
Dziś przedstawiam kolejny fragment zapisu naszego nowego filmu na kanale YouTube "Miotła czasu" - pt. "Czarownice, latawce, czarty i sabaty", który jest jednocześnie zaproszeniem do oglądania tegoż filmu, a idzie to tak:
PK
A ja powiem od siebie tak...
Siedząc na koronie gołoborzy w partii szczytowej Łysicy i patrząc na to, otoczone ciemnym borem, groźne, kamienne pustkowie, przypominające jakoweś ponure cmentarzysko, oraz wsłuchując się (przy braku gwaru wycieczkowiczów) w ową „ciszę żałobnicę”, łatwiej zrozumieć motywy twórców legend i podań, ukazujących to miejsce, jako arenę wydarzeń i zjawisk nadprzyrodzonych, owianych mroczną tajemnicą, jak np. te, mówiące o mających odbywać się na tym ponurym "głazowiszczu" sabatach czarownic i inszych piekielników. Jednak zanim zajmiemy się onymi wiedźmami i ich czarcimi towarzyszami broni w walce z Dobrem, przypomnijmy za ks. W. Siarkowskim i O. Kolbergiem legendę o walecznej Sobótce, dotyczącą najprawdopodobniej Łysicy. Dziewczyna o imieniu Sobótka „mieszkała w Górach Sandomierskich”, „wśród ogromnych skał lasami jodłowemi pokrytych, nieraz (...) wybiegała na najwyższy szczyt skalny i (...) z oczyma wytężonemi w przestrzeń daleką stała i patrzyła długo. Oczekiwała ona powrotu swego narzeczonego, rycerza Sieciecha”. Wytęskniony narzeczony powraca, jednak podczas walki z „tłuszczą najemników” ginie niezłomna Sobótka. Od tamtej pory „na uczczenie pamięci młodej dziewicy, co roku palono ognie, które z czasem przybrały nazwę Sobótek”.
PW
Krew nie woda... Wino jak krew... Krew jak ogień... Hej Kupało, Kupało...;) Czyli – jak mawia klasyk – raczej Mordor niż Hobbiton…
PK
No tak, właśnie, chodzi oczywiście o pogańskie wiankowo – ogniste święto Kupały (noc Kupały), poświęcone bogini miłości i leczniczych roślin, zwane też Sobótkami, a po przyjęciu chrześcijaństwa – nocą świętojańską, przypadające na 23/24 czerwca. Nocy tej na ziemiach polskich, jeszcze długo po przyjęciu chrztu, świętowano na pogańską modłę – puszczano wianki na wodę, upajano się miodem oraz halucynogenami, tańczono przy ogniskach oraz dość bezobcesowo – w gonitwach po rosie – szukano tzw. drugiej połowy, a upojna noc często przeradzała się w orgię i krwawy szał. Szukano również po lasach kwiatu paproci, który znalazcy miał przynieść wielkie szczęście, a wg prastarych wierzeń kwitł tylko raz w roku – właśnie owej magicznej nocy... To właśnie tej nocy, wg starych podań, na łysickich gołoborzach zbierać się miały na swym głównym zlocie wiedźmy, przybywające tu z bliskich, a także bardzo odległych stron...
PW
Relacje O. Kolberga oraz ks. Siarkowskiego ukazują nam „świat nadzmysłowy” tutejszego „ludu polskiego”, wierzącego od stuleci w rzucanie uroków, zadawanie czarów i chorób, w obcowanie codzienne z istotami nadprzyrodzonymi, w wieczną obecność magii... Na to niezwykle silne tutaj zjawisko zwrócił uwagę, podróżujący po terenie Łysogór w poł. XIX w., autor „Wielkiej gry z jeografii Królestwa Polskiego...” – Wojciech Szymański, który w dziele swym napisał:
PK
„Każdej z tych gór towarzyszy odwieczne podanie, mające za wątek pamięć zdarzeń miejscowych i dziwaczne powieści o widmach, zmorach, o przebywaniu czarownic i złych duchów. (...) Takowe gusła i zabobony, krążąc po całej Polsce, zabytkiem są pogańskich przodków naszych”.
