Mocna zaduma nad sensem polskich powstań narodowych, a właściwie kolejnych rewolucji na ziemiach polskich, w 158. Rocznicę Powstania Styczniowego prowadzona w sposób niełatwy…

Niechaj za swoisty „wehikuł czasu”, będący pomocnym narzędziem do tych powstańczo - rewolucyjnych rozważań, posłużą nam powięzienne, muzealne korytarze kieleckiego Ośrodka Myśli Patriotycznej i Obywatelskiej

Po zakupie biletów wstępu i pozostawieniu bagażu osobistego w szatni, kierujemy się z przewodnikiem muzealnym na prawo, aby zwiedzić pierwszą część wystawy. Wstępujemy po kamiennym bruku w świat przeszłości, w który wejrzymy mijając kolejne segmenty jakby dawnej biblioteki – tak została zaaranżowana ta multimedialna ekspozycja. Koncepcję wystawy OMPiO opracował Mirosław Nizio – autor słynnej ekspozycji Muzeum Powstania Warszawskiego w stolicy. Pierwsza część wystawy, nazwana „Droga do Niepodległości”, przenosi nas do trudnych czasów walk powstańczych – od końca XVIII aż po początek XX stulecia i odzyskanie przez Polskę niepodległości w roku 1918. Wiele informacji na ten temat możemy znaleźć dzięki monitorom i ekranom dotykowym, wkomponowanym w „biblioteczną” przestrzeń wystawy. Całość wiarygodnie uzupełniają inne elementy ekspozycji, m.in. wybór twórczości literackiej z tamtego czasu, kopie dzieł sztuki, repliki ubiorów, sztandarów, umundurowania i uzbrojenia, mapy, fotografie, prasa, dokumenty, nagrania głosowe oraz filmy.

Spacer w czasie rozpoczynamy od Insurekcji Kościuszkowskiej… I tu wypada żałować, że nie wyeksponowano w tej sali wyraźnie dwóch pierwszych polskich powstań – tzw. Wojny o sukcesję z lat 1733 – 1736 (europejskiej wojny o tron polski pomiędzy stronnikami Stanisława Leszczyńskiego i Augusta III Sasa – z tzw. sejmowym „cudem zgody” większości szlachty, że królem Rzeczypospolitej może zostać jedynie Polak i katolik; z konfederacją szlachty sandomierskiej przekształconą w generalną konfederację dzikowską; z głównie podjazdową, trzyletnią walką rodu Tarłów – na czele z wojewodą Janem Tarło – przeciwko armiom trzech czarnych sąsiedzkich orłów; z zaciętymi walkami o Kraków i Gdańsk, Puszczę Kurpiowską, Podole z Okopami Świętej Trójcy i Wielkopolskę) i Konfederacji barskiej z lat 1767–1772 (pamiętnej rebelii szlachty polskiej w obronie wiary katolickiej i w obronie niepodległości Rzeczypospolitej – zagrożonych uległością wobec obcych króla Stanisława Augusta Poniatowskiego i interwencją zbrojną Moskwy, niosących m.in. równouprawnienie innowierców – poprzedzonej porwaniem i wywiezieniem w głąb Rosji kilku nieugiętych wobec woli carycy Katarzyny II, m.in. biskupa krakowskiego – Kajetana Sołtyka; z walkami pod przewodem rodu Pułaskich za „wiarę i wolność” (hasło Sołtyka) od Baru na Podolu począwszy; z walkami o Kraków i heroiczną obroną Berdyczowa oraz Jasnej Góry; z bitwami pod Skrzynnem, Lanckoroną czy Zamościem; z nieudanym porwaniem „króla Stasia” przez specjalny oddział Kazimierza Pułaskiego). „Nigdy z królami nie będziem w aliansach,/ Nigdy przed mocą nie ugniemy szyi,/ Bo u Chrystusa my na ordynansach,/ Słudzy Maryi!...” – brzmią pierwsze wersy „Pieśni Konfederatów Barskich”

Czyżby hasła, wznoszone przez przywódców tych dwóch niepodległościowych zrywów, były zanadto powiązane z wiarą w Boga, czyżby były za mało rewolucyjne, aby bohaterowie tamtych walk mogli znaleźć sobie trwałe miejsce w powstańczym panteonie sławy oręża polskiego? Czy to przypadek, że od czasów tzw. Oświecenia aż po tzw. III RP niewiele mówi się na ten temat? Czy tak powinno być, że edukację o walkach narodowowyzwoleńczych zaczynamy przeważnie od Insurekcji Kościuszkowskiej? Każdy musi sam odpowiedzieć sobie na te pytania…

Na pewno hasła Kościuszkowskie były dużo bardziej rewolucyjne, bo przesiąknięte duchem rewolucji francuskiej, gdzie nie było miejsca dla wiary w Boga… Na szczęście na polski grunt ducha tej krwawej rewolucji w całości przeszczepić się nie dało. Jedynie częściowo… Polacy nadal chętniej umierali w boju pod sztandarami i hasłami związanymi z Bogiem i Ojczyzną, choć niektórzy przywódcy kolejnych powstań narodowych zapewne woleliby hasła bardziej „postępowe”…

Zacznijmy zatem – tak jak nam to wyznacza kolejność zwiedzania wystawy OMPiO – od Powstania Kościuszkowskiego. Tadeusz Kościuszko (1746 – 1817), a właściwie Andrzej Tadeusz Bonawentura Kościuszko, wywodzący się ze starego, zacnego, ale zubożałego rodu szlacheckiego z Polesia, jest postacią niezwykle barwną, acz do dziś nieco tajemniczą… Tak naprawdę nie znamy dokładnej daty jego urodzin, znana jest tylko data chrztu – 12 II 1746 r., a i miejsce urodzenia też nie jest do końca wiadome. Dzięki hojności swoich zamożnych sąsiadów – słynnej familii Czartoryskich – Tadeusz może podjąć nauki w Szkole Rycerskiej, a także wyjechać do Francji oraz Ameryki Północnej. Z księciem Adamem Jerzym Czartoryskim współpracuje krótko po Kongresie Wiedeńskim, gdy ważą się losy polskiej autonomii pod carskim panowaniem. Jednak później wypiera się związków z tą znaną rodziną… Wcześniej Kościuszko pomaga w tworzeniu Legionów Polskich we Włoszech, jednak jest przeciwnikiem oparcia sprawy polskiej o tron Napoleona, z którym prowadził rozmowy i którego uważał za „grabarza rewolucji”, chociaż podobno uwagi krytyczne wobec rewolucji francuskiej także wyrażał... Z pamiętników płk. Kajetana Wojciechowskiego – dziedzica łysogórskiego Łomna i weterana wojen napoleońskich – wiemy o przypadkowym rozpoznaniu Kościuszki przez żołnierzy polskich na ulicy Paryża w 1808 r. i o jego wręcz ucieczce przed nimi „w uboczną uliczkę”… Już wówczas Kościuszko uważał się za emeryta i pod Paryżem hodował róże… Wkrótce wyjechał do Solury w Szwajcarii, gdzie w miarę spokojnie doczekał końca swych dni, gdy w Europie krzepł „nowy porewolucyjny ład”…

    Gdy stanął na czele rewolucji w Polsce w roku 1794 był już generałem wojsk inżynieryjnych – bohaterem walk o niepodległość zbuntowanych kolonii brytyjskich w Ameryce Północnej, które stworzyły USA, a także weteranem wojny polsko – rosyjskiej w roku 1792…

    Insurekcja Kościuszkowska pozostawiła po sobie na terenie ówczesnej Sandomierszczyzny ponad 130 wyraźnych pamiątek. Na wystawie oglądamy interaktywną reprodukcję słynnej ww. „Panoramy Racławickiej” autorstwa Jana Styki i Wojciecha Kossaka oraz zespołu wielu innych malarzy im pomagającym. Zwycięstwo pod Racławicami ma swoją tajemnicę, ale o tym później… Zanim jednak Kościuszko zwyciężył pod Racławicami 4 IV 1794 r., w marcu gen. Antoni Madaliński na czele brygady kawalerii wkracza w Sandomierskie, toczy bitwę z Prusakami pod Inowłodzem 21 III 1794 r. (uznawaną za pierwszą bitwę powstania), i maszeruje przez Kielce w drodze do Krakowa. Pod Kozubowem k. Pińczowa 25 III 1794 r. ppłk. Ludwik Manget na czele swojej kawalerii zmusza do odwrotu oddziały płk. Łykoszyna, uchodzące z Krakowa, które w odwecie palą okoliczne wsie, m.in. Chroberz, wycofując się w stronę Opatowa, w okolicy którego – pod Iwaniskami – Manget ponosi klęskę. Dnia 30 III 1794 r. pod Skalbmierzem dochodzi do starcia wojsk polskich pod dow. gen. Madalińskiego i ppłk. Mangeta z siłami rosyjskimi gen. Tormasowa. Miesiąc później Skalbmierz i okoliczne wsie płoną za przyczyną Moskali pod dow. gen. Denisowa. Płoną okolice Połańca po ogłoszeniu tam 7 V 1794 r. słynnego „uniwersału połanieckiego”, który w rzeczywistości właściwie nie rozwiązywał kwestii poddaństwa chłopów, a zrażał szlachtę do dalszej walki. Urażone poczuło się też duchowieństwo planami dalszej grabieży dóbr kościelnych… Płoną okolice Włoszczowy, która zostaje praktycznie zrównana z ziemią… Po zwycięstwie Racławickim przychodzi klęska pod Szczekocinami 6 VI 1794 roku… W dniach 9 – 10 VI 1794 r. wojska insurekcji zatrzymały się w Kielcach podczas odwrotu spod Szczekocin. Opatrywano tu rannych. Tutaj skonał w wyniku odniesionych w bitwie ran Wojciech Bartosz „Głowacki” – bohater spod Racławic...

    Bitwa szczekocińska ukazała braki w umiejętnościach dowodzenia dużymi związkami taktycznymi przez Tadeusza Kościuszkę, który rozdzielił siły, źle ocenił sytuację i zignorował doniesienia wywiadu, w wyniku czego artyleria wroga dokonała krwawej rzezi powstańczego wojska, a w szczególności źle uzbrojonych kosynierów. Kościuszko był zdolnym politykiem. Był także wspaniałym specjalistą od inżynierii wojskowej, czego wyrazem jest nosząca dziś imię Tadeusza Kościuszki Wyższa Szkoła Oficerska Wojsk Lądowych we Wrocławiu, gdzie znajduje się wydział inżynieryjny. W prowadzeniu obrony oraz w dziedzinie wznoszenia fortyfikacji i umocnień był geniuszem. Podczas wojny o niepodległość Stanów Zjednoczonych ufortyfikował Billingsport, Saratogę i West Point, za co w 1783 r. awansowano go do stopnia generała inżynierii. Prezydent USA Thomas Jefferson – przyjaciel Kościuszki, pisał doń: „Każdy prawy Amerykanin kocha cię i czci”. W kraju wykorzystał swoje umiejętności w czasie wojny 1792 roku, kiedy to pod Dubienką na świetnie dobranym i doskonale ufortyfikowanym terenie, powstrzymał (pomimo dużych strat) napór pięciokrotnie liczniejszych oddziałów rosyjskich.

    Gorzej było na otwartym polu walki, gdzie ciążyła na nim ogromna odpowiedzialność. Dowodził bez sztabu, sam decydując o ruchach wojsk. No i za kołnierz też nie wylewał… Możemy sobie wyobrazić dramatyzm chwil, gdy po przegranej bitwie pod Szczekocinami Naczelnik podjął próbę samobójczą i samojeden uderzył na spienionym koniu naprzeciw szeregom Moskali (lecz siłą go zawrócono), a po klęsce maciejowickiej – ranny dostał się do niewoli. „Słabość, brak stałości, zwątpienie o sobie samych – to uważam za najsroższego nieprzyjaciela, za najokropniejszą dla Polski klęskę...” – zapisał Kościuszko. Ta klęska zmieniła wiele w jego życiu… Historycy wskazują na podpisanie przez Kościuszkę w więzieniu w Petersburgu „lojalki” wobec cara Pawła I, ale dzięki temu na wolność wyszło ponad 12 000 więźniów… I tym właśnie aktem poddaństwa wobec Moskwy niektórzy badacze problemu tłumaczą brak zaangażowania Kościuszki w okresie Napoleońskim.

    „Tadeusz Kościuszko, wcale nie tak poczciwy dureń, jakby się zdawało, kondotier rewolucji światowej, odpowiedzialny za »dywersję na tyłach«, która zdołała skutecznie osłonić jakobinów w Paryżu, ale ostatecznie wydał Kraków i Warszawę na łup zaborców (…) Owszem, Kościuszko nie należał do najbardziej zajadłych »bolszewików« swojej generacji – ale czyż »mieńszewicy« mają do końca świata okupować polski panteon narodowy?” – pisze Grzegorz Braun.

    Może to nazbyt surowa ocena przywódcy „rewolucji polskiej 1794 r.”, jednak warto się zastanowić np. nad samym faktem, iż ówcześni Polacy to, co my zwiemy dziś powstaniami, zwali właśnie najczęściej „rewolucyami”… A Kościuszko, przebywając we Francji, mocno przesiąkł ideałami tamtejszej rewolucji (ówczesnego „bolszewizmu”), podobnie jak wielu naszych rodaków doby ówczesnej… W sierpniu 1792 r. Narodowe Zgromadzenie Prawodawcze rewolucyjnej Francji nadało mu „zaszczytny” tytuł „Obywatela Francji”… Ponadto może zastanawiać fakt, iż Kościuszko staje na czele powstania w kraju zaledwie w dwa lata po przegranej wojnie z Moskalami i drugim rozbiorze Polski, a pierwotnie planuje jego wybuch już na jesień 1793 r., aby zdążyć przed planowaną przez zaborców redukcją polskiej armii, jednak stwierdza, iż jeszcze na to nie pora. Być może należało poczekać dłużej, zachować jaką taką armię i autonomię Polski, jako podwalinę gruntownego przygotowania walki zbrojnej. Może trzeba było poczekać aż koalicja antyfrancuska, do której należeli nasi zaborcy, zmierzy się z rewolucyjną Francją… Może trzeba było liczyć przede wszystkim na osłabienie zaborców, a nie na pomoc Francuzów… Niestety – wydaje się, że zwyciężyła rewolucyjna ideologia… Kościuszko na pocz. 1793 r. prowadzi rozmowy we Francji na temat militarnej pomocy dla planowanego powstania w Polsce, ale Francuzi nie składają żadnych wiążących deklaracji w tej sprawie, wszelako gorąco zachęcają Polaków do walki zbrojnej… Na domiar złego, informacja o tych rozmowach dociera do Prusaków i Moskali… 

    Coraz częściej wskazuje się na silne działania obcych sił – nie tylko francuskich – w celu rozpętania w upadającej Rzeczypospolitej rewolucji. Coraz częściej mówi się, że to zagorzali zwolennicy rewolucji francuskiej – Hugo Kołłątaj i Ignacy Potocki byli rzeczywistymi autorami Insurekcji Kościuszkowskiej. I trzeba dodać, że sam Kościuszko najprawdopodobniej nie od razu zgodził się na jej przywództwo… Wszystko to doprowadziło do trzeciego – ostatecznego rozbioru kraju… Podobnie jak Konfederacja Barska była pretekstem do pierwszego rozbioru Polski… 

    Gwoli ścisłości, trzeba również dodać, że w Wojnę o sukcesję – w rozgrywanie Polaków – zaangażowane były Austria, Prusy, Rosja, Dania, Francja, Hiszpania, Bawaria oraz Saksonia, i nie tylko, zaś powstanie Konfederacji Barskiej poprzedziła wyraźna prowokacja pruska, wsparcie francuskie, a także bezwzględne rozgrywki carycy Katarzyny II i jej przedstawiciela w Polsce – Nikołaja Repnina.

    Niestety, ale po zmarnotrawieniu potęgi I Rzeczypospolitej w dużej mierze przelewaliśmy krew nie w swojej sprawie, jednak raczej nie dało się tego uniknąć… Ale o tym szerzej za chwilę…

    I na koniec trzeba jeszcze przyznać Kościuszce, że potrafił wprowadzać ciekawe i skuteczne innowacje w armii polskiej, tworząc m.in. oddziały specjalne – tzw. „strzelców celnych” – ówczesnych snajperów – formowane głównie z myśliwych – wzorując się na amerykańskich Rangersach. Insurekcja Kościuszkowska – wtedy już pod przywództwem Tomasza Wawrzeckiego – kończy się kapitulacją w Radoszycach k. Końskich 16 XI 1794 roku…

    Po trzecim rozbiorze Polski w roku 1795 tereny Sandomierszczyzny znalazły się pod zaborem austriackim. Wraz z epoką Napoleońską i wojną francusko – austriacką w roku 1809 wkracza na te ziemie tzw. Księstwo Warszawskie, będące faktycznie częścią Imperium Napoleona. W czasie tej wojny toczyły się m.in. walki o Sandomierz, z wielkim talentem opisane przez Stefana Żeromskiego w „Popiołach”, a gen. Józef Zajączek – w wyniku podstawowych błędów w dowodzeniu – ponosi 11 VI 1809 r. klęskę pod Jedlińskiem k. Radomia. W lipcu tego roku do Kielc wkracza 3. Pułk Piechoty Księstwa Warszawskiego.

    Owo Księstwo Warszawskie było tylko namiastką państwa polskiego, powiązaną z nadzieją na powrót potęgi Rzeczypospolitej… Cesarz nadzieję dawał… Był potężny, więc mu wierzono… Dał „ciemnym” Polakom nową, rewolucyjną konstytucję (bo tę Majową uważał za nazbyt konserwatywną), dał na tronie władcę saskiego – Fryderyka Augusta I (bo polski byłby książę Ciołek albo władca zbyt niezależny), zwolnił chłopów z poddaństwa (głównie po to, aby wziąć ich w kamasze)… A potem poprowadził w mroźne pola Rosji ponad 100 000 polskich żołnierzy… Wiedzie ich konkretnie nieszczęsny bratanek naszego ostatniego króla – książę „Pepi” – Józef Poniatowski h. Ciołek – mianowany przez Cesarza naczelnym wodzem, w tym przypadku – naczelnym rzeźnikiem wojsk polskich… I znów przyszło nam lać krew w obcej sprawie – nad Berezyną, pod Moskwą… Wczesną wiosną 1813 r. w okolicy Kielc pojawiają się powłóczące nogami, obdarte żywe trupy z wyraźnymi śladami odmrożeń i amputacji – widma, upiory przeszłej świetności wielkiej armii... Wielu z nich będzie służyło do końca Napoleonowi – „bogu wojny” – aż po klęskę pod Waterloo… Ich śladem podążały rosyjskie pułki, wkraczające w granice Księstwa Warszawskiego… Rozpoczynał się nowy rozdział historii tej ziemi…

    Po ostatecznej klęsce Napoleona, na mocy postanowień Kongresu Wiedeńskiego, który w 1815 r. zmienił porządek w Europie, powstaje – szumnie nazwane, całkowicie zależne od Rosji – tzw. Królestwo Polskie, zwane powszechnie „Kongresówką” (taki XIX – wieczny PRL – pod innymi hasłami stworzony), którego poczesną część stanowi Sandomierszczyzna. Od 1816 r. Kielce stają się siedzibą władz województwa krakowskiego. Natomiast władze województwa sandomierskiego umieszczono w Radomiu.

    Nowego porządku w Europie ma strzec tzw. „Święte Przymierze”, będące porozumieniem Rosji, Prus i Austrii. Zaś owo Królestwo Polskie, utworzone na bazie dawnego Księstwa Warszawskiego, powstaje pod berłem cara Rosji – Aleksandra I, który zostaje również polskim królem. Aleksander I był w Polsce powszechnie szanowany, a nawet lubiany – dał Polakom konstytucję, dbał o wojsko polskie, obiecywał powiększenie terytorium Królestwa… Na ten liberalizm nad Wisłą coraz mniej przychylnie patrzono w Moskwie… Jednak car zastrzegł wyłącznie dla siebie władzę ustawodawczą w Królestwie, przeto dwuizbowy sejm polski był w praktyce „wydmuszką”.

    Aleksander I oficjalnie swe rządy w „Kongresówce” sprawował za pośrednictwem swego namiestnika – gen. Józefa Zajączka, którego „doradcą” (stróżem) został rosyjski senator – Mikołaj Nowosilcow – wrogo nastawiony do idei autonomii Królestwa Polskiego. Natomiast wielki książę Konstanty (brat cara) – mianowany został naczelnym wodzem wojska polskiego, które na mocy umowy Napoleona i Aleksandra I powraca do kraju w sposób honorowy – ze sztandarami i bronią.

  p  Przechodzimy do części ekspozycji OMPiO poświęconej Powstaniu Listopadowemu. Na wybuch tego zrywu zbrojnego złożyło się wiele czynników, wiele zdarzeń i okoliczności, o które do dziś spierają się badacze dziejów Polski…

    Łamanie przez Moskali zasad, ustanowionej przez nich samych, konstytucji Królestwa Polskiego, fasadowość państwa i sejmu (któremu rząd ani razu nie przedłożył budżetu do zatwierdzenia), ostra cenzura prasy itp., z pewnością raziły i dotykały część społeczeństwa, ale wydaje się, że większe znaczenie dla wybuchu i rozprzestrzenienia się kolejnej „rewolucyi” mogły mieć takie zjawiska, jak działania policyjne, zarządzanie wojskiem, ogólna sytuacja gospodarcza oraz obce prowokacje…

    Swoje rządy w Królestwie car sprawował w oparciu o wierną mu część arystokracji, urzędników i wojskowych. Generał Zajączek gorliwie wcielał w życie nowe pomysły księcia Konstantego i Nowosilcowa, organizując skuteczny aparat inwigilacji policyjnej i utrzymując w ryzach większość społeczeństwa – od prostych ludzi po arystokratów – przy pomocy sprzedajnych szumowin. Zresztą w samym rządzie i całej strukturze państwowej Królestwa takowych szumowin nie brakowało.

    Książę Konstanty Pawłowicz trzymał absolutną kontrolę zarówno nad 30 tysięczną armią polską, jak i pułkami rosyjskimi stacjonującymi w Królestwie. Dla podkreślenia wspólnoty, komendy obu wojskom wydawano przez kilka dni po polsku, następnie po rosyjsku, i od nowa… Można powiedzieć, że Konstanty na swój sposób kochał wojsko polskie, dbał o to, by żołnierzom niczego nie brakowało. Dla przykładu, przez całą dobę stały w gotowości kotły pełne gorącej strawy dla wojska, gdyby przyszło wyruszyć w pole, a skoro wymarszu nie zarządzono, jedzenie oddawano szpitalom i gotowano następne. Jednak Konstanty miał kompletnego bzika na punkcie paradnej musztry, nocnych alarmów, nieludzko pojętej dyscypliny, no i bywał porywczy. Wojsko – najczęściej odziane w mokre, idealnie dopasowane do ciała mundury – musiało być dopięte na ostatni guzik i poruszać się jak automaty podczas defilad i przeglądów… Prowadziło to do omdleń, chorób jelitowych, żylaków, skrzepów i załamań nerwowych… Konstanty potrafił dojrzeć każdą niedokładnie zapiętą sprzączkę czy źle doczyszczoną broń, a wtedy rugał straszliwie delikwenta przed frontem wojska, nie bacząc na to, czy to zwykły żołnierz czy też generał, co doprowadzało nawet do samobójstw… Konstanty wprowadził też na 10 lat kary cielesne w wojsku polskim, by potem – za namową wyższych oficerów – je znieść (oczywiście pozostawił je w jednostkach rosyjskich). 

    Jak już było napisane wyżej, Królestwo Polskie było tworem ekonomicznie, gospodarczo niewydolnym, było właściwie bankrutem. Szalała wszechobecna korupcja, etatyzm i nieograniczony centralizm, którego symbolem były ww. działania ministrów rządu – Stanisława Staszica i Ksawerego Druckiego – Lubeckiego, tworzących w nierealny sposób ogromny kombinat górniczo – hutniczy i przemysłowy, a także Stanisława Kostki Potockiego – organizującego rozbuchane państwowe szkolnictwo… Te wszystkie rewolucyjne pomysły powodowały nieludzkie obciążenia podatkowe dla wszystkich obywateli „Kongresówki”, które ściągano w sposób równie nieludzko bezwzględny, nie zapominając o nakładaniu nowych podatków… Jednak – jak to w socjalizmie – budżet się nie spina. Nie pomógł nawet dekret kasacyjny z 1819 r., czyli ww. rządowy skok na kościelną kasę… Wieś polska dostała po głowie wysokimi podatkami pośrednimi, które podniosły ceny na artykuły powszechnego wówczas użytku, objęte bezwzględnym monopolem państwowym – tytoń, wódkę, piwo i sól (na której zakup chłopi musieli wydawać 20 – 25 % dochodów). Spójrzmy może na wódkę i piwo… Car przysyła dyskretnie do Warszawy swego znajomego – Leona Newachowicza – Żyda z Wołynia – z misją załatania rosnącej dziury budżetowej, któremu rząd Królestwa sprzedaje monopol na produkcję i wyszynk wódki oraz piwa… Zapobiegliwy ten „przedsiębiorca” strzeże swego, ograniczając do minimum przemyt alkoholu, przy pomocy wynajętych osiłków z kijami, zwanych „drabami Newachowicza”… Lud stolicy pała zemstą, żądając obicia urzędników i powieszenia Newachowicza… Wkrótce możliwość odwetu miała nadejść. Dodatkowo Anglia i Prusy nakładają wysokie cła na zboże – podstawowy owoc produkcji rolnej Królestwa, a konkurencyjne zboże rosyjskie wysyłane na Zachód jest tańsze…

    I tu przechodzimy do ingerencji obcych sił w wybuch powstania zbrojnego w Królestwie Polskim. Na tym polu aktywne są loże masońskie oraz służby pruskie, austriackie, angielskie i francuskie, pragnące osłabienia Rosji, ale również „twarde” stronnictwo moskiewskie, dążące do likwidacji rewolucyjnie zarządzanego Królestwa Polskiego… Wszystko nasila się po śmierci cara Aleksandra I i objęciu tronu przez jego brata – Mikołaja I, zwanego „Pałkinem”, który rozbudowuje aparat represji i rządzi surową ręką, jednocześnie nie zważając na korupcję i samowolę urzędników państwowych. W lipcu 1830 r. w Paryżu wybucha kolejna rewolucja, a w sierpniu tego roku powstanie w Belgii zdominowanej przez Holendrów. Rosja planuje interwencyjny marsz na zachód z udziałem wojsk Królestwa Polskiego…

    To wszystko powoduje ożywioną działalność polskiej opozycji i tajnych związków pod zaborem rosyjskim, a szczególnie w Królestwie. Podwaliną ideologiczną owych organizacji spiskowych są w głównej mierze francuskie tradycje rewolucyjne i masońskie wizje przyszłego świata, umiejętne opakowane w sztandar niepodległości Polski… To wszystko trafia na podatny grunt młodzieży polskiej, bowiem większość organizacji spiskowych tworzona jest w kręgach szkolnych i studenckich (także wojskowych). Niestety duży wpływ na owe organizacje uzyskują czynniki wyraźnie zewnętrzne – obce. Do znanych działaczy opozycyjnych tamtego czasu możemy zaliczyć m.in. Joachima Lelewela, Maurycego Mochnackiego, Tomasza Zana, Adama Mickiewicza, Waleriana Łukasińskiego czy Seweryna Krzyżanowskiego. No i wreszcie Piotra Wysockiego oraz Józefa Zaliwskiego…

    Ci dwaj ostatni, to współautorzy tajnego sprzysiężenia, założonego w 1828 r. w warszawskiej Szkole Podchorążych, będącego następcą rozbitego aresztowaniami Towarzystwa Patriotycznego. Gdy tajna policja po raz pierwszy wpada na trop spiskowców, to książę Konstanty – za namową księcia Czartoryskiego – ratuje ich przywódców od aresztowania, aby nie stawiać ich w sytuacji przymusowej… Jednak taka sytuacja nadchodzi w listopadzie 1830 r., gdy wykrycie spisku dociera do cara Mikołaja I, który osobiście nakazuje aresztowania. Jednocześnie car wyznacza terminy gotowości marszowej na Zachód dla armii polskiej i rosyjskiej…

    Wielu badaczy problemu spiera się dziś o to, czy lepiej byłoby iść z Rosjanami przeciw Belgii i Francji i zachować autonomię, wzmocnić armię w oparciu o łaskę zwycięskiego cara i uderzyć przeciw Moskalom w odpowiednim momencie? Czy lepiej było poświęcić wszystko w imię wolności innych oraz rewolucyjnych miazmatów… Każdy sam musi odpowiedzieć sobie na pytanie, czy hasło „Za naszą i waszą wolność” było słuszne? Faktem jest, że Powstanie Listopadowe uratowało Francję i Belgię przed interwencją wojsk „Świętego Przymierza”, podsycając kolejne zarzewia rewolucji w Europie. Co Polska zyskała? Do tego jeszcze wrócimy… Trzeba jednak dodać, że tak czy siak przelewalibyśmy krew w obcej sprawie…   

    Armia Królestwa Polskiego, choć niewielka, była uważana powszechnie za najlepiej wyszkoloną i najbitniejszą armię Europy, jednak naprzeciw miała najpotężniejszą armię ówczesnego świata… Obce służby i loże zacierały ręce – nie pierwszy i nie ostatni raz… Wybuch nieliczącej się z realiami młodości oraz uciśnionego podatkami i batem ogółu był nieunikniony…

    Wieczorem 29 XI 1830 r. podchorążowie pod wodzą Piotra Wysockiego, część żołnierzy i oficerów garnizonu warszawskiego oraz inni spiskowcy uderzają na Belweder i Arsenał. Plan akcji jest słaby i niewiele brakowało, aby się nie powiódł… Księciu Konstantemu udaje się uniknąć śmierci i wyprowadzić część wojsk rosyjskich oraz polskich poza Warszawę… Większość mieszczan jest przerażona i pierzcha do domów, widząc kilkugodzinną bratobójczą walkę spiskowców z częścią wojsk Królestwa, dowodzoną przez wyższych oficerów, chcących powstrzymać wybuch powstania… Z rąk rebeliantów giną zwykli żołnierze, oficerowie niższej szarży, pułkownicy i generałowie… Polska krew płynie obficie… Konstanty czeka bezczynnie z wojskami w Wierzbnie, twierdząc, iż Polacy powinni załatwić swoje sprawy między sobą…

    Tymczasem do natarć na Arsenał przyłącza się szemrane towarzystwo – złodzieje, prostytutki, przemytnicy oraz inni warszawiacy, pragnący zemsty i „zadośćuczynienia” za monopol Newachowicza… Przeto najczęstszym łupem „ludu Warszawy” tej nocy padają szynki i składy alkoholu… Miasto ogarnia totalny chaos… Julian Ursyn Niemcewicz – adiutant Kościuszki, pisarz i historyk – zapisał ze zgrozą: „…skład niezmierny wódki Newachowicza zrabowany, wytaczano kufy z gorzałką. Każdy do woli czerpie, wkrótce kilkadziesiąt tysięcy ludzi pijanych. Krzyki, wołania, strzelania napełniają miasto całe. Okropna noc, któż mógł w niej zmrużyć oko; zatarasował się każdy, jak mógł”. Podobnie tę noc listopadową wspominał archeolog i historyk – Tymoteusz Lipiński: „Dzień 30 był dniem większej jeszcze trwogi; pospólstwo odbiwszy magazyn wódki i różne szynki, ledwo na nogach ostać się mogło, równie i większa część żołnierza była w podobnym stanie”. Natomiast płk Ignacy Skarbek – Kruszewski, znajdujący się wówczas przy księciu Konstantym, zapisał: „Przyjeżdża pułkownik Turno, adjutant wielkiego księcia; a gdy jenerałowie naradzali się co robić, i raporta przyszły od patrolów, że powstańcy wcale się nie posuwają, powiada do nich Turno: »Ja tam byłem i widziałem ich, wszyscy pijani, dajcie im najlepiej pokój, jak wytrzeźwieją przez noc, to się rozejdą do domów«”.

    Jednak się nie rozeszli, ale po owym „wytrzeźwieniu” właściwie nikt nie miał dobrego pomysłu, co dalej. Spiskowcy, poza planem wojskowego opanowania stolicy, nie mieli żadnego planu dalszego działania… „Piotr Wysocki z Józefem Zaliwskim – jeden autentycznie głupi, drugi autentycznie przebiegły – obaj występujący w charakterze świadomych czy nieświadomych narzędzi obcej antypolskiej prowokacji…” – pisze dalej Grzegorz Braun. Znów może zbyt surowa ocena, ale miejmy nadzieję, że ci młodzi ludzie, jeśli byli takimi „narzędziami”, to raczej nieświadomymi…

    Dobrego planu nie miał chyba również Konstanty, który być może nie wiedział, iż w Warszawie „lękano się też, aby W. Ks. nie uderzył na miasto, coby mógł z łatwością uskutecznić i dawny przywrócić stan rzeczy, tembardziej, iż rząd opieszale i z niepewnością działał” – jak dodawał T. Lipiński… Sęk w tym, że żaden rząd nie działał, a i przez następne miesiące ścierały się różne koncepcje i kolejne władze powstania nie mogły się zdecydować, czy jednoznacznie pertraktować z Rosją czy jednoznacznie walczyć… Z resztą chyba nie było już odwrotu, bo Mikołaj I nie wybaczał buntownikom, a cenny czas upływał…

    Ten zryw narodowy jest słabo kojarzony z Kielecczyzną, jednak miasto szybko zareagowało na wieść o wybuchu powstania, tworząc nową administrację i powołując pod broń straż obywatelską. Już 1 XII 1830 r. kieleccy spiskowcy usunęli z urzędu skorumpowanego prezydenta miasta – Stanisława Niewiadomskiego, wybierając na jego miejsce – usuniętego dwukrotnie z urzędu za nadużycia finansowe – uczestnika Insurekcji 1794 r. – Dominika Wójcikowskiego... Akces do wojska zgłosili starsi uczniowie Kieleckiej Szkoły Wojewódzkiej, będący pod wpływem nauczycieli – Stanisława Borzęckiego i Tadeusza Wagnera – członków Towarzystwa Patriotycznego, a biskup krakowski – Karol Saryusz Skórkowski – nakazał głoszenie patriotycznych kazań i zbiórkę na rzecz powstania. Powstaje tzw. gwardia ruchoma, będąca rezerwą dla armii narodowej, a dowódcą batalionu kieleckiego mianowano Stefana Dembińskiego. Już 31 I 1831 r. odbył się w Kielcach paradny przegląd szwadronów – sprawnie sformowanych – dwóch pułków lekkiej jazdy tzw. „Krakusów”, które w sile ponad 2 300 żołnierzy wkrótce ruszyły na front. Ponadto górale świętokrzyscy bili się w kilkunastu batalionach piechoty, a kieleckie fabryki dostarczyły wojskom powstańczym dużą ilość broni białej, palnej i armat. Ponad 15 tys. żołnierza wystawiły do powstania społeczeństwa województw krakowskiego i sandomierskiego. „Obywatele tych województw są ożywieni najszlachetniejszym duchem ofiarności” – pisał młody powstaniec, student – Jerzy Bartkowski.    

    „Duchem ofiarności” musieli wykazać się także dzierżawcy okolicznych, przeważnie ubogich, folwarków ziemskich, płacąc zawrotnie wysokie podatki w kwocie ponad 200 zł – na „żywienie pułków pieszych, Batalionu piechoty i Jeźdźca (…) składkę na formowanie Jeźdźca, składkę na konie pociągowe, na umundurowanie i żywienie kadrów, na Lazarety Woyskowe, na Ubiór 6 – go pułku Strzelca”.

    Do Kielc docierały wieści o walkach w stolicy i opuszczeniu przez wielkiego księcia Konstantego granic Królestwa… Powiało wolnością… Jednak już w lutym 1831 r. 150 – tysięczna armia marszałka Iwana Dybicza wkroczyła w granice Królestwa. Początkowo wojska polskie odnosiły sukcesy, m.in. na polach Wawra, Grochowa i Białołęki w lutym 1831 r. (gdzie obie strony poniosły duże straty i wycofały się z pola walki), a także w marcu, gdy Polacy przeszli do ofensywy, odnosząc zwycięstwa pod Wawrem i Dębem Wielkiem (31 III) oraz Iganiami (10 IV). Podczas bitwy pod Olszynką Grochowską jeden z adiutantów zasalutował naczelnemu wodzowi dwoma skrwawionymi palcami prawej ręki, bowiem szrapnel urwał mu trzy pozostałe, i na pamiątkę tego zdarzenia wojsko polskie – jako jedyne na świecie – salutuje dwoma palcami.

    W tym niepewnym czasie dyrekcja Banku Polskiego decyduje się 4 III 1831 r. na przewiezienie do bezpieczniejszych Kielc swoich zasobów. Na kilku wozach, pod eskortą wojska, przetransportowano tu listy zastawne wartości 17 813 600 złotych polskich oraz 25 600 000 zł w gotówce. Kiedy stolica była już bezpieczna, depozyt powrócił na swoje miejsce.

    Potem nadeszły jednak jeszcze cięższe chwile, m.in. 26 V 1831 r. podczas dramatycznej bitwy pod Ostrołęką, gdzie błędy w dowodzeniu gen. Jana Skrzyneckiego omal nie doprowadziły do klęski polskiej armii, która wycofała się do Warszawy…

    W tym czasie następują nagłe zgony gen. Dybicza oraz wielkiego księcia Konstantego, które mają miejsce podczas wizyt adiutanta cara – księcia Orłowa… Na czele wojsk rosyjskich staje osławiony Iwan Paskiewicz, który przy pomocy Prusaków przekracza Wisłę pod Toruniem i zachodzi Warszawę od zachodu (tzw. „manewr Paskiewiczowski” – niespełna sto lat później Bolszewikom nie uda się powtórka tej sztuki). W czerwcu 1831 r. – w obliczu klęski – sejm ogłosił ustawę o pospolitym ruszeniu. Na ten apel odpowiedziała również część chłopów, lecz niewielka, reszta włościan zachowała wobec powstania stosunek obojętny, nazywając je „pańską wojną”. We wrześniu 1831 r. dotarły do Kielc wieści o dramatycznej obronie stolicy, a następnie o wyjściu wojsk polskich z Warszawy i podjęciu przez generalicję decyzji o opuszczeniu kraju przez kilkudziesięciotysięczną i zachowującą jeszcze wysokie morale oraz sprawność bojową armię…

    Nastąpił koniec, koniec, który być może nastąpić nie musiał… Skoro już rozpalone, młode głowy wywołały całą tę awanturę, to może starsze, siwiejące głowy powinny wykazać więcej odwagi… Niektórzy badacze problemu wskazują, iż podczas marszu Moskali na Warszawę, dwaj zdolni stratedzy – gen. Ignacy Prądzyński i gen. Wojciech Chrzanowski – opracowali kilka nowatorskich wariantów uderzenia w rozciągnięte kolumny rosyjskie przy pomocy lotnych jednostek kawalerii oraz szarż artylerii konnej. Podobne zastosowali Polacy w sierpniu 1920 r., uderzając znad Wieprza na Bolszewików… Może było to możliwe, a może nie… Może przy zachowaniu jeszcze tak dużego potencjału militarnego, zamiast opuszczać granice, należało związać działaniami bojowymi nieprzyjaciela i próbować negocjacji… Jednak siwiejące głowy zadecydowały o wyjściu armii z kraju… Niech każdy oceni to sam…

    Ruszyły więc polskie pułki ze spuszczonymi głowami w kierunku granic z Prusami i Austrią, by przed tymi zaborcami składać broń. Wtedy to jedna z kolumn wojskowych, zmierzająca do Galicji – niczym kondukt żałobny – przemaszerowała opodal Kielc, idąc na Olkusz. Choć w pierwszych dniach powstania Kielecczyzna nie była areną bezpośrednich walk, to już w 1831 r. stoczono tu niemało bitew i potyczek. Szczególnie wyróżnił się wówczas gen. Samuel Różycki, który mimo upadku Warszawy, prowadził z powodzeniem na tym terenie walkę partyzancką (taki „Hubal” wojny 1830 – 1831). Żołnierze Różyckiego operowali także w ścisłej okolicy Kielc, m.in. ścierając się zwycięsko z Moskalami pod Iłżą (9 VIII), a we wrześniu ponosząc spore straty pod Łagowem i Opatowem w walkach z korpusem gen. Rudigera…

    W dniach 24 – 26 IX 1831 r. oddziały rosyjskie pod dow. gen. Rudigera zajęły Kielce. Co zyskaliśmy?... Gdy ucichła kolejna wojenna zawierucha, przepadły nadzieje nie tylko na niepodległy byt państwowy, ale i na poprawę ludzkiego bytowania, bowiem Królestwo Polskie zostało obciążone przygniatającą kontrybucją i obowiązkiem łożenia na stutysięczną armię, a komendanci garnizonów rosyjskich sprawowali tu władzę zarówno wojskową, jak i cywilną. Car mianuje Paskiewicza „Księciem warszawskim”, nastaje ciemna „noc Paskiewiczowska”… Powstają mury Cytadeli warszawskiej… Powstańców wcielono na 15 lat do armii rosyjskiej. Mimo amnestii, wprowadzonej na zewnętrzny użytek propagandowy, 240 powstańców skazano na śmierć przez powieszenie, ścięcie toporem lub ciężkie roboty. Konfiskaty mienia w Królestwie objęły 10 % własności ziemskiej. Dzieci płci męskiej emigrantów popowstaniowych i pozbawione opieki zesłano w głąb Rosji, jako rekrutów specjalnych batalionów dziecięcych, jednak większość z nich zmarła w drodze z zimna i głodu…  

    Mikołaj I przekształca w praktyce Królestwo Polskie w jedną z prowincji cesarstwa, znosi konstytucję z 1815 r., nadając w roku 1832 tzw. Statut Organiczny. Zlikwidowano rząd, sejm i wojsko. Autonomia Królestwa staje się iluzoryczna… W 1837 r. zamieniono województwa na gubernie. Powstaje gubernia sandomierska z siedzibą w Radomiu i krakowska z siedzibą w Kielcach, a 4 lata później gubernie radomska i kielecka.

    Zniesienie barier celnych na zboże z Rosji powoduje spadek cen, zatem właściciele ziemscy przestawiają się na hodowlę, co wymaga jednak zwiększenia obszarów na pastwiska i uprawę pasz, a to z kolei prowadzi do rugowania chłopów z ich ziemi. Powstają konflikty społeczne, ok. 40 % włościan w poł. XIX w. stanowili bezrolni. Coraz częściej pańszczyzna zamieniana jest na czynsz. W Królestwie, w Kielcach i okolicy żyło się coraz biedniej…

    Ogólnie rzecz ujmując – w Polsce szlachta z dawien dawna – na rozkaz króla – szła na wojnę, aby „szlachtować”. Chłopi, otrzymawszy od szlachcica kawałek ziemi w użytkowanie, a nie mając większego majątku, spłacali „kredyt”, zwany „pańszczyzną” – pracując określony czas w tygodniu na polu szlachcica. Nadużyciem było zmuszanie chłopów do dodatkowych, darmowych posług – tzw. „daremszczyzny”. Chłop w dawnej Polsce nie był niewolnikiem (jak np. w Rosji) – miał swoje obowiązki, ale też prawa i dobra osobiste. Szlachcic, co prawda lepiej jadł i pił (choć nie zawsze, bo bywali włościanie bogatsi od szlachty), ale nie wiedział, czy z wojny powróci cały i zdrów, zaś chłop może żył ubogo – z poczuciem zależności – ale spokojniej i raczej nie marzył o chwalebnej śmierci daleko od domu, co pokazały m.in. masowe dezercje chłopów wziętych w kamasze, zwłaszcza za czasów Napoleona. Ten porządek rzeczy (w miarę uczciwy układ, który mógł się zmieniać ewolucyjnie) koniecznie chcieli zmienić na swoją modłę rewolucjoniści wszelkiej maści, aby uszczęśliwić chłopa na siłę, ale najpierw – w drodze po to „szczęście” pragnęli, by poderżnął gardło dziedzicowi lub dzierżawcy majątku ziemskiego i jego rodzinie, a następnie pragnęli wysłać chłopa na barykady, by niósł to „szczęście” całemu światu…

    Tak uważali i polscy rewolucjoniści, którzy w poł. XIX w. trafili na – korzystny dlań – biedny, popowstaniowy grunt na wsi polskiej pod zaborem rosyjskim… Do takich należał m.in. Aleksander Wężyk i Gustaw Ehrenberg, którzy chcieli nadać przyszłemu powstaniu charakter „wojny domowej”… Czy zatem chodziło o niepodległość, czy raczej o rewolucyjną rzeź w imię utopijnego „postępu”? Ehrenberg zakłada w Warszawie filię utworzonego w Krakowie Stowarzyszenia Ludu Polskiego, którego komórka w 1838 r. powstaje w Kielcach pod przewodem emisariusza tegoż tajnego związku – Karola Bogdaszewskiego, który przedstawiał program walki radykalnej – internacjonalnej rewolucji, do której mieliby się przyłączyć także Rosjanie… Nie doczekał się swojego szturmu na „Pałac Zimowy”… W maju 1838 r. został aresztowany i skazany na 20 lat ciężkich robót na Syberii. Kliku młodych ludzi, wciągniętych w spisek, także zesłano w głąb Rosji. Już w 1836 r. uczeń kieleckiego gimnazjum – Anastazy Haennel – wraz z grupą swoich kolegów zawiązuje tajną organizację spiskową. Jednakże najbardziej znanym spiskowcem tamtego czasu jest ww. ksiądz – rewolucjonista – Piotr Ściegienny, urodzony w roku 1801 w Bilczy pod Kielcami, który ok. 1838 r. stworzył tajną organizację Związek Chłopski. Na poglądy Ściegiennego duży wpływ miały prace filozofa – Henryka Kamieńskiego, kolportowane tajnie po Polsce, m.in. tzw. „Katechizm demokratyczny”. Kamieński uważał, że jedyną drogą do wyzwolenia kraju jest wojna ludowa, prowadzona przez masy chłopskie pod przewodem doświadczonych dowódców, zaś wobec wrogów rewolucji zalecał stosowanie terroru na wzór francuski… 

    Ściegienny nawiązał kontakt ze spiskowcami Stowarzyszenia Ludu Polskiego, a gdy ta organizacja została rozbita masowymi aresztowaniami na terenie Królestwa i Galicji w 1839 r., związał się m.in. z tzw. Związkiem Narodu Polskiego, na czele którego stanął Edward Dembowski, zwany „Czerwonym Kasztelanicem” – arystokrata i rewolucyjny radykał. Dembowski uważał, że „wolność tylko tam być może, gdzie nie ma własności” i dążył do jej całkowitego zniesienia na drodze zbrojnego powstania, a następnie zaprowadzenia „ludowej władzy”. Skąd my to znamy… Bolszewicy by się nie powstydzili. Oczywiście te rewolucyjne miazmaty były kładzione do młodych głów w opakowaniu niepodległości.

    Piotr Ściegienny zostaje wyznaczony do przygotowania powstania w okolicach Kielc, Radomia i Lublina. Wciągnął do spisku członków swojej rodziny, część młodej inteligencji i mieszczaństwa, skupioną w konspiracyjnych ośrodkach miejskich, a także chłopów, do których docierał osobiście lub poprzez swoich emisariuszy. Ściegienny zawarł swoje rewolucyjne poglądy i recepty w tzw. „Złotej książeczce”, a dla zwiększenia posłuchu wśród chłopów fałszował listy papieskie, mające jakoby wzywać „rolników i rzemieślników” do walki przeciw „panom i monarchom”, a nawet gwarantować za to liczne odpusty i błogosławieństwa… W rzeczywistości papież Grzegorz XVI był zdecydowanym przeciwnikiem wszelkich rewolucji, a ponadto „papież Grzegorz był pod wpływem Rosjanina – posła – ks. Gagarina” – jak podawał m.in. Lech Stępkowski…

    Ściegienny pisał do chłopów m.in. tak: „Ciężko pracujecie nie dla siebie, trzeba, aby panowie oddali wam, co jest wasze… gdyby jednak dobrowolnie oddać nie chcieli, gwałtem im odebrać należy…”. Grzegorz Braun pisze o rewolucjonistach tamtej epoki m.in. tak: „…fatalnie zbałamuceni i innych wytrwale bałamucący księża – komuniści: Ściegienny, Mikoszewski i inni krzewiciele rodzimej wersji »teologii wyzwolenia«, jeśli nawet nie wszyscy mają swoje pomniki, to przynajmniej tabliczki z nazwami ulic, placów, szkół podstawowych i wyższych uczelni…”. Może to ocena nazbyt surowa, ale trzeba przyznać, że sowieckie władze w Polsce (tzw. „władze PRL”) doceniły rewolucyjną działalność Ściegiennego, np. w podkieleckiej Bilczy – miejscu jego urodzenia – szkole podstawowej nadano imię tego przecież katolickiego kapłana… Do dziś jest on patronem tejże szkoły itp.

    Piotr Ściegienny nie tylko wierzył w idee utopijne i groźne, ale konsekwentnie wcielał je w życie. Z drugiej strony można by go próbować uznawać za ówczesnego „wolnościowca” – dążącego do zniesienia ucisku podatkowego, problem w tym, że według niego – w wyniku ludowej rewolucji – zniknąć powinna wszelka własność prywatna...

    Rewolucję zaplanowano na 1846 r., jednakże przednówek roku 1844 był niesłychanie ciężki dla chłopów z okolic Kielc, Radomia i Lublina, którzy odmawiali prac pańszczyźnianych. Taki podatny grunt nie został przeoczony przez spiskowców, którzy w pośpiechu, z rewolucyjnym zapałem, lecz bez zachowania należytej ostrożności, przystąpili do wzniecenia „wojny ludowej”. 

    Do wybuchu powstania w październiku roku 1844 nie doszło – Ściegienny i jego sztab, po tajnym wiecu w okolicy Kielc, zostali zdradzeni, pojmani przez Moskali i osadzeni w więzieniu przy Zamkowej, skąd byli zsyłani na Sybir… Ten los spotkał ponad 40 młodych ludzi, spośród ponad 200 aresztowanych. Ściegienny został też w 1846 r., decyzją kapituły katedry lubelskiej, zdegradowany – „pozbawiony sakry i praw stanu duchownego”. Car uważał Ściegiennego za człowieka wielce niebezpiecznego, i – choć zamienił mu karę śmierci na katorgę – nie zezwolił na wcześniejszy powrót ze zsyłki… Ściegienny powrócił do kraju dopiero w 1871 r., kiedy był już w sędziwym wieku. Osiadł w Lublinie (w 1883 r. odzyskał godności kapłańskie) i tam w 1890 r. dokonał żywota…

    W obawie przed kolejnymi buntami chłopskimi na terenie Kongresówki wydano zarządzenie znoszące „daremszczyzny”. Co nieco utrudniło plany powstania, planowanego na 1846 r. na terenie trzech zaborów, które ostatecznie skupiło się w okolicach Krakowa – tzw. Powstanie krakowskie – i zakończyło się po kilku dniach zajęciem miasta przez wojska austriackie oraz rosyjskie, a także likwidacją tzw. Rzeczypospolitej Krakowskiej. Powstanie to – będące dziełem takich radykalnych rewolucjonistów, jak Edward Dembowski, gen. Ludwik Mierosławski czy Jan Tyssowski – doprowadziło także do represji na terenie trzech zaborów. Spiskowcy setkami trafiali do więzień, na zesłanie lub w ręce kata… Ta rewolucyjna ruchawka doprowadziła też do rzezi szlachty galicyjskiej przeprowadzonej przez zbuntowanych chłopów, podburzonych przez Austriaków, którzy już po stłumieniu powstania krakowskiego przywrócili pańszczyznę i bezwzględnie uśmierzyli bunt chłopski. Na czele chłopów stał osławiony Jakub Szela ze wsi Smarzowa, który otrzymał od Austriaków w nagrodę 30 mórg ziemi na Bukowinie… Mogłoby się wydawać, że śmierć Dembowskiego od austriackich kul (gdy szedł z procesją na spotkanie zbuntowanych chłopów) oraz rzeź galicyjska Szeli, ostudzi zapędy rewolucjonistów. Nic z tych rzeczy… Fala rewolucyjnego wrzenia już wkrótce miała ogarnąć całą Europę, a jednym z impulsów tej zawieruchy było właśnie owo powstanie krakowskie.

    Wybuch rewolucyjnych wystąpień na kontynencie poprzedza jeszcze m.in. klęska nieurodzaju z lat 1845 – 1847 i związana z tym fala głodu, wojna domowa w Szwajcarii w 1847 r. zakończona klęską konserwatywnych kantonów katolickich oraz ogłoszenie przez Karola Marksa i Fryderyka Engelsa w lutym 1848 r. w Londynie „Manifestu komunistycznego”, kreślącego mroczne wizje zniesienia siłą prywatnej własności środków produkcji i budowy społeczeństwa socjalistycznego – bezklasowego… Marks był nazywany „przyjacielem polskiej rewolucji” i darzył przyjaźnią jej znanego przedstawiciela – Joachima Lelewela (przemawiali nawet obok siebie na zebraniach w Brukseli na pocz. 1848 r.).  

    Rewolucyjny bunt wobec dominacji państw Świętego Przymierza w Europie w roku 1848, który nazywamy „Wiosną Ludów”, ma podłoże zróżnicowane – w potwornym tyglu mieszały się rzeczywiste dążenia niepodległościowe narodów i radykalna ponadnarodowa walka klas… W ciągu kilku tygodni powstania i rewolucje ogarnęły Europę od Paryża i Neapolu po Berlin i Wielkopolskę. Trzęsły się trony, gabinety rządowe, ogłaszano konstytucje i przyznawano prawa obywatelskie, a wkoło słychać było stare rewolucyjne wezwanie do walki o „wolność, równość i braterstwo”…

    W tych gorących wydarzeniach czynny udział wzięło wielu Polaków, wiernych hasłu: „Za wolność waszą i naszą”… Adam Mickiewicz, redagujący w Paryżu pismo „Trybuna Ludów”, tworzy we Włoszech Legion Polski, który walczy tam przeciwko Austriakom i Francuzom, m.in. wśród radykalnych partyzantów Giuseppe Garibaldiego. W Italii walczy też gen. Wojciech Chrzanowski – mianowany przez króla Piemontu w październiku 1848 r. szefem sztabu, a w lutym 1849 r. naczelnym wodzem armii sardyńskiej; a także gen. Ludwik Mierosławski – przybyły w grudniu 1848 r. wraz z grupą Polaków na pomoc rewolucjonistom Sycylii.

    Gdy jesienią 1848 r. Austriacy wkraczają na teren republiki węgierskiej, z pomocą naszym „bratankom” pospieszyło tysiące Polaków, których w maju 1849 r. włączono w skład Legionu Polskiego pod dow. gen. Józefa Wysockiego. Z kolei gen. Józef Bem – wybitnie uzdolniony dowódca i nieco rewolucyjny monarchista – dowodzący obroną Wiednia przed wojskami cesarskimi w czasie „rewolucji październikowej” 1848 r., po kapitulacji tego miasta przedostaje się na Węgry i walczy w Transylwanii z wojskami austriackimi oraz rosyjskimi, a następnie zostaje w sierpniu 1849 r. naczelnym dowódcą armii węgierskiej, by wkrótce ponieść klęskę w ostatniej bitwie powstania pod Temesvarem i wraz z niedobitkami schronić się w Turcji. Również gen. Henryk Dembiński był przez krótki czas naczelnym wodzem armii węgierskiej.

    Polacy walczyli również w Niemczech – w Dreźnie wśród przywódców rewolucji był Wiktor Heltman, na terenie Palatynatu dowodził gen. Franciszek Sznajde (pod jego komendą walczył m.in. Engels), zaś w Badenii walką kierował gen. Mierosławski, który skutecznie przez pewien czas stawiał czoła przeważającym siłom księcia Wilhelma Pruskiego – przyszłego cesarza.

    Wcześniej – wiosną 1848 r. – Mierosławski stanął na czele powstania w Wielkopolsce, zakończonego kapitulacją pod Wrześnią 9. maja. Również na Śląsku dochodzi do wystąpień rewolucyjnych w rejonie Bytomia, Jawora, Brzegu, Opola, Bolkowa i Wrocławia, inspirowanych m.in. przez Emanuela Smolkę, Józefa Lompę i ks. Józefa Szafranka. Rewolucyjna zawierucha nie omija znów Galicji, w Krakowie tworzone są barykady, jednak – po intensywnym ostrzale artyleryjskim Krakowa ze Wzgórza Wawelskiego – miasto kapituluje 26 IV 1848 roku. Austriacy, stosując znów zasadę „dziel i rządź”, podburzają Ukraińców przeciwko Polakom. Próby porozumienia polskich spiskowców z Ukraińcami spaliły na panewce, a w listopadzie 1848 r. Austriacy ostrzelali Lwów, zmuszając miasto do kapitulacji. W całej Galicji wprowadzono stan wojenny, jednocześnie władze przystępują na tym terenie do reformy rolnej…

    Najbardziej osłabiona z Wiosny Ludów wyszła właśnie Austria, szukająca nadal oparcia w Rosji, jednocześnie nie ustając w knowaniach przeciwko niej… Zaostrzają się także relacje Prus z Rosją. W roku 1853 car Mikołaj I, dążąc do kontroli nad cieśninami Bosfor i Dardanele, wywołał wojnę z Turcją, zwaną też wojną krymską lub wschodnią, w której po stronie tureckiej uczestniczą jednostki polskie „pod przykrywką” – tzw. „kozacy otomańscy” pod dow. Michała Czajkowskiego, zwanego Sadykiem Paszą, a także „kozacy ICM sułtana” – dywizja pod dow. gen. Władysława Zamoyskiego. W marcu 1854 r. do wojny przeciwko Rosji nad Bosforem przystąpiły Anglia, Francja i Piemont. Natomiast Austriacy wymuszają na Rosji wycofanie się z Bułgarii i księstw naddunajskich.

    Za głównego reprezentanta sprawy polskiej wobec państw zachodnich i Turcji uważano księcia Adama Jerzego Czartoryskiego, który dodatkowo musiał się zmagać z radykalnymi nastrojami rewolucyjnymi w szeregach wojsk polskich w Turcji oraz w kraju, którego nie chciał narażać na przedwczesny, kolejny rozlew krwi i zalecał „trwać w konspiracji, przezorność i ostrożność”. Czartoryski, widząc bezczynność mocarstw wobec sprawy polskiej, oświadczył, że „naród polski nie powstanie”, dopóki wojska sprzymierzone nie staną w granicach kraju wraz z wojskami polskimi „i kiedy zostanie uznana przez rządy Polska cała i niepodległa, jaką była przed rozbiorami. Te warunki są nieodzowne…”. Wypadki dziejowe potoczyły się inaczej i mocarstwa niewiele sobie robiły z takich warunków, a po latach Józef Ignacy Kraszewski skwitował to tak: „…Emigracja po roku 1831 wzięła na siebie posłannictwo dyplomatyczne i miała przygotować, wywołać akcję obcych mocarstw dla Polski, mocarstw, które chętnie posługiwały się nami, dawały jałmużnę, ale nigdy nic uczciwie i szczerze nie uczyniły dla nas, a zdradzały nas bezwstydnie co chwila, coraz nowymi karmiąc obietnicami…”. Podobnie chętnie wykorzystywali nas rewolucjoniści ówczesnej Europy, wciąż przelewaliśmy krew nie w swojej sprawie…

    Polacy walczą też w wojnie o zjednoczenie Włoch w latach 1859 – 1861, m.in. biorąc udział w straceńczym marszu „tysiąca czerwonych koszul” prowadzonym przez Garibaldiego, który wiosną 1860 r. wylądował na Sycylii i wywołał tam ludowe powstanie. Rewolucjoniści odnoszą sukces, doprowadzając w konsekwencji do ucieczki z Neapolu króla Obojga Sycylii – Franciszka II Burbona. Garibaldi był radykalnym wyznawcą rewolucji i walki klas. Kilka razy, wkraczając do Rzymu na czele swoich oddziałów, walczył z Państwem Kościelnym, doprowadzając w końcu do jego likwidacji w roku 1870. Do dziś przypomina się, iż Garibaldi miał trzy osły, którym nadał imiona: Napoleon III, Pius IX i Niepokalane Poczęcie… W marcu 1861 r. ogłoszono powstanie Królestwa Włoch, na tronie którego zasiadł Wiktor Emanuel II. Wśród Polaków, walczących u boku Garibaldiego, byli m.in.: Julian Konstanty Ordon – komendant słynnej wolskiej reduty w 1831 r. i uczestnik rewolucji węgierskiej z 1848 r. – dowodzący artylerią, a także Marian Langiewicz – były oficer armii pruskiej, wykładowca Polskiej Szkoły Wojskowej w Genui założonej w 1861 r., a następnie krótkotrwały dyktator kolejnego powstania polskiego w pocz. 1863 roku…

  p  Przechodzimy właśnie do części ekspozycji OMPiO poświęconej Powstaniu Styczniowemu, które głęboko i gorzko zapadło w pamięci ówczesnych Polaków…

    Wojna krymska jest końcem Świętego Przymierza, zaś Rosja wychodzi z tej wojny mocno osłabiona – pozbawiona m.in. wpływów w basenie Morza Czarnego, a na dodatek wewnątrz imperium nasilają się ruchy rewolucyjne… Car Aleksander II, chcąc załagodzić ferment w kraju, wprowadza odgórnie reformy, nazywane „odwilżą posewastopolską”, które częściowo mają zastosowanie w Królestwie Polskim – m.in. amnestia z roku 1856, dzięki której powróciła do domów duża liczba więźniów i zesłańców. Rosyjska reforma rolna z 1861 r. nadaje wolność chłopom, ale stawia ich – przeważnie ludzi bez grosza przy duszy – przed koniecznością wykupu ziemi, co powoduje rozruchy chłopskie w latach 1861 – 1863. Reforma ta nie objęła Królestwa Polskiego, gdzie trwały spory czy oczynszować, czy uwłaszczyć chłopów. To, co powinno zmieniać się powoli i stopniowo, jak uważali tzw. „millenerzy” z Edwardem Jurgensem na czele, radykałowie chcieli zmienić natychmiast, by z „wolnych” włościan uczynić rewolucjonistów, natomiast zwolennicy współpracy z carem – na czele z margrabią Aleksandrem Wielopolskim (ordynatem pińczowskim) – czekali na decyzje z Rosji, sami nie paląc się do zmian. Jeśli zaś chodzi o powrót do większej autonomii Królestwa, to już 1856 r. Aleksander II oświadczył delegacji polskiej: „Żadnych marzeń, panowie, żadnych marzeń. Szczęście wasze zamyka się tylko w zupełnym zespoleniu z Rosją…”.

    Od początku 1861 r. Warszawa wstrząsana jest manifestacjami religijnymi i patriotycznymi, którym próbuje przeciwdziałać Wielopolski, a z którymi policja i kozacy rozprawiają się brutalnie. Są zabici i ranni, są uwięzieni… Początkowe ustępstwa władz wytwarzają w społeczeństwie polskim przekonanie o skuteczności męczeńskiej drogi do odzyskania niepodległości (pięć ofiar manifestacji z 27 lutego – pięć ran Chrystusa), a z drugiej strony pragnienie zemsty… Wielopolski, nie mogąc porozumieć się ani z twardogłowymi Moskalami, ani z rozpalonymi zarzewiem buntu Polakami, wyjeżdża do Petersburga, by przekonywać cara do ustępstw, w celu zażegnania niepokojów… W Królestwie zostaje wprowadzony stan wojenny. Na Placu Zamkowym 8 IV 1861 r. – z rozkazu gen. Stiepana Chrulewa – wojsko masakruje kolejną demonstrację – padają dziesiątki zabitych, jest kilkuset rannych. Tym razem nie ma uroczystych pogrzebów, ciała znikają bez śladu… Na domiar złego wojsko i policja nie cofa się także przed wypędzaniem ludzi z kościołów, co powoduje jeszcze większe wrzenie na zewnątrz, a w podziemiu rozpoczynają się przygotowania do powstania…

    Również na prowincji – szczególnie po zesłaniu na Sybir bpa Antoniego Białoskórskiego, który zamknął sprofanowane kościoły warszawskie – narastają bunt i chęć odwetu. W Kielcach sytuację zaognia napaść rosyjskich żołdaków na ks. Józefa Zajdlera – wikariusza kolegiackiego, jadącego z Najświętszym Sakramentem do chorej. W Bodzentynie w lipcu 1861 r. – po śmierci księcia A. J. Czartoryskiego – odbyła się wielka manifestacja patriotyczna w miejscowej farze. W Kielcach 15 VIII 1861 r. – dla upamiętnienia unii polsko – litewskiej – ulicami miasta przeszła uroczysta procesja. Centrum takich wydarzeń stał się jednak szczyt Łysej Góry – Świętego Krzyża – jedno z najważniejszych polskich miejsc kultu – gdzie we wrześniu 1861 i 1862 r. – odbyły się manifestacje z udziałem wielu pielgrzymek z różnych stron Królestwa. Uroczystości z 14 IX 1861 r. zgromadziły na łysogórskich błoniach ok. 30 000 ludzi, w tym 300 duchownych. 

    Niewątpliwie rosyjskie uderzenie w święte dla Polaków symbole wiary chrześcijańskiej było bardzo ważną przyczyną wybuchu powstania. Trzeba też dodać, że polscy rewolucjoniści, masoni itp. chętnie podszywali się pod symbole religijne dla wciągnięcia konserwatywnej ludności polskiej do walki o ich „postępowe” cele, często będące konkretnymi celami obcych sił… Można tu wspomnieć śmierć ww. Dembowskiego, który stanął na czele procesji w czasie powstania krakowskiego w 1846 r., po to, by zjednać do walki zbuntowanych chłopów. Jednak rewolucjoniści z Zachodu i Wschodu niechętnie patrzyli na takie praktyki, np. Garibaldi i „przyjaciele Moskale” byli przeciwni religijnym symbolom w powstaniu styczniowym. Jak podają niektóre źródła, gdy w maju 1861 r. w Paryżu Joachim Lelewel na łożu śmierci zwraca się na nowo ku wierze przodków, ruszyły doń całe „pochody” rewolucjonistów i masonów francuskich, by temu zapobiec… Również Marks i Engels gorąco dopingują z daleka Polaków w czasie ich walki powstańczej z lat 1863 – 1864… W kraju wspiera powstanie duża liczba ochotników zagranicznych – m.in. Włosi, Francuzi, Rosjanie… Grzegorz Braun pisze o kulcie „nasyłanych do nas w dobie Prowokacji Styczniowej »garybaldczyków«. Czas otrzeźwieć, panowie, z rewolucyjnego zaczadzenia: Francesco Nullo »poległ za Polskę« w 1863 roku – w takim samym sensie, w jakim sto lat później »poległ za Boliwię« Che Guevara…”. Może to znów zbyt surowy osąd, jednak, patrząc na powyższe, pewnie coś w tym jest… No i ta „Prowokacja Styczniowa”…

    Oprócz sił rewolucyjnych – ówczesnych komunistów i lóż masońskich, którym na rękę było polskie powstanie, niektórzy badacze problemu wskazują na liczne działania w tym kierunku służb obcych państw – zwłaszcza Prus i Austrii, ale też Anglii, Włoch czy Francji… Wskazuje się głównie na Prusy i Bismarcka, dążącego do zjednoczenia Niemiec oraz jego rozgrywki z Anglikami przeciw Rosji. Takie działania służb pruskich mają miejsce już po 1831 roku. Na uwagę i dokładne zbadanie zasługują działania w tym zakresie szefa policji poznańskiej – Edmunda von Baerensprunga, który dysponował rozbudowaną siecią agenturalną i skutecznie posługiwał się narzędziem prowokacji... Wskazuje się też na dziwne zachowanie byłego oficera pruskiego i Garybaldczyka – gen. Mariana Langiewicza, który – po rozpętaniu powstania na pocz. 1863 r. na Kielecczyźnie, początkowych sukcesach i ogłoszeniu go dyktatorem – nagle opuszcza swoje oddziały, przekracza kordon i w Galicji zostaje internowany przez Austriaków… Uwolniony, przebywał w Anglii, Szwajcarii, a potem w Turcji, gdzie m.in. był przedstawicielem niemieckich fabryk Kruppa… Nie mniej dziwne jest zachowanie kolejnego Garybaldczyka i dowódcy powstania wielkopolskiego w 1848 r. – gen. Ludwika Mierosławskiego, który przyjął w Paryżu od emisariusza powstańczego rządu powołanie na dyktatora powstania, ale przybył do Królestwa dopiero 17 II 1863 r. i na czele niewielkiego oddziału włączył się do walki, doznając porażek w dwóch bitwach na Kujawach. Po kilku dniach Mierosławski opuszcza kraj, nie rezygnując jednak z dyktatury, i – skonfliktowany z Langiewiczem oraz Stefanem Bobrowskim – oczernia z Paryża przywódców krajowych za fatalne przygotowanie powstania. Podobno oddział Mierosławskiego był uzbrojony w broń pochodzącą z pruskich magazynów wojskowych… Grzegorz Braun dodaje: „…jak długo wojskowe uczelnie nosić będą imiona takich kondotierów cudzej sprawy, jak np. Jakub Jasiński, Marian Langiewicz czy Jarosław Dąbrowski – tak długo nasze państwo posadowione będzie na nietrwałym i niepewnym fundamencie ideowym”. I to też może nazbyt surowe stwierdzenie… Niech każdy rozstrzygnie to we własnym sumieniu i rozumie…

    Na uwagę zasługuje też sprawa Zygmunta Kaczkowskiego – uzdolnionego powieściopisarza historycznego i poety, uczestnika powstania krakowskiego w 1846 r., który – oskarżony o zdradę stanu przez Austriaków w październiku 1861 r. i skazany na 7 lat ciężkiego więzienia, został ułaskawiony już w grudniu 1862 r., a następnie w czasie powstania organizował w Galicji zaplecze dla walczących za kordonem. Dopiero w listopadzie 1863 r. przejęto zaszyfrowaną depeszę, świadczącą o tym, że Kaczkowski jest agentem austriackim o pseudonimie „Kosiarz”… Tajny sąd skazał go 21 I 1864 r. na utratę czci i banicję, jednak rząd narodowy tego wyroku nie zatwierdził, jednak Kaczkowski wyjechał do Paryża, gdzie kontynuował swoją działalność agenturalną. Tak samo było w Wiedniu. Współpraca Kaczkowskiego z wywiadem austriackim przyczyniła się do fali aresztowań, wprowadzenia stanu wojennego i zahamowania w 1864 r. dostaw broni i ludzi z terenu Galicji. Do tego momentu Austriakom zależało na podsycaniu powstania… Kaczkowski był też – wydaje się – uzdolnionym finansistą – w Wiedniu i Paryżu zrobił duży majątek na tego typu skomplikowanych operacjach… A może były one częścią większych gier wywiadowczych… W każdym razie dziś wielu uważa, że Kaczkowski zdradził z przyczyn ideowych, chcąc powstrzymać radykałów od narodowej ofiary całopalnej. Jak było, tak było…

    Również „twarde” stronnictwo rosyjskie, dążące wytrwale do rusyfikacji ziem polskich, nęka i prowokuje do powstania metodami wyżej opisanymi, które wciela w życie m.in. gen. Fiodor Trepow – oberpolicmajster warszawski w latach 1860 – 1861, członek Rady Stanu Królestwa Kongresowego i generał – policmajster Królestwa w latach 1863 – 1866.

    Wśród spiskowców nie do końca jasna jest rola żydowskiego bankiera, przedsiębiorcy (monopolisty tytoniowego) – Leopolda Kronenberga – przedstawiciela stronnictwa „Białych” (domagających się – w przeciwieństwie do „Czerwonych” – dłuższego czasu na dobre przygotowanie powstania). „Biali” posiadali duże wpływy w trzech zaborach i spore środki finansowe. Prowadzili też własna grę wywiadowczą, a ich emisariusze swobodnie poruszali się po Europie. Kronenberg, wchodzący w skład Dyrekcji „Białych”, wykłada dużą kwotę pieniędzy na broń... Po upadku powstania rezygnuje z aktywności politycznej i prowadzi swoje interesy na jeszcze większą skalę, a jest to łatwiejsze, bo Królestwo w praktyce staje się częścią ogromnego imperium rosyjskiego... Buduje z rozmachem linie kolejowe (rywalizując m.in. z ww. Janem Blochem), zaś car odznacza go Orderem Św. Włodzimierza i obdarowuje dziedzicznym szlachectwem w roku 1868… Kronenberg, w przeciwieństwie do innych spiskowców, ma też dobre relacje z margrabią Aleksandrem Wielopolskim…

    I czas przejść do tragicznej postaci ordynata pińczowskiego oraz jego roli w tych dramatycznych wypadkach dziejowych. Wielopolski z jednej strony starał się w Petersburgu o ustępstwa dla Polaków, zaś z drugiej swymi nierozważnymi, twardymi posunięciami – chcąc usilnie powstrzymać rewolucjonistów – raczej prowokuje ich do działania i zraża do siebie większość społeczeństwa. Można zrozumieć troskę Wielopolskiego o zachowanie resztek autonomii Królestwa i walkę o powstrzymanie kolejnego rozlewu krwi, ale jego bezkrytyczne oparcie się we wszystkim o majestat obcego imperatora – zaborcy trudno zmieścić w polskim pojmowaniu patriotyzmu… Z drugiej zaś strony, niełatwo w tymże zmieścić wielu poczynań rewolucjonistów, np. porozumienia „Czerwonych” z rosyjską organizacją „Ziemia i wola” we współdziałaniu „rewolucji polskiej i rosyjskiej” (takie współdziałanie podejmą nieco później m.in. F. Dzierżyński i F. Kon…). Wielopolski był w swoich poczynaniach niemal całkowicie osamotniony – znalazł się między młotem a kowadłem – pomiędzy dwoma stronami nieuchronnie prącymi do zwarcia… W sierpniu 1862 r. podjęto nawet nieudane próby zamachów na jego życie. Decyzje Wielopolskiego, podejmowane w ramach urzędu dyrektora Komisji Rządowej Wyznań Religijnych i Oświecenia Publicznego, a potem naczelnika rządu cywilnego, są mocno dyskusyjne… W Warszawie powstaje tzw. Szkoła Główna o funkcjach uniwersytetu i trwa reforma szkolnictwa, ludność żydowska w miastach zostaje zrównana w prawach z polską, a chłopi – w ramach opanowania nastrojów buntowniczych – zostają w 1861 r. uwolnieni od pańszczyzny, a w 1862 r. wieś zostaje oczynszowana. Jednakże reformy szkolnictwa mają słabe wzorce i wykonanie, Żydzi nie są do końca zadowoleni, a chłopi jeszcze bardziej, bowiem oczynszowanie, odebranie serwitutów i możliwość dalszego rugowania z ziemi stawia ich niejednokrotnie w trudniejszej sytuacji niż dotychczas…

    Wszelako spod pióra Wielopolskiego wyszły dekrety jeszcze bardziej dyskusyjne i znamienne w skutkach… Margrabia likwiduje Delegację Miejską, straże obywatelskie i Towarzystwo Rolnicze, co jest przyczyną demonstracji ulicznych i wprowadzenia stanu wojennego w 1861 r., a następnie forsuje tzw. „ustawę o zbiegowiskach”, która pozwala na zbrojną pacyfikację demonstrantów. Odrzuca też propozycję współpracy przedłożoną mu przez „Białych”. Kulminacją wszystkiego jest zarządzenie przez Wielopolskiego tzw. „branki” – poboru do armii carskiej ok. 10 000 imiennie wyznaczonych młodych mężczyzn, podejrzanych o związki z „Czerwonymi”… Margrabia najprawdopodobniej przypuszczał, że rewolucja wybuchnie prędzej czy później i postanowił zdusić ją w zarodku, co skwitował słowami: „wrzód zebrał i rozciąć go należy”… Niestety chirurgami musieli być Moskale… To było jak włożenie kija w mrowisko… Lawina ruszyła… Branka została przeprowadzona w Warszawie w nocy 14/15 I 1863 r., jednak większość nią zagrożonych udała się wcześniej do Puszczy Kampinoskiej, a Komitet Centralny, który ogłosił się Tymczasowym Rządem Narodowym, uprzedzając termin poboru na prowincji, ogłosił wybuch powstania na 22 I 1863 roku…

    Wielopolski utracił zaufanie Aleksandra II, został zdymisjonowany i – poróżniony zarówno z Polakami jak i Rosjanami – w lipcu 1863 r. opuścił Warszawę, udając się na emigrację. Resztę życia spędził w osamotnieniu w Dreźnie. Po śmierci jego zwłoki zostały sprowadzone do kraju i spoczęły w kryptach kościoła w Młodzawach k. Pińczowa… 

    Pierwszej nocy powstania ok. 6 000 przeważnie młodych ludzi, uzbrojonych przeważnie w broń myśliwską, kosy, drągi, piki i szable przodków, ruszyło naprzeciw ponad 100 000 Moskali, atakując 18 wrogich garnizonów, co w wielu przypadkach nie skończyło się dobrze… Jednak zmusiło to Rosjan do skoncentrowania swych sił w ważniejszych ośrodkach administracyjnych i na kluczowych szlakach komunikacyjnych. Siły powstańcze w Królestwie w kulminacyjnej fazie ich rozwoju – latem 1863 r. – szacuje się na ok. 25 – 30 tys. żołnierzy… Zatem, siłą rzeczy, dalsza walka musiała przybrać głównie charakter działań partyzanckich… 

    W Kielcach w noc wybuchu powstania, w rejonie koncentracji tzw. pułku kieleckiego – w obrębie lesistych wzgórz na zachodnich rubieżach miasta, stawiło się ok. 200 – 300 spiskowców, oddanych pod komendę płk. Apolinarego Kurowskiego (uczestnika powstania wielkopolskiego w 1848 r.), jednak ze względu na niedostateczną ilość uzbrojenia nie podjęto ataku na tutejszy silny garnizon rosyjski, którym dowodził płk. Ksawery Onufry Czengiery. Zgrupowanie rozwiązano, a część powstańców w drodze powrotnej została wyłapana i powieszona… Kurowski z resztą ludzi wycofał się w okolice Ojcowa.

    Uwłaszczenie chłopów na terenie Królestwa, ogłoszone dekretami Tymczasowego Rządu Narodowego, miało spowodować masowy napływ włościan w szeregi powstańczej armii. Wielu chłopów zachowało wobec tych deklaracji postawę nieufną i wyczekującą, inni przejawiali wręcz wrogość wobec powstania, m.in. grabiąc i wydając w rosyjskie ręce żołnierzy polskich (o czym donosiły raporty z okresu powstania). Jednak spora liczba chłopów podążyła pod narodowe sztandary i znaki wiary katolickiej… 

    Powstanie w latach 1863 – 1864 ogarnęło niemal cały zabór rosyjski, jednak w różnym stopniu zaangażowania uczestników i natężenia walk. Bitewny zgiełk dobiegał mocno z Sandomierszczyzny, Lubelszczyzny, Podlasia, Mazowsza, części Wielkopolski, Ukrainy, Litwy, Żmudzi… Stoczono ponad 1 200 bitew i potyczek, z czego blisko 200 na terenie dawnego województwa sandomierskiego…

    W początkowej fazie „Powstania niespełnionych nadziei” najważniejsze zdarzenia rozegrały się właśnie w okolicy Kielc. A to za sprawą ww. gen. Mariana Langiewicza (ogłoszonego 10 III 1863 r. dyktatorem powstania) oraz płk. Dionizego Czachowskiego, tworzących na terenie Gór Świętokrzyskich korpus powstańczego wojska, liczący ok. 1 500 żołnierzy. Docierały do Warszawy echa wystrzałów z bitewnych pól, m.in.: Jedlni i Szydłowca (23 I 1863 r.), Bodzentyna, Suchedniowa, Świętego Krzyża – Nowej Słupi (11 II 1863 r.), Miechowa (17 II 1863 r.), Małogoszcza (24 II 1863 r.), Chrobrza (17 III 1863 r.), Grochowisk (18 III 1863 r.)… Po błędach w dowodzeniu, podziale korpusu na mniejsze oddziały i niezrozumiałym opuszczeniu swych wojsk – po zwycięstwach pod Chrobrzem i Grochowiskami – gen. Langiewicz przekracza kordon i zostaje na terenie Galicji internowany przez Austriaków. Jego korpus powstańczy, liczący już wówczas ok. 3 000 ludzi, składał się ze sztabu, dwóch pułków piechoty (w tym kosynierów) i batalionu „Żuawów Śmierci”, dwóch pułków kawalerii i niewielkiej jednostki artylerii. W szeregach korpusu Langiewicza walczyli m.in.: przyszli znani pisarze – Aleksander Głowacki (Bolesław Prus) i Walery Przyborowski, Agrypin Konarski – kapucyn, misjonarz i kapelan rewolucyjny, idący do boju z krzyżem w jednej dłoni, a z rewolwerem w drugiej (powieszony na stokach Cytadeli 12 VI 1863 r.), a także Adam Chmielowski – przyszły zakonnik, błogosławiony i święty – Brat Albert…

    Warto przyjrzeć się bliżej nietypowej jednostce korpusu – „Żuawom Śmierci” – dowodzonej przez francuskiego oficera, masona – François de Rochebrune’a. W gablocie wystawy OMPiO, obok sztandaru powstańczego z czerwonym krzyżem oraz napisem: „W imię Boże – za naszą i waszą wolność”, oglądamy charakterystyczny mundur Żuawów – czarna bluza z białym krzyżem na piersiach, bufiaste spodnie typu arabskiego, wysokie buty z cholewami i czapka – czerwony arabski fez obszyty białym barankiem ze zwisającym zawadiacko kutasikiem. Orientalny haft na rękawach oznaczał stopnie wojskowe. Ta egzotyczna formacja swym umundurowaniem i zwyczajami sięgała do wzorców algierskich i francuskiej Legii Cudzoziemskiej (Rochebrune przed powstaniem walczył w Chinach). Pierwszy człon nazwy oddziału – „Żuawi” – pochodzi od nazwy algierskiego plemienia, zaś drugi człon nazwy miał symbolizować nieugiętość wobec siebie i wrogów. Żuawi śmierci, zwani „komandosami powstania styczniowego” – na tle mizerii wyszkolenia, umundurowania i uzbrojenia powstańczych formacji – prezentowali się nader okazale w marszu i w boju, niejednokrotnie przechylając szalę zwycięstwa na polską stronę, m.in. pod Chrobrzem i Grochowiskami. Po tych bitwach Rochebrune przkracza granicę (podobnie jak większość jego podkomendnych) i wyjeżdża do Francji, a batalion właściwie przestaje istnieć. Ostatni Żuawi giną w bitwie pod Krzykawką w maju 1863 r. (tam też ginie ww. włoski Garybaldczyk – płk. Francesco Nullo).

    Żuawi Śmierci biorą też udział w bitwie o Miechów 17 II 1863 r., która jest symbolem nieliczenia się rewolucyjnych radykałów z realiami wojny. Oddziały powstańcze pod dow. płk. Apolinarego Kurowskiego – naczelnika wojennego województwa krakowskiego – w sile ok. 2 500 bardzo słabo uzbrojonych żołnierzy (m.in. w drągi) – uderzają na miasto w sposób tak nieprzemyślany, że bitwa kończy się paniczną ucieczką i klęską, a korpus Kurowskiego idzie w rozsypkę. Ginie ponad 200 powstańców, tyluż jest rannych, z których część Rosjanie dobijają… Na ulicach i przedpolach Miechowa dochodzi do rzezi młodzieży krakowskiej, a na jej pamiątkę Matka Boża w Katedrze Wawelskiej do dziś nosi żałobny strój… Żuawi natomiast, w czasie brawurowego ataku na bagnety na miechowski cmentarz, zostają zdziesiątkowani…

    W ostatnich bitwach korpus Langiewicza ponosi duże straty – setki zabitych, rannych i zaginionych, kończy się amunicja, panuje głód, zmęczenie, defetyzm, a z częścią sił utracono kontakt. Większość żołnierzy – wzorem Langiewicza – przekracza granicę i składa broń przed Austriakami…

    Właściwie w formie jednolitej jednostki kontynuuje walkę jedynie 1. Pułk Piechoty płk. D. Czachowskiego, nazywanego „mistrzem wojny szarpanej”, który przechodzi w rejon Gór Świętokrzyskich i zbiera pod swoją komendę niedobitki korpusu, inne oddziały oraz ochotników (ponad 500 ludzi), a w wkrótce zostaje mianowany przez Rząd Narodowy naczelnikiem wojennym województwa sandomierskiego. Szlak bojowy „Czachowczyków” wiedzie m.in. przez okolice Strawczyna, Zagnańska, Suchedniowa, Bodzentyna, Sandomierza, Opatowa, Ostrowca, Iłży, Wąchocka i wreszcie Jawora Soleckiego, gdzie na początku listopada 1863 r. Czachowski stanął już jako – mianowany przez nowego dyktatora powstania – Romualda Traugutta – generał wojsk narodowych – z zadaniem przekształcania luźnej powstańczej siły zbrojnej w regularne, zwarte oddziały wojskowe nowo formującej się armii narodowej. Tam – w okolicach Jawora – swoich rodzinnych stronach – „stary zagończyk” Czachowski (bliski krewny Fryderyka Chopina) stanie ze swymi żołnierzami do ostatniej bitwy, ginąc w walce z moskiewską obławą.

    Tymczasem pod rozkazy gen. Józefa Hauke – Bosaka – dowódcy nowo sformowanego II korpusu (obejmującego województwa: krakowskie, sandomierskie i kaliskie) – ściągają w Lasy Cisowskie – na płd. skraj Gór Świętokrzyskich – powstańcze partie i ochotnicy. Wkrótce II korpus liczy już ponad 3 000 żołnierzy. W rocznicę wybuchu powstania – w nocy 22/23 1864 r. – oddział kawalerii narodowej w sile ok. 100 ludzi manifestacyjne uderzył na patrole rosyjskie na przedmieściach Kielc, a w Bodzentynie gen. Hauke – Bosak 23. stycznia urządza defiladę swoich oddziałów. Korpus ma koncie bitwy zwycięskie, m.in.: Opatów (25 XI 1863 r.), Ociesęki (28 XI 1863 r.), Huta Szczeceńska (9 XII 1863 r.), Iłża (17 I 1864 r.); były też porażki, m.in.: Dębno i Jeziorko (29 X 1863 r.), Bodzechów (16 XII 1863 r.), Opatów (21 II 1864 r.). Szczególnie ta ostatnia bitwa była znamienna w skutkach – oznaczała bowiem zmierzch całego powstania…

    Duża część sił II korpusu w liczbie ponad 1 000 żołnierzy, pod dow. płk. Apolinarego Kurowskiego i płk. Ludwika Topora – Zwierzdowskiego, naciskana przez Rosjan, uderza po raz wtóry na Opatów 21 II 1864 roku. „Bitwa ta, jakkolwiek nierozstrzygnięta, stanowiła dla nas przegraną i była klęską niemałą dla powstania ze względu na poniesione straty. Do pięćset ludzi z naszej strony legło tam zabitych lub rannych” – zapisał Jan Newlin Mazaraki – uczestnik bitwy – rotmistrz kawalerii narodowej. Ranny Topór – Zwierzdowski zostaje pochwycony przez Rosjan i powieszony na rynku opatowskim 23 II 1864 r., zaś Kurowski po raz kolejny daje dowód swojego rewolucyjnego zapału i braku zdolności dowódczych. Na domiar złego wycofuje wojsko na Cisów – skąd wychodził na Opatów, chcąc uniknąć rosyjskiej obławy. Te tragiczne zdarzenia są w praktyce końcem II korpusu…

    Rząd carski – chcąc odciągnąć od powstania chłopskich ochotników oraz osłabić wymowę dekretów uwłaszczeniowych powstańczego Rządu Narodowego – w marcu 1864 r. ogłosił uwłaszczenie włościan w Królestwie Polskim, opierając się głównie na zapisach właśnie dekretów powstańczych… Nadawanie ziemi chłopom w okolicy Kielc rozpoczęto od 1865 roku. Odbyło się to formalnie bez odszkodowania na rzecz właścicieli, które oficjalnie wziął na siebie rząd, a w praktyce pokrywano je z drakońskich podatków… 

    Do kwietnia 1864 r. walczyły jeszcze oddziały korpusu gen. Hauke – Bosaka, który – widząc beznadziejność dalszych działań bojowych – w pierwszej połowie tegoż miesiąca przeprawił się przez Wisłę i udał na emigrację. W jego ślady idą inni powstańcy, przekraczający granice zaborów pruskiego i austriackiego…

    Do Kielc docierają wieści o ostatnich akordach styczniowego zrywu – straceniu ostatniego dyktatora – płk. Romualda Traugutta i innych członków Rządu Narodowego na stokach warszawskiej Cytadeli 5 VIII 1864 r., czy o jesiennych walkach na Podlasiu toczonych przez oddział żarliwego rewolucjonisty – ks. Stanisława Brzóski, którego pojmano dopiero w kwietniu 1865 r. i powieszono w Sokołowie Podlaskim. Ostatni powstańcy ukrywali się jeszcze do połowy 1865 roku… Rosjanie w latach 1864 – 1865 tworzą fikcyjny, konspiracyjny „Rząd Narodowy” (podobnie jak w 1948 r. tzw. „V Komendę WiN”), wysyłając swoich emisariuszy na Zachód, by wciągnąć w pułapkę przebywających na emigracji polskich spiskowców…

    Po powstaniu Królestwo Kongresowe opuściło ponad 10 000 ludzi. W walkach poległo ponad 25 000 osób, ok. 7 000 wzięto do niewoli. Trwały tortury, egzekucje (najpewniej ponad 1 000) i zwykłe mordy, których ofiar policzyć dziś niepodobna. Na Sybir powędrowało ok. 38 000 ludzi Kasowane są dobra kościelne. Carscy rzeźnicy – Fiodor Berg (w Królestwie) i Michaił Murawjow „Wieszatiel” (na Litwie) rozprawiają się bezwzględnie z duchowieństwem i drobną szlachtą. Z terenu samej Litwy wywieziono ponad 7 tys. rodzin, często rozdzielając małe dzieci od rodziców, wiele zaścianków zostaje spalonych i zaoranych… Ogółem straty w ludziach w Królestwie i na Litwie szacuje się na ok. 250 000, zaś liczbę skonfiskowanych majątków na ponad 4 000. Car rozdaje hojnie tzw. „majoraty” – ziemię dla zasłużonych w tłumieniu powstania (w okolicy Kielc taki majątek otrzymuje Polak – płk. Włodzimierz Dobrowolski, a w jego granicach znajdowały się Ciekoty – biedny folwark dzierżawiony przez rodziców Stefana Żeromskiego – jego „ojczyzna duszy”)…

    Władysław Pobóg – Malinowski (1899 – 1962), znany historyk i publicysta, patrząc z perspektywy czasu, pisał: „Rok 1863 to jeden z najgłębszych u nas przełomów i przewrotów. Żadna klęska nie przeorała życia polskiego tak gruntownie, żadna nie zaciążyła z siłą tak niezwykłą na umysłach dwóch co najmniej pokoleń następnych…”.

    Po Powstaniu Styczniowym car Aleksander II – oprócz zastosowania wobec Polaków represji typu: egzekucje, zsyłki, konfiskaty majątków oraz powszechna rusyfikacja – postanowił w zupełności zlikwidować odrębność ziem polskich. Królestwo Polskie zaczęto nazywać „Krajem Przywiślańskim” – „Priwislińskim Krajem”, w 1867 r. zniesiono odrębny budżet Królestwa, zlikwidowano na jego terenie wiele miast, zmniejszono ilość gmin i powiatów, zlikwidowano także wszelkie władze centralne Kongresówki i podzielono ją na 10 guberni. Gubernatorom i naczelnikom powiatów oddano do dyspozycji żandarmerię i rosyjską straż ziemską. Całym obszarem Królestwa zarządzali tzw. generał – gubernatorzy, utrzymując na nim niemal ciągły stan wojenny. Na Sandomierszczyźnie powrócił poprzedni podział administracyjny – na gubernie: kielecką i radomską.

    Powstanie styczniowe nie miało żadnych szans na militarne zwycięstwo. Ostatni dyktator powstania – Romuald Traugutt, który za drugą żonę wziął sobie Antoninę Kościuszkównę (wnuczkę brata T. Kościuszki), był człowiekiem religijnym i raczej żołnierzem niż rewolucjonistą (w szeregach wojsk rosyjskich brał udział w tłumieniu rewolucji węgierskiej 1849 r. i w wojnie krymskiej do 1856 r.). Długo odmawiał udziału w powstaniu, nie widząc szans na jego powodzenie, a widząc jego gorączkową aurę. Do walki włączył się w kwietniu 1863 r., gdy sytuacja międzynarodowa zdawała się nieść nadzieję. Jednak na pytanie żony, czy to ma sens, odpowiedział: nie, ale tak trzeba… Traugutt uzyskał poparcie „Białych” i po odsunięciu „Czerwonych” od rządu, zakonspirował się i stanął na czele powstania, wprowadzając rzeczywistą organizację wojskową w rewolucyjne szeregi. Wiedział już wtedy, że pomoc nie nadejdzie – był po rozmowach w Paryżu…

    Wiosną 1863 r. większość rządów europejskich poparła dążenia Polaków do „autonomii i ustępstw ze strony Rosji”, a Francja, Anglia i Austria wysyłają w tej sprawie noty do Petersburga, co nie przyniosło żadnego efektu… Jednocześnie te państwa zachęcały Polaków do walki – „krew powstania określi przyszłe granice Polski”… Oczywiście zachęcały w swoim interesie… Jesienią 1863 r. Napoleon III podjął próbę nowego uregulowania spraw w Europie, jednak pozostałe mocarstwa nie chciały patronatu Francuzów w tej kwestii i tym samym sprawa polska też spełzła na niczym, a Austria wprowadziła nawet w Galicji stan wojenny, choć papież Pius IX wzywał Franciszka Józefa I – jako władcę katolickiego – do wsparcia Polaków… Jeszcze długie lata po powstaniu trwały spory pomiędzy zaborcami na jego tle.

    Rewolucyjna walka Polaków stała się też podwaliną wystąpień robotniczych w Europie i stworzenia 28 IX 1864 r. w Londynie I Międzynarodówki… Widmo komunizmu krążyło po Europie... Wśród założycieli Międzynarodówki znaleźli się Polacy, m.in. Konstanty Bobczyński (spiskowiec galicyjski i uczestnik Wiosny Ludów na Węgrzech), a pierwszym jej przewodniczącym został Karol Marks, który był w 1880 r. współautorem (obok m.in. F. Engelsa), takich oto słów: „Powstanie polskie 1863 roku dając sposobność do wspólnego protestu robotników angielskich i francuskich przeciw nadużyciom międzynarodowym ich rządów, było punktem wyjścia dla Internacjonału, założonego przy współudziale wygnańców polskich”. Rozegrano nas znów jak dzieci… Czy rzeczywiście było warto iść w kolejną rewolucję? Podjąć walkę o niepodległość w tamtym momencie dziejów? Może trzeba było poczekać? Ale najpewniej nie dało się tego uniknąć…

    Jednak polscy „internacjonałowie”, mimo chwilowego, acz głębokiego załamania i otrzeźwienia z rewolucyjnych mrzonek w kraju, nie ustawali w walce o „waszą i naszą wolność” (imienia Boga na tamtych sztandarach nie dodawano…).  W wojnie francusko – pruskiej jest ich wielu, m.in. gen. J. Hauke – Bosak, dowodzący brygadą w armii Garibaldiego, który zginął 21 I 1871 r. w bitwie pod Dijon (po stronie pruskiej większość żołnierzy stanowili tam Polacy, zmobilizowani z okolic Torunia…). Innym uczestnikiem tej wojny po stronie francuskiej był gen. Jarosław Dąbrowski, który wkrótce staje na czele siły zbrojnej nowej rewolucji francuskiej – tzw. Komuny Paryskiej, ginąc na barykadzie 23 V 1871 roku. Pochowano go w czerwonej koszuli Garybaldczyka, a nad jego grobem padły m.in. takie słowa: „Nadejdzie dzień, sprawiedliwość odniesie triumf wbrew wszystkiemu. Niech żyje Republika Powszechna! Niech żyje Komuna!”… W czasie wojny domowej w Hiszpanii 1936 – 1939 jego imię nosili walczący tam polscy komuniści – tzw. „Dąbrowszczacy”. Jego brat – płk. Teofil Dąbrowski – tak m.in. pisał w liście do J. I. Kraszewskiego: „Zarzucają nam, że przyjęciem udziału w obronie Gminy Paryskiej (tzn. Komuny) skompromitowaliśmy kraj wobec Europy, że byliśmy sprawcami rabunków, gwałtów i pożóg (…) Otóż przystępując do rewolucji paryskiej, widzieliśmy w niej rewolucję socjalną, która przy powodzeniu mogła wywrócić cały stan rzeczy istniejący dziś w Europie”… Bo też Paryż znów, jak w strasznym roku 1793, spłynął krwią i rozjaśnił swe mury ogniem… Rewolucjoniści mordowali jeńców, urzędników legalnych władz, księży. Płonęły biblioteki, pałace, kościoły, cenne zbiory… Polacy musieli wziąć za te zbrodnie odpowiedzialność, bowiem to oni – w dużej mierze doświadczeni żołnierze – w praktyce kierowali walką owego motłochu paryskiego, który uznał czerwony sztandar za swój znak, a swoją władzę widział jako zarzewie „wszechświatowej republiki”… Dlatego też zwycięscy wersalczycy, wkraczający do Paryża pod czujnym okiem stojących pod miastem Prusaków i pod naciskiem Rosji, w odwecie rozstrzeliwali wszystkich schwytanych Polaków bez sądu. Zemsta na komunardach była okrutna.

    Wielu Polaków zginęło na barykadach, ponad 100 rozstrzelano. Ogółem w walkach brało udział ok. 600 Polaków; prócz ww. byli to m.in.: gen. Walery Wróblewski (powstaniec styczniowy, od 1871 r. w składzie Rady Generalnej I Międzynarodówki, działacz PPS), gen. Michał Kruk – Heidenreich (carski oficer, powstaniec styczniowy, uczestnik wojny francusko – pruskiej, mason) czy gen. August Okołowicz (uczestnik wojny krymskiej, Garybaldczyk w wojnie francusko – pruskiej). Po zduszeniu Komuny szef rządu wersalskiego – Adolf Thiers – stwierdził: „Teraz socjalizm wykończony jest na długo”… Mylił się – czerwona hydra miała już kolejne głowy…

    Tak nawiasem dodajmy, że Polacy walczyli też w wojnie secesyjnej w USA w latach 1861 – 1865 – ok. 4 000 po stronie Unii, a ok. 1 000 po stronie Konfederacji.

    Tymczasem pod trzema zaborami żyło się Polakom coraz ciężej. W Królestwie panuje „Noc Apuchtinowska” (kurator Aleksander Apuchtin), dająca się we znaki nasiloną rusyfikacją w szkołach. Trwa walka z kościołem katolickim, np. w roku 1893 zamknięto kieleckie Seminarium Duchowne, a profesorów i wychowawców zesłano na Sybir. Zabroniona jest działalność polityczna i społeczna. W zaborze pruskim trwa Bismarckowski „Kulturkampf”, czyli uderzenie w katolicyzm w sojuszu z carem. Trwa germanizacja, ograniczana jest wszelka działalność polityczna Polaków, niezwykle dotkliwe dla ziemiaństwa i chłopów jest przejmowanie polskiej własności ziemskiej – tzw. rugi pruskie. Tylko w roku 1885 wypędzono do Królestwa ok. 30 000 ludzi, co zgorszyło nawet cara Aleksandra II… Symbolem działalności tzw. „hakaty”, niszczącej polskość we wszystkich obszarach, jest strajk szkolny we Wrześni w 1901 r. i „Rota” Marii Konopnickiej, napisana w 1908 roku. Zaś symbolem kolejnych represji wobec polskich właścicieli ziemskich jest słynny wóz Drzymały – sprawa sporu o ziemię z lat 1904 – 1909. Szczególnie pod zaborem pruskim trwa ukryta, mozolna i mądra „praca u podstaw” w obronie polskości, oparta o wartości katolickie i realny patriotyzm. Natomiast pod zaborem austriackim trwają ustępstwa… Galicja – mimo wszechobecnego ubóstwa – jest „ostoją swobody”. Działa tzw. sejm krajowy, a w rządzie monarchii zasiadają Polacy. Nauczanie w języku polskim odbywa się w szkołach i na uczelniach wyższych. Działają polskie spółdzielnie i spółki, starające się podnieść gospodarkę, m.in. Kasa Franciszka Stefczyka. Jednak trwa też potężny wyzysk podatkowy i drastyczne ograniczanie kredytów inwestycyjnych.

    Przełom XIX i XX w. przynosi niestety duży kryzys finansowy, masowe zwolnienia z pracy, strajki, tworzą się mocne struktury partii politycznych. Czerwona hydra znów podnosi głowy… W zaborze rosyjskim Ludwik Waryński i Józef Uziembło tworzą tzw. „kasy oporu” oraz „koła rewolucyjne” i wreszcie w 1879 r. „Program Socjalistów Polskich”, który już bez ogródek odrzucał dotychczasową zasłonę walki niepodległościowej, stając się w istocie forpocztą światowej rewolucji i bolszewizmu: „Jednostki wierzą, że jeszcze podniosą sztandar wolności Ojczyzny (…) Ale my, socjaliści polscy, nic z nimi wspólnego nie mamy (…) Idea socjalistyczna jest szersza i większa od idei patriotyzmu…” – pisał jeden z ówczesnych czołowych działaczy socjalistycznych – Kazimierz Dłuski. Natomiast Karol Marks i spółka w 1880 r. – w wyżej cytowanej pochwale powstania styczniowego – grzmieli: „Dziś, gdy walka ta rozwija się wśród samego ludu polskiego, niech ją podtrzymuje propaganda, prasa rewolucyjna, niech łączy się ona z usiłowaniem naszych braci rosyjskich; będzie to jednym powodem więcej, aby powtórzyć dawny okrzyk: »Niech żyje Polska«!”.

    W tym to 1880 r. zbiegły z Warszawy Ludwik Waryński, wraz z 35 osobami oskarżonymi o nielegalną działalność socjalistyczną, staje przed sądem i zostaje deportowany do granicy szwajcarskiej. Jednakże już w 1882 r. powraca nielegalnie do Kongresówki i organizuje Międzynarodową Socjalno-Rewolucyjną Partię „Proletariat”, której głównym założeniem programowym jest – nie inaczej – zniesienie wszelkiej prywatnej własności środków produkcji… Zatem i chłopi mieli być pozbawieni kawałka własnej roli… A ponadto „proletariat polski jako klasa wyzyskiwana solidaryzuje się, na gruncie walki z wyzyskiwaczami, ze wszystkimi wyzyskiwanymi bez względu na ich narodowość…”. Rozpoczyna się bal wampirów pod własnym już – tylko czerwonym sztandarem…

    Waryński zostaje aresztowany jesienią 1883 r., a w roku następnym fala aresztowań rozbija „Proletariat”, który ostatecznie przestaje istnieć w 1886 roku. Około 200 osób trafia do więzienia, zapadają wyroki śmierci, a Waryński – skazany na 16 lat więzienia – w 1889 r. umiera w twierdzy Szlisselburg. W 1888 r. – na fali strajków robotniczych – powstaje tzw. II Proletariat, zorganizowany przez Ludwika Kulczyckiego i Juliana Marchlewskiego, głoszący te same rewolucyjne i internacjonalistyczne, bolszewickie idee. Niejako dla przeciwwagi w 1889 r. powołano w Królestwie tzw. Związek Robotników Polskich, nawiązujący – oprócz haseł „międzynarodowej więzi robotniczej” – do „wyzwolenia narodowego Polski”.

    W końcu – w roku 1892 – powstaje w Paryżu Polska Partia Socjalistyczna, która, oprócz postulatów niepodległościowych, dąży – a jakże – do „stopniowego uspołecznienia ziemi, narzędzi produkcji i środków komunikacji”… Wśród sygnatariuszy aktu powołania tego „nowego” bytu politycznego znalazł się m.in. Stanisław Wojciechowski (przyszły prezydent II RP). Tak oto rewolucja znów dodała nieco bieli do swego sztandaru… I tu wchodzi do akcji młody towarzysz „Wiktor” – Józef Piłsudski – aktywny członek koła socjalistycznego w Wilnie, które jako pierwsze wstępuje do PPS. Piłsudski jest już wówczas po powrocie z zesłania syberyjskiego, gdzie trafił dość przypadkowo w wyniku szeroko zakrojonych aresztowań w związku ze spiskiem na życie cara Aleksandra III, zorganizowanego przez rosyjską organizację rewolucyjną „Narodnaja Wola” (na Sybir trafia także jego brat – Bronisław Piłsudski – zaangażowany w ów spisek dość poważnie). W 1903 r., w artykule „Jak stałem się socjalistą”, Józef Piłsudski pisał m.in.: „Wreszcie rozmyślania i książki (tu, zniechęcony Spencerem, przeczytałem jeszcze raz Marksa) ugruntowały mię w socjalizmie. Zrozumiałem wówczas, że nie jest on tylko ideą szlachetnych ludzi, marzących o uszczęśliwieniu ludzkości, lecz staje się realną potrzebą ogromnej masy ludu pracującego”.

    Na pocz. 1893 dokonuje się zjednoczenie Związku Robotników Polskich oraz II Proletariatu i wejście w skład PPS. Wyłoniony zostaje tzw. Centralny Komitet Robotniczy, a w wśród jego członków znalazł się Józef Piłsudski, któremu – jako zdolnemu korespondentowi emigracyjnego pisma socjalistycznego „Przedświt” – powierzono wkrótce prowadzenie prasowego organu krajowego PPS – pisma „Robotnik”.

    Jednakże rok 1893 przynosi także rozłam wśród socjalistów pod zaborem rosyjskim – powstaje tzw. Socjal-Demokracja Królestwa Polskiego (od 1900 r. Socjal-Demokracja Królestwa Polskiego i Litwy, od 1906 r. autonomiczna sekcja Socjaldemokratycznej Partii Robotniczej Rosji), której przywódcy nie zgadzają się zdecydowanie z hasłami niepodległościowymi głoszonymi przez PPS i przystępują do walki z „socjalpatriotyzmem”, wierząc w ostateczne zwycięstwo rewolucji proletariatu i zniesienie państw narodowych… I tu dopiero odsłania się cała plejada czerwonych upiorów… Do czołowych działaczy SDKPiL należeli m.in.: Róża Luksemburg (właśc. Rozalia Luxenburg – córka żydowskiego kupca, należała także do przywódców Socjaldemokratycznej Partii Niemiec i Komunistycznej Partii Niemiec), Julian Marchlewski (syn Polaka i Niemki, współtwórca ZRP i Kominternu, działacz SPD, przewodniczący Tymczasowego Komitetu Rewolucyjnego Polski – utworzonego przez Bolszewików w lipcu 1920 r. organu przyszłej ich władzy w Polsce, twórca programu rolniczego ZSRR), Feliks Kon (syn żydowskiego kupca, członek „Proletariatu”, PPS i PPS – Lewicy, uczestnik rewolucji bolszewickiej w Rosji, od grudnia 1918 r. w szeregach Rosyjskiej Komunistycznej Partii, członek TKRP, do śmierci w 1941 r. wysoko postawiony polityk ZSRR), Feliks Dzierżyński (syn polsko – litewskiego szlachcica, jeden z czołowych przywódców rewolucji bolszewickiej w Rosji i twórca sowieckiego aparatu terroru – Czeka, GPU/OGPU – NKWD, zwany „Krwawym – Żelaznym – Feliksem”). W grudniu 1918 r. z połączenia SDKPiL i PPS – Lewica powstała Komunistyczna Partia Robotnicza Polski, w praktyce będąca bolszewicką ekspozyturą na terenie II RP. Róża Luksemburg postulaty odbudowy państwa polskiego nazywała „drobnomieszczańskim, reakcyjnym zboczeniem”…

    W roku 1892 także w Galicji powstaje partia socjalistyczna, mająca możliwość legalnego funkcjonowania, która przyjmuje nazwę: Polska Partia Socjalno – Demokratyczna Galicji i Śląska Cieszyńskiego. Jej lider – Ignacy Daszyński – w 1893 r. napisał m.in.: „Niechże ci, którzy nas kosmopolitami zwą, wiedzą, że my, Polacy, robotnicy, socjaliści, będziemy walczyli za Polskę, aby ją wywalczyć socjalistyczną, robotniczą…”. Już w 1897 r. PPSD wprowadziła do parlamentu austriackiego trzech pierwszych posłów.

    Niejako dla przeciwwagi rośnie w siłę ruch narodowy, stawiający sobie za cel budowę państwa opartego o mocny fundament etnicznie polski, będący podwaliną scementowanego, nowoczesnego narodu. Według narodowców należało tenże fundament budować rozsądnie i wytrwale, aby przyszła walka o niepodległość nie była skazana na porażkę i wielkie straty. Już w 1867 r. powstaje we Lwowie Towarzystwo Gimnastyczne „Sokół”, będące pod wpływem idei narodowych, którego działalność rozprzestrzenia się nie tylko na inne zabory, ale też na skupiska polonijne – nawet w Ameryce.

    W 1887 r. w Szwajcarii powstaje Liga Polska pod przewodem Zygmunta Miłkowskiego. Po przejęciu przywództwa Ligi przez Zygmunta Balickiego utworzono tajny Związek Młodzieży Polskiej „Zet”, który stał się kuźnią kadr obozu narodowego w trzech zaborach. Po licznych aresztowaniach w Królestwie w roku 1894, w miejsce Ligi Polskiej utworzono Ligę Narodową – pod przewodnictwem Romana Dmowskiego i Jana Popławskiego. We Lwowie ukazuje się „Przegląd Wszechpolski”, a od nazwy tego pisma wkrótce narodowców zwie się „Wszechpolakami”. Narodowcy dość szybko zyskują spore wpływy wśród chłopów i robotników, walcząc z obcymi wpływami – szczególnie żydowskimi i niemieckimi. Tworzą też aktywnie placówki na Pomorzu, w Wielkopolsce i na Śląsku, gdzie młody Wojciech Korfanty staje na czele ruchu narodowego. Także Polonia Europejska i Amerykańska w dużej mierze życzliwie spogląda na ruch ideowy, lecz nienawołujący do rewolucyjnego radykalizmu społecznego.

    W 1897 r. zostaje ogłoszony program Stronnictwa Narodowo – Demokratycznego, czyli Narodowej Demokracji lub w skrócie Endecji, w którym zapisano m.in.: „Naród polski, bez względu na podział polityczny, ma świadomość swej jedności, swe interesy ogólnonarodowe, odrębne od interesów innych narodów, czyli jest w całym słowa znaczeniu narodem, zdolnym do wspólnego i niezależnego bytu politycznego”. Na czoło Endecji wybija się szybko energiczny i zdolny Roman Dmowski, podkreślając swoją dominację ponadczasowym opracowaniem „Myśli nowoczesnego Polaka” z roku 1903. Jednocześnie rosną w siłę narodowe ruchy żydowskie oraz ukraińskie.

    Na scenę dziejową wkracza też dynamicznie ruch ludowy, a jednym z jego prekursorów jest ksiądz Stanisław Stojanowski – założyciel Stronnictwa Chrześcijańsko – Ludowego – kontrowersyjny prawdziwy trybun ludowy, który popadł w spory konflikt z Kościołem i został obłożony ekskomuniką, jednak po ukorzeniu się przed papieżem klątwę zeń zdjęto. Duże znaczenie dla rozwoju ruchu ludowego miała działalność publicystyczna Bolesława i Marii Wysłouchów, którzy założyli we Lwowie Towarzystwo Przyjaciół Oświaty. Bolesław Wysłouch w 1889 r. na łamach swego nowego pisma „Przyjaciel Ludu” stwierdzał, że należy dążyć do tego, „by lud jak najszerszy przyjmował udział w życiu publicznym. (…) począwszy od spraw gminy i wioski, czytelni i szkoły, kółka rolniczego i straży ochotniczej do spraw całego narodu i całej ojczyzny”. W 1895 r. powstaje Stronnictwo Ludowe, które od 1905 r. przyjmuje nazwę Polskiego Stronnictwa Ludowego. Wkrótce PSL zdobywa dużą ilość mandatów poselskich i wchodzi w skład tzw. Koła Polskiego w parlamencie wiedeńskim. Współpraca z posłami konserwatywnymi i zaprzestanie walki opozycyjnej, powoduje rozłam w partii – radykałowie tworzą PSL – Lewicę i szukają porozumienia z rewolucyjnym ruchem robotniczym, zaś prawicowcy pod przewodem m.in. Wincentego Witosa, stają pod szyldem PSL – Piast i dążą do stopniowych reform rolnych oraz solidaryzmu społecznego i narodowego.

    W Królestwie pod koniec XIX w. wśród chłopów, oprócz kwestii społecznych, dochodzi do głosu poczucie tożsamości narodowej, co związane jest m.in. z prześladowaniem religii katolickiej przez władze, powszechną rusyfikacją oraz coraz większym poborem do wojska. Spore zasługi dla budzenia świadomości narodowej wśród włościan mieli działacze Ligi Narodowej. Trwa na wsi działalność polityczna i oświatowa, związana m.in. z założoną w 1905 r. Polską Macierzą Szkolną. W 1904 r. powstaje Polski Związek Ludowy pod kierownictwem Stefana Brzezińskiego, który pod wpływem PPS radykalizuje się, a wkrótce zostaje rozbity aresztowaniami. W 1907 r. tradycje PZL przejmuje tzw. ruch „zaraniarski” (działacze skupieni wokół pisma „Zaranie”), który z czasem tworzy dobrze zorganizowane polityczne struktury chłopskie w Królestwie. 

    I tak docieramy do kolejnej rewolucyjnej zawieruchy na terenie zaboru rosyjskiego – tzw. Rewolucji 1905 roku… Rewolucyjne wrzenie na ziemiach polskich było częścią rewolucji w imperium rosyjskim. Spełniło się stare marzenie wielu polskich komunistów o wspólnej walce rewolucyjnej u boku komunistów rosyjskich… Co z tego wynikło? Ta wspólnota zakończyła się dopiero w 1989 roku… Jednak przedsmak owej „przyjaźni” odczuł m.in. towarzysz Józef Piłsudski w kwietniu 1905 r., biorąc udział – m.in. obok przedstawiciela rosyjskich bolszewików – Włodzimierza Lenina – w konferencji partii socjalistycznych i rewolucyjnych Rosji w Genewie, gdzie ustalono, że w przyszłości m.in. Polska ma wejść w skład związku federacyjnego z Rosją, co zmuszało PPS do odłożenia dążeń ku niepodległości i wskazywało dobitnie, że nie da się przekształcić ruchu rewolucyjnego w antyrosyjskie powstanie…

    Piłsudski nie zawiesił jednak swoich planów, szukając pomocy gdzie indziej… Już na pocz. 1904 r. – po wybuchu wojny rosyjsko – japońskiej (1904 – 1905) – działacze PPS, podejmują rozmowy m.in. z Narodową Demokracją na temat współpracy z Japończykami, zwłaszcza w sprawie tworzenia z dezerterów z armii rosyjskiej „legionów polskich” w Japonii. Narodowcy z Romanem Dmowskim na czele zachowali dużą rezerwę do tych rewolucyjnych pomysłów… Niezrażeni socjaliści próbują dotrzeć o dyplomatów japońskich w Europie, proponując im dostarczanie materiałów wywiadowczych w zamian za finansowanie rewolucyjnej działalności PPS i wsparcie sprawy polskiej podczas rokowań pokojowych z Rosją. Niewiele z tego wychodziło, zatem delegacja PPS z Piłsudskim na czele udaje się do Tokio, gdzie również ich propozycje w większości zostały odrzucone. Stało się to także prawdopodobnie za przyczyną przebywającego tam również wówczas Dmowskiego (dochodzi do jego rozmowy z Piłsudskim), który chciał zadbać o los polskich jeńców z armii rosyjskiej w japońskich obozach i odradzał Japończykom angażowanie się w utopijne koncepcje polskich socjalistów… Wkrótce poufne kontakty Piłsudskiego z japońskim wywiadem właściwie zamarły.

    Jednak towarzysz „Wiktor” nie ustaje w poszukiwaniu możnego protektora, z tym, że szuka znacznie bliżej… Już we wrześniu 1906 r. Piłsudski podejmuje pierwsze próby nawiązania kontaktu z wywiadem austriackim, któremu w tamtym czasie na rękę były wszelkie działania wymierzone przeciwko Rosji… Podczas spotkania w sztabie X Korpusu z płk. Franzem Kanikiem 29 IX 1906 r. przedstawiciele PPS zaoferowali „usługi wywiadowcze wszelkiego rodzaju przeciwko Rosji w zamian za pewne wzajemne usługi”… Chodziło głównie o „monetę” na działalność rewolucyjną i uzbrojenie… Piłsudski zostaje zarejestrowany, jako tajny agent wywiadu austriackiego, pod kryptonimem „Stefan II”, a przy jego nazwisku w indeksie osobowym austriackiego MSW w 1908 r. zapisano: „służba wywiadowcza na rzecz Austrii (»Kunschaftsdienst an Österreich«)”… Koperta z pokwitowaniami odbioru pieniędzy była ponoć dość gruba... Niektórzy szacują jej zawartość na parę tys. koron… Oficerami prowadzącymi Piłsudskiego byli wysoko postawieni funkcjonariusze wywiadu C. K. Armii: od jesieni 1908 r. – kpt. Gustaw Iszkowski (ówczesny szef HK – Stelle we Lwowie) i od wiosny 1909 r. kpt. Józef Rybak (szef HK – Stelle w Krakowie do 6 VIII 1914 r.), który nadzoruje później jego pracę, jako delegowany oficer Sztabu i Naczelnej Komendy Armii, zachowując kontrolę nad poczynaniami oddziałów strzeleckich wkraczających do Królestwa w 1914 roku…

    Wróćmy jednak do 1904 r., kiedy to w październiku Piłsudski na konferencji CKR PPS proponuje nową taktykę w walce z caratem – „taktykę czynu”, uważając, iż przejście do niej jest „koniecznością, nawet gdyby ta doprowadziła do powstania, utopionego we krwi. Taniej nas to będzie kosztowało niż dzisiejsza martwota, a nowa taktyka przede wszystkim musi godzić w wiarę potęgi Rosji”...

    Wkrótce przyszedł czas na jej realizację… Już w 13 XI 1904 r. pod czerwonymi sztandarami PPS odbyła się duża demonstracja na Placu Grzybowskim w Warszawie, podczas której doszło do ostrych starć z policją i wojskiem. Obie strony użyły broni palnej i po obu stronach padli zabici oraz ranni. Te krwawe zajścia pociągnęły za sobą kolejne demonstracje, strzelaniny i zamachy na terenie Królestwa. Piłsudski przebywał wówczas w Zakopanem…

    W styczniu 1905 r. docierają do Kongresówki wieści o krwawym stłumieniu demonstracji w Petersburgu, gdzie 22. stycznia przed Pałacem Zimowym od kul i szabel policji oraz kozaków pada ponad tysiąc ludzi – zabitych i rannych. Ta tzw. „krwawa niedziela” rozpoczęła rewolucyjne wystąpienia w innych rejonach imperium rosyjskiego… Wybuchają strajki, ruszają demonstracje, do wystąpień przyłącza się część inteligencji i burżuazji, a na czele rewolty staje Socjaldemokratyczna Partia Robotnicza Rosji – z bolszewikami Włodzimierza Lenina i mienszewikami Julija Martowa. W maju strajki nasilają się, a poparcie chłopów dla rewolucji znaczy się na terenie imperium płonącymi dworami i urzędami. Do buntu przyłączają się też niektóre jednostki wojskowe, w tym i okręty wojenne (m.in. słynny czarnomorski pancernik „Potiomkin”).

    Rosja już w końcu XIX w. borykała się z poważnymi trudnościami gospodarczymi i wstrząsana była niepokojami społecznymi. Miary nieszczęść dopełnił kryzys przemysłowy z pocz. XX w., powodujący masowe bezrobocie i wystąpienia robotników oraz chłopów, a także klęski wojsk rosyjskich w walkach z Japończykami… Na tę beczkę prochu wystarczyła mała iskra…

    W październiku 1905 r. imperium ogarnął największy w jego dziejach strajk powszechny – blisko 2 miliony robotników, urzędników i studentów domagało się wpływu na politykę państwa. Przerażony rozmachem buntu car Mikołaj II, wydaje kolejny manifest gwarantujący ustępstwa. Jednak w grudniu w Moskwie wybuchają walki zbrojne, poparte przez główne ośrodki przemysłowe kraju. Na czele powstania, które trwało od 22 do 31 XII 1905 r., stanęła bolszewicka Rada Delegatów Robotniczych – gromko brzmi rewolucyjne hasło: „Cała władza w ręce Rad!”.

    Na pomoc carowi przyszły silne jednostki wojskowe, wracające do domu po zawarciu pokoju z Japonią. Rewolucja w Rosji została rozgromiona, choć słabnący opór trwał jeszcze do 1907 roku.

    W Królestwie – na wieść o „krwawej niedzieli” w Petersburgu – robotnicy przystąpili do strajku powszechnego, który objął największe miasta przemysłowe. Doszło do ciężkich walk z wojskiem w Warszawie i Zagłębiu Dąbrowskim, było wielu zabitych i rannych. Władze idą na ustępstwa, zwiększając płace robotników do 50% i skracając tygodniowy czas pracy z 65 do 59 godzin. Jednak w lutym 1905 r. Królestwo ogarnęły masowe strajki szkolne. Młodzież domagała się m.in. języka polskiego jako języka wykładowego i zniesienia policyjnych kontroli w szkołach oraz możliwości zakładania polskich szkół prywatnych.

    W Kielcach w pocz. lutego zawiązuje się szkolny komitet strajkowy. Mimo groźby usunięcia ze szkoły, zarówno gimnazjaliści, jak i gimnazjalistki, prowadzą strajk do rozpoczęcia roku szkolnego 1907 – 1908, kiedy to władze wyraziły zgodę na używanie języka polskiego podczas lekcji, a także przerw pomiędzy lekcjami. W dniu rozpoczęcia strajku szkolnego – 3 II 1905 r. – przerwały też pracę kieleckie fabryki, a robotnicy manifestowali na ulicach miasta poparcie dla uczniów. Aresztowano wielu manifestantów, a do Kielc ściągnięto z Puław dodatkowo dwie roty piechoty, jednak żołnierze odmówili strzelania do demonstrantów. Ochrana pracuje w dzień i w nocy, ale manifestacje nie ustają.

    Rewolucyjne wrzenie w Królestwie nasila się po warszawskiej manifestacji w dniu 1 V 1905 r., podczas której znów pada wielu zabitych i rannych. Rozpoczyna się kolejny strajk powszechny, a w Łodzi przeradza się on w końcu czerwca w zbrojne powstanie, w czasie którego w ciągu trzech dni pada na barykadach ok. 300 ludzi, a ponad tysiąc odnosi rany. W okolicy Ostrowca Świętokrzyskiego w końcu roku nasilają się strajki i manifestacje robotnicze, co doprowadziło do ogłoszenia 27 XII 1905 r. tzw. „Republiki Ostrowieckiej”, na której czele stanął działacz PPS i bliski współpracownik J. Piłsudskiego – Ignacy Boerner. Powstaje samorząd rewolucyjny oraz milicja ludowa. „Republika” upada w poł. stycznia 1906 r., gdy do Ostrowca wkraczają dwa pułki rosyjskiej piechoty z artylerią.     

    Po wybuchu rewolucji Piłsudski tworzy Organizację Bojową PPS, której szeregi szybko wzrastają do ok. 2 000 „bojowców”, dokonujących zamachów na carskich urzędników, banki, pociągi, areszty i więzienia (m.in. Pawiak). Część z tych akcji przypominała zwykłe kryminalne napady (m.in. ten na leśniczówkę w Zagnańsku – o mały włos nie spłonął wówczas wiekowy dąb „Bartek”), podczas których ginęli Bogu ducha winni ludzie… W PPS narastał wewnętrzny konflikt polityczny pomiędzy tzw. „Starymi” z Piłsudskim na czele (wysuwającymi postulaty niepodległościowe – oczywiście w rewolucyjnym pojmowaniu tychże, właściwym większości przywódców przeszłych powstań – tzw. rewolucji narodowych), a „Młodymi” pod przewodem m.in. Feliksa Kona (uważającymi postulaty niepodległościowe za mrzonkę, a widzącymi rewolucyjny ruch polski jedynie jako część składową ogólnorosyjskiej rewolucji). „Młodzi”, mający większość w CKR, naciskając na Piłsudskiego, doprowadzili wiosną 1906 r. do wzmożenia akcji bojowych, które w odwecie spowodowały prawdziwe pogromy robotniczych dzielnic miast Królestwa, przeprowadzane przez pułki carskiej gwardii. Strzelano do ludzi nawet z armat… Wtedy „Młodzi” potępili własne pomysły, zawieszając Wydział Bojowy, a OB usuwając „poza nawias partii”… Rozłam był nieunikniony – „Młodzi” utworzyli PPS – Lewicę (bliską SDKPiL), zaś „Starzy” – PPS – Frakcję Rewolucyjną…

    W rewolucję włączają się także żydowscy socjaliści z organizacji „Bund”, którzy uważają się za część ogólnorosyjskiego ruchu socjalistycznego i twardo zwalczają polskie dążenia niepodległościowe, rywalizując z SDKPiL o wpływy wśród proletariatu oraz inteligencji żydowskiej.

    Natomiast Narodowa Demokracja uznawała rewolucję za szkodliwą – inspirowaną przez wrogów Polski. W reakcji na zamęt rewolucji powstaje w 1905 r. Narodowy Związek Robotniczy, a Roman Dmowski pisał m.in. tak: „Żywioły socjalistyczne, oddawszy się za narzędzie niedołężnej rewolucji rosyjskiej, na której swe dziecinne nadzieje budują, używają wszelkich środków, ażeby do jej celów użyć naszego ludu, a przede wszystkim naszej warstwy robotniczej. (…) Cynizm tej roboty, na którą by się nie mogło zdobyć polskie sumienie, można wytłumaczyć tylko skupieniem w naszych partiach socjalistycznych histeryków i psychopatów z jednej strony, a Żydów z drugiej, i uzależnieniem ich od »towarzyszy« spoza kraju”. Niejako w odwecie bojówki SDKPiL zaatakowały narodowców, zaś bojówki endeckie odpowiedziały „gwałtem na gwałt” – doszło do krwawych bratobójczych walk, głównie w Łodzi. W ciągu trzech tygodni życie straciło ponad 200 osób. Do walki włączyła się także OB PPS. Rosjanie oczywiście nie reagowali… W końcu zdecydowana presja opinii publicznej zakończyła porachunki międzypartyjne. Potępili je również narodowcy.

    Jednakże osłabienie Rosji po wojnie z Japonią i jednoczesny wzrost potęgi Niemiec, a także groźbę rozszerzania się rewolucji, Narodowcy uznali za największe zagrożenia dla polskości i zrezygnowali z dalszej działalności antycarskiej, domagając się jednak autonomii Królestwa. Narodowa Demokracja wzięła udział w wyborach do Dumy, tworząc w niej Koło Polskie.

    W Kielcach okresu porewolucyjnego dominowała właśnie Narodowa Demokracja, a jej przedstawiciel – znany kielecki adwokat – Wiktor Jaroński – był posłem do wszystkich czterech Dum Państwowych – od 1906 do 1917 roku. 

    Jednocześnie z tłumieniem rewolucji w Rosji, przystąpiono do bezwzględnej rozprawy z buntownikami w Królestwie, która w praktyce zakończyła się w roku 1907. Dalej jednak trwały akcje bojowe OB PPS, m.in. wyżej wspomniany zamach na naczelnika kieleckiego więzienia czy głośny napad pod Bezdanami k. Wilna na wagon pocztowy pociągu, jadącego z Królestwa do Petersburga, kiedy to 26 IX 1908 r. zdobyto ponad 200 000 rubli.

    Tymczasem sądy polowe wydawały wyroki śmierci, więzienia i zsyłki, a rząd wycofał się z wielu wcześniejszych ustępstw. Robotnicy dostali wprawdzie lepsze warunki pracy i płacy, pozornie złagodzono reżim policyjny, stworzono warunki do rozwoju polskiego szkolnictwa i polskich organizacji, jednak kontrybucje i porewolucyjne straty w gospodarce, spowodowały w rzeczywistości jeszcze większe zubożenie społeczeństwa Kongresówki… Czy to się opłacało i kto na tym zyskał?... W czyim to było interesie?... Warto to przemyśleć…

    Tymczasem coraz wyraźniej rysuje się podział Europy na dwa wrogie sobie obozy państw… Zaborcy ziem polskich zwracają się przeciwko sobie.. Widmo wojny światowej krąży pomiędzy Kanałem La Manche a Uralem… Niestety oczywistością staje się, że ta „Wielka Wojna” toczyć się będzie w dużej mierze na ziemiach polskich… Każdy z zaborców zastanawia się poważnie, jak wykorzystać Polaków w tej rozgrywce mocarstw w taki sposób, aby zadowolili się okrojonym autonomicznym państewkiem, nie dostając rzeczywistej niepodległości… „Kwestia polska stała się w ustroju państw rozbiorowych rodzajem nieuleczalnej choroby, na którą na próżno poszukuje się lekarstwa” – zapisał już w roku 1898 Roman Dmowski.

    W przededniu I wojny światowej na ziemiach polskich zarysowały się trzy główne kierunki polityki wobec zaborców. Narodowa Demokracja z Romanem Dmowskim na czele, jak już wiemy, oparła się w swojej polityce o Rosję, dążąc do osłabienia ekspansywnych Niemiec oraz Austrii, a odzyskanie niepodległości było przez narodowców zaplanowane długofalowo – poprzez twardą, realną, polityczną walkę codzienną, która „broni wytrwale każdej piędzi ziemi, każdej instytucji narodowej, każdej duszy polskiej przed znieprawieniem, która wydziera wrogowi po kawałku to, co już był zagarnął”.  

    Oczywiście – jak to już drzewiej w naszych dziejach bywało – niecierpliwa młodzież marząca o romantycznej walce z zaborcą, odsuwała się od nacjonalistów, nie chcąc porzucić ideologii powstańczej, której uosobieniem był wówczas Józef Piłsudski i PPS – Frakcja Rewolucyjna… Młodzież rwała się do walki o niepodległość i mało robiła sobie z politycznych kalkulacji. Nie zwracała uwagi lub nie do końca rozumiała, co oznaczają np. hasła z programu PPS – FR z 1907 r., wzywające do oparcia społeczeństwa „Niepodległej Republiki Polskiej” na „nowych, socjalistycznych podstawach”, oznaczających m.in. „przejście środków wytwarzania i komunikacji (ziemi, kopalń, fabryk, kolei itp.) na własność wspólną, społeczną; celową i świadomą kontrolę ogółu pracującego nad całym życiem gospodarczym dla powszechnego dobra (…) zdobycie przez klasę robotniczą władzy w państwie”.

    Takich haseł nie powstydziłby się towarzysz Lenin czy towarzysz Stalin, ani ich bolszewiccy sojusznicy z SDKPiL – Feliks Dzierżyński, Feliks Kon czy Julian Marchlewski. Z towarzyszami z PPS – FR różniło ich właściwie tylko miejsce zaprowadzenia owego komunizmu. Jedni chcieli to uczynić tylko nad Wisłą, dla drugich świat był za ciasny… Podczas III Zjazdu SDKPiL w listopadzie 1901 r. stwierdzono, że „wystawienie w programie żądania niepodległościowego państwa polskiego nie tylko nie przyniesie realnych korzyści w walce o wyzwolenie proletariatu, lecz walkę tę utrudnia i paczy, ponieważ (…) rozwija w masach zamiast poczucia solidarności uczucie nienawiści narodowej i szowinizm…”. Brzmi jakby aktualnie…

    Piłsudski i Dmowski w przyszłej wojnie obaj postawili na padłe konie – Austria i Niemcy wojnę przegrały, a w Rosji zwyciężyła rewolucja, co było spełnieniem marzeń towarzyszy z SDKPiL. Jednak Dmowski był blisko obozu zwycięzców – Anglii, Francji i USA (sojuszników carskiej Rosji), a Piłsudskiego na czas Niemcy dostarczyli do Polski (o czym szerzej już było…). Wkrótce Dmowski z Piłsudskim stają w jednym szeregu odrodzonej ojczyzny, naprzeciw Lenina, Stalina, Dzierżyńskiego, Kona i Marchlewskiego, idących latem 1920 r. w pochodzie bolszewickiej rewolucji na Zachód „przez trupa białej Polski”… Jednak zanim nastąpił triumf nad Armią Czerwoną, trzeba było przeżyć kilka ciężkich lat I wojny światowej…

I tak przechodzimy do części ekspozycji OMPiO poświęconej I Kompanii Kadrowej, wkraczającej u progu „Wielkiej Wojny” do Kielc i żołnierzom 1. Pułku Piechoty Legionów Polskich – wówczas w Kielcach sformowanego. W gablocie możemy zobaczyć m.in. szary uniform strzelecki oraz równie szary, jednak okraszony nieco pąsem, mundur ułana, tzw. „Beliniaka” – od nazwiska dowódcy patrolu konnego Kadrówki – Władysława Beliny – Prażmowskiego. Oglądamy również broń używaną przez Strzelców, dokumenty, gazety i fotografie. Możemy też odsłuchać unikatowych nagrań głosowych czy obejrzeć filmy z epoki. Duża część ekspozycji poświęcona jest osobie Józefa Piłsudskiego.

    Jak już wyżej było wspomniane, młodzież – przepełniona duchem patriotyzmu i gorącym temperamentem – rwała się do kolejnego czynu powstańczego, do czego właśnie wciąż dążył za wszelką cenę Piłsudski. Młodzież ta, nie bacząc na to, że PPS – FR podczas Rewolucji 1905 roku walczyła pod czerwonym sztandarem, a nie białoczerwonym, zaczęła gromadzić się wokół nowych struktur rewolucyjnych pod politycznym patronatem tej partii, choć mocno zakamuflowanym…

    W 1908 r. we Lwowie Piłsudski – mocno już zależny od austriackiego wywiadu – tworzy Związek Walki Czynnej, kierowany przez Kazimierza Sosnkowskiego – instruktora OB PPS, stanowiący zakonspirowane kierownictwo jawnie działającego Związku Strzeleckiego i „Strzelca”, na czele których stanął Władysław Sikorski. Rewolucyjni bojowcy dbali o brak socjalistycznych haseł w szeregach ZWC, co skutecznie przyciągało też młodzież z ducha konserwatywną i katolicką, ale rwącą się do walki zbrojnej. Tak stało się z młodymi ludźmi, którzy odsunęli się od Narodowej Demokracji, skupionymi wokół pisma „Zarzewie” (tzw. „Zarzewiakami”), którzy stworzyli jawne Polskie Drużyny Strzeleckie, kierowane przez konspiracyjną Armię Polską pod przewodem Mariana Żegoty – Januszajtisa. Sporą siłą były też Drużyny Bartoszowe – endecka organizacja chłopska, zorganizowana w 1908 r. jako bractwo wojskowe, szykujące wraz z „Sokołem” kadry przyszłej armii. 

    W 1912 r. stworzono tzw. Polski Skarb Wojskowy oraz Komisję Tymczasową Skonfederowanych Stronnictw Niepodległościowych, a Józef Piłsudski zostaje przywódcą zjednoczonych Organizacji Strzeleckich. KTSSN w końcu 1912 r. wydała odezwę programową, w której zapisano m.in.: „Jak długo Austro-Węgry walczyć będą w interesie swojej państwowości przeciwko Rosji, są one naszym naturalnym sprzymierzeńcem. Ich zwycięstwo będzie naszym zamiarom sprzyjało, będzie ono w naszym interesie, tak jak w naszym interesie leży całkowite pokonanie Rosji w zbliżającej się wojnie”.

    Jeden tylko szkopuł… Strzelcy – formalnie niewchodzący w skład C. K. Armii – mieli wejść w granice Królestwa w sile bardzo słabo uzbrojonej kompanii (ponad 150 ludzi), by wywołać kolejne powstanie narodowe – kolejną rewolucję, nad przebiegiem której pilnie czuwał austriacki wywiad… Tak też się dzieje – bladym świtem 6 VIII 1914 r. – jeszcze przed formalnym ogłoszeniem wojny – I Kompania Kadrowa wyruszyła w kierunku granicy. Jeszcze wcześniej – 2 VIII 1914 r. – na teren Królestwa zostaje wysłany kilkuosobowy zwiad pod dow. Beliny – Prażmowskiego. Piłsudski wysyła tych ludzi prawie na pewną śmierć – przeciw całej potędze wojsk rosyjskich – i mieli oni naprawdę dużo szczęścia, że udaje im się – wraz z pozostałymi kompaniami strzeleckimi – 12 VIII 1914 r. wkroczyć do Kielc. Tymczasem Piłsudski – prowadząc przebiegłą grę – ogłasza powstanie w Warszawie tajnego „Rządu Narodowego”, który powierzył mu stanowisko „Komendanta Głównego Wojsk Polskich”. W rzeczywistości rząd taki nigdy nie powstał, a fikcja ta miała uniezależnić Piłsudskiego od polityków w Galicji, być może podnieść jego rangę w oczach Austriaków i wystąpić w takiej roli przed ludnością Kongresówki. Jednak na tym terenie potężne wpływy miała Narodowa Demokracja i społeczeństwo Królestwa nie dało się wciągnąć w „kolejną krwawą awanturę”.

    Wkroczenie I Kompanii Kadrowej do Kielc i okoliczności temu towarzyszące opiszemy dokładniej w dalszej części książki – przy okazji przystanku obok pomnika tzw. „Czwórki Legionowej”, a teraz – zgodnie z całym powyższym wywodem – zastanówmy się, czy wywołanie kolejnego nieprzygotowanego powstania – rewolucji – na terenie Królestwa, w dodatku u samego zarania I wojny światowej, było dobrym pomysłem… Czy nie skończyłoby się to krwawą łaźnią na skalę dotąd niespotykaną? Czy Piłsudski, działając we współpracy z Austriakami i w niekwestionowanym ich interesie, był tylko człowiekiem „nieliczącym się z rzeczywistością”, czy też powodowały nim jeszcze inne cele? Każdy sam musi sobie odpowiedzieć na te pytania i w konsekwencji na pytania o sens oraz przyczyny polskich „rewolucji narodowych” – o sens powstań…

    Grzegorz Braun, pisząc o wielu znanych postaciach tamtych czasów, podsumowuje: „…wielcy mistrzowie masonerii, zasłużeni w zaciekłej walce z tradycją narodową i katolicką – wszyscy oni mają u nas po całym kraju swoje »kapliczki«, w których trwa w najlepsze inteligencki kult oparty na wierze w urojone »zasługi dla Polski« tych, którzy Ją w istocie spychali do grobu. (…) Komuna Paryska nie zasługuje wszak na żadną taryfę ulgową, ani tym bardziej narodowe sentymenty – bardziej niż cała komuna XX – wieczna. A przecież to nie tylko czasy oświeceniowej i romantycznej awarii aksjologicznej są matecznikiem, w którym lęgły się te »biesy« deformujące i zatruwające polską świadomość historyczną – cały ten fałszywy postępacki paradygmat jest wszak jeszcze głębiej i bardziej rozlegle zakorzeniony w historii. Nie wystarczy więc wyświęcić raz na zawsze z czytanek i podręczników wszystkich tych polskich »Wolterów« i »Robespierrów« – trzeba poprzebijać osinowymi kołkami dawniejszych bywalców tego »balu wampirów«: ot, choćby Buonaccorsiego –Kallimacha czy Jana Amosa Komeńskiego”.

    Być może to znów ocena zbyt surowa, jednak czy pozbawiona racji… Można tłumaczyć ludzi wrażliwych na biedę i krzywdę, którzy uwierzyli w utopijne hasła komunizmu – rewolucja w Rosji w 1917 r. też początkowo nie była tym, czym stała się już za chwilę... Ściegienny i jemu współcześni rewolucjoniści nie mieli okazji zobaczyć, na co będzie stać dalej rewolucyjne masy, bo ponieśli klęskę... Z drugiej strony Kościuszko, Staszic i późniejsi polscy „postępacy” powinni wiedzieć, co z końcem XVIII w. przyniosła rewolucja francuska – stosy ściętych głów – stosy trupów (nie tylko księży, szlachty, urzędników itp., ale też robotników i chłopów), rzeki krwi na ulicach, obdzieranie ludzi żywcem ze skóry, z której szyto później np. obcisłe wojskowe spodnie…

    Jak już padło wyżej – żarliwi rewolucjoniści obcego postępu i często obcego interesu, potrafili sprytnie podszywać się pod znaki wiary chrześcijańskiej i bohaterstwa przeszłych pokoleń wielkiej Rzeczypospolitej, co przyciągało skutecznie także prostych ludzi, ale przede wszystkim młodzież, której w większości zdawało się, że owe święte znaki przodków znowu ożyły… Każde z powstań ma swoją odrębną historię, odrębnie jest rozpatrywane na wszelkie sposoby… Jednak wydaje się, że w polskich warunkach – przy polskiej rogatej duszy – zwłaszcza młodej duszy – tych zbrojnych zrywów bez szans na zwycięstwo militarne raczej uniknąć się nie dało… Iskrą i napędem każdego z powstań była właśnie patriotyczna młodzież ziemiańska – nawykła do broni i konia w obejściu, w domu do książek i opowieści o przodkach – pełnych bohaterskich czynów… Oni nie chcieli być gorsi… Także część młodzieży mieszczańskiej i chłopskiej na wezwanie bojowe rzucała terminy u szewców, kupców, pisarzy gminnych czy folwarcznych. Odrzucali los niewolników pod obcym panowaniem...

Wyznawali zasadę: „lepiej umrzeć stojąc, niż żyć na klęczkach”. Nie do końca rozumieli komunistyczne ideały wielu rewolucyjnych przywódców, choć może nawet dla niektórych były one zwyczajnie modne, bo głosili je ci, którzy na polu walki „kulom się nie kłaniali”… Nie do końca chcieli słuchać, że walkę zbrojną trzeba dobrze przygotować i jeszcze poczekać…  

    Wielu do dziś uważa, że każde polskie powstanie, oprócz celu zwycięstwa wojskowego, miało uczynić naród niestrawnym dla zaborcy – miało na celu przetrwanie, nawet za cenę wielu ofiar – było swoistym „przejściem narodu przez Morze Czerwone”… W naