” opisuje „babę Jagnę, mieszkającą w puszczy pod Łysą Górą, o dwa dni drogi od Krakowa”, która „potrafi zmarłych wskrzeszać, starych odmładzać, po powietrzu latać, przemieniać się w ptaka, rybę, kota, w co jej się podoba. Wielka to ma być czarownica”. A teraz przypatrzmy się jej z bliska: „Sama baba kaszlała okropnie. Ubrana była w długą skórę z wilka, włosem do góry, miała na głowie, na siwych ogromnych włosach, czerwoną kraciastą chustkę, zawiązaną w kształcie turbana. Twarz jej była nadzwyczaj stara, zgrzybiała, pomarszczona i nos haczykowaty, usta wąskie i zwiędłe. Jedyne, ale za to silne, życie gorzało z czarnych, przenikliwych, o ostrym i surowym wyrazie oczach. Na brodzie rosło jej kilka długich siwych włosów, szpecąc jeszcze bardziej już i tak szpetną twarz”. Oczywiście czarownicy tej towarzyszyły nieodłączne atrybuty, w postaci łopaty, ożoga, bulgoczących garnków z niewiadomą zawartością, czaszek, wiązek różnych ziół itp., a także czarnego kota i kruka... czyli mamy obraz wiedźmy standardowy.
PW
„Bo widzicie – ta je tak: wiedźma to sie urodzi w zło godzine i zeby nie wim co, to ju zły duch w nio wstopi. Bedzie całe życie psocić i na despek robić. (...) Tu juz som cart upatrzy se babe galanto, coby mu sie podobała, przyndzie w nocy i wywoło do siebie...”, aby... „kóminem na mietle pu Łysicy gnała...”. To oczywiście znany już wam z ostatniego filmu cytat z Ozgi – Michalskiego, a teraz poznajmy definicję ks. W. Siarkowskiego:
PK
„Czarownice dzielą się na dwa rodzaje, jedne, które od samego dyabła wyuczyły się czarów; drugie zaś od czarownic, mistrzyń w swojem rzemiośle. Ma się rozumieć, że w zebraniach czarownic uczennica czartowska, a zwłaszcza taka, co szereg lat spędziła na wyprawianiu gracko ludziom psikusów, ma większe poważanie i znaczenie, niż inne jej koleżanki. Jej to przed innemi przynależy się pierwszeństwo na bankietach, czyli godach dyabelskich, odprawianych na każdym nowiu księżyca w ogrodzie zaczarowanym na szczycie Łysicy. Do niej też z odległych stron gromadzą się inne adeptki, by otrzymać zioła, które li tylko na grzbiecie gór świętokrzyskich rosną. Czarownice od Łysicy pochodzące mają ogromną wziętość u współtowarzyszek, rozproszonych po różnych zakątkach kraju, bo one są w ustawicznym sojuszu i z dyabłem. Im to wyłącznie służy przydomek – ciota, bo inne nazywają się widmy, widźmy. Każda ciota może przelać swoją moc na inną nowicyuszkę, ale nie wcześniej, jak na śmiertelnem łożu; dzieje się to w ten czas, kiedy umierająca poda nowej kandydatce swój średni palec do pociągnięcia...”.
PW
A teraz czas na kolejne rewelacje Jerzego Fijałkowskiego: „Przed wojną opowiadano, że czarownice mają moc, dopóki nie prześpią się z mężczyzną. Mieszkają na uboczu wsi, bo nie chcą, by ktoś je podpatrywał. [...] Czarownice potrafiły doić mleko z dzwonu kościelnego i z powrozu”.