PW
Natomiast J. Gajzler o Puszczy Jodłowej, pisał m.in. tak: „...straszna idącym z gór wieczorem – / mroczy się wokół puszcza dzika...”. A gdy już puszczę ogarnie mrok, „gdy Poświst bór rozkołysze, wylatują stamtąd ogoniaste stwory z wiedźmami po parze i lecą na zwaliska kamieni na Łysicy, gdzie ucztę odprawują. Gdy miesiąc świeci, w puszczy cisza panuje” – pisał S. Orzeł na kartach „Zbója świętokrzyskiego”, gdzie czytamy również słowa takie:
PK
„Człowiek w puszczy nie był wolny od zasadzek, napadów, nagłych niebezpieczeństw. Czyhały nań złe borowce [od „boru”, nie mylić z dawnymi funkcjonariuszami BOR;)], biesy, upiory, czarownice na gołoborzach, wilkołaki w trzęsawiskach, jędze i zmory wysysające krew, południce i topielice”.
PW
Sejmiki czarownic, zwane sabatami, miały odbywać się na gołoborzach na Łysicy i Łysej Górze... być może chodzi o jedną z tych gór, ale dziś – bo przecież to legenda – trudno powiedzieć. Może – nawet to wielce prawdopodobne – owe wiedźmy, czarty i inne piekielne bestie używały gołoborza na Łysicy, jako plenerowej izby sejmowej, zaś tego na Łysej Górze – jako senackiej, a głazy kwarcytowe służyły im za „fotele”.
PK
„Przylatują tu czarownice z całej Rzeczypospolitej. Na miotłach, ożogach, łopatach, co lepsze to i na szabli, i w poszóstnej karecie, co gorsze to i na psie, i na nietoperzu... Na ich zaklęcie gadają posągi, one sprowadzają burzę, grad, pioruny, deszcze, suszę... Chodzą nagie na świętego Jerzego, na Zielone Świątki, w sobótkową noc rosę poranną z łąk w Dolinie Wilkowskiej zbierając. A diabła to mają w pierścionku. Albo w starym trzewiku...” – pisze B. Wachowicz, zaś J. Fijałkowski, tak oto o czarownicach baje: „W noc świętojańską opijają się wywarem z ziół i muskaryny, halucynogennego środka z czerwonych muchomorów. Rozbierają się, by dusza łatwiej mogła oddzielić się od ciała i zapadają w letarg. Serce przestaje im bić, ustaje tętno. Przedawkowanie wywaru grozi śmiercią. Wierzono ponadto, że przeniesienie nieprzytomnej w inne miejsce może sprawić, że dusza nie trafi do ciała”.
PW
Natomiast w wierszu Marii Cedro – Biskupowej z Wilkowa, czytamy: „Dawni o Łysicy tako wieść krązeła,/ Ze tu carownica na mietle jeździeła./ Boli sie jej wsyscy, bo ta carownica/ Zarobiała masło przy świetle księzyca,/ A w noc świętojansko strzygła wzrokiem kocim,/ By tu chto nie zerwoł znów kwiatu paproci./ Odwiedzoł ją tutaj stary diabeł kusy,/ Ni móg sie docekać carownicy dusy./ Teroz carownica pewnie gdzieś uciekła,/ Nie wiem, cy kaj dali, cy z kusym do piekła./ Nie wiem takze tego, kiedy una zeła,/ Lec o pieknym miejscu i legenda mieła”.
PK
Czy „mieła”, to rzecz gustu, ale oddajmy teraz głos S. Żeromskiemu z sąsiednich Ciekot, który, powołując się na konkretne źródła, w „Snobizmie i postępie”, pisze: „Ks. W. Siarkowski oświadcza w swej pracy o czarach i gusłach, o zażegnaniach i modlitwach, iż strony kieleckie, zwłaszcza w okolicach gór świętokrzyskich uważać można za główną dziedzinę guseł i zabobonów, wiernie po dziś dzień z czasów pogańskich przechowywanych”. A Łysica stanowiła koronę tejże mrocznej „dziedziny”: „Diabeł sadłem kaszę krasi,/ sowa w dzieży żur pitrasi./ Hej, siostrzyce czarownice,/ dalej, żwawo na Łysicę./ Na pomiotła, na ożogi,/ niech ludziska pomrą z trwogi./ Na łopacie wiedźma gna.../ Hop sa sa, hop sa sa.../ Na wyścigi pędzą strzygi,/ mkną przez krzaki wilkołaki,/ bladolice topielice,/ suną chyłkiem na Łysicę./ Hop sa sa, hop sa sa./ Na łopacie wiedźma gna./ Piszczą w trawie małe skrzaty,/ trzeszczą wiłom zeschłe gnaty,/ Stary puchacz na gałęzi/ Ni to śpiewa, ni to rzęzi./ Lecą goście na Łysicę,/ wilczych ślepiów płoną świce./ A krasięta, niebożęta/ zamiatają bór na święta./ Hej, siostrzyce czarownice,/ dalej, żwawo na Łysicę...”.
PW
A na Łysicy, ponoć, wiedźmy, pod przewodnictwem samego Lucyfera i swojej szefowej, z czartami – oraz innymi szemranymi postaciami mrocznego, piekielnego leśno – górskiego światka – ucztowały na całego i bez żadnych hamulców natury moralno – obyczajowej, aż do zwiastującego ranek piania koguta. Żeromski, w „Puszczy jodłowej”, zarysował ten problem następująco:
PK
„Lecz stare bóstwa domowe, leśne i polne nie pomarły. Strzygi i zmory, kostusie i morzyska siedzą u progów, w węgłach i na poddaszach. Zły hasa drogami, czatuje na krzyżowych i wałęsa się wokoło domostw. Mór w złe czasy wlecze się kolejami dróg, choć mu je zagradzają osinowe krzyże. Wiara nie do wytrzebienia, głucha, ciemnonocna, leśna, swoja, skrycie ciągnie się wsiami, kolenijami, co teraz wdarły się aż pod szczyt Radostowej i na samą przełęcz Kamienia, co rozsiadły się, jak Klonów lub Psary, na wyrąbanych polanach boru. Grasują wciąż jeszcze czarownice, cioty i widmy, latają na szczyt Łysicy po tajemnicze zioła, rzucają urok i sprowadzają nieszczęście. Odczyniają wszelakie choroby i uroki nieomylni, rodowici wróże, lecząc starymi sposoby – zamawianiem według formuł dawnych, niezrozumiałych, na podstawie splotów włosów, kawałków odzieży z wisielca, widełek nietoperza, mchu z krzyża na rozstajnej drodze, wody wrzącej, węgli lub chleba”.
PW
Musimy znów zadać sobie pytanie: kim były czarownice, czym właściwie się zajmowały, skąd się wzięły? Jak już wiecie z naszego ostatniego filmu, były to kobiety na swój sposób wykształcone – nauczycielem ich była zapewne starsza baba zielacha, a uniwersytetem – przyroda... przyroda Puszczy Jodłowej... a może i sam czart do ich edukacji ogon i kopyto przyłożył? „Wiedźma” – oznacza przecie „wiedząca”.
Czy zatem należy widzieć je, jako ówczesne kobiety niezależne?
PK
Pewien znany austriacki akwarelista imieniem Adolf (który także korzystał z usług wróżbitów i interesował się magią) stwierdził: „...bardzo inteligentni ludzie powinni się wiązać z kobietami głupimi i prymitywnymi. Pomyśleć, że miałbym taką żonę, która mieszałaby się do mojej pracy. Chcę mieć spokój w wolnym czasie”. No cóż... przegięcie w żadną stronę raczej dobre nie jest... Jakie były zatem czarownice... Były... a może nadal są... istnieją pośród nas? Te mroczne pochody w blasku piorunów, te czarownice – gepardzice – pragnące smarować swoje miotły sadełkiem niemowlaków, jak pisano drzewiej…
No ale wracajmy do czasów bardziej odległych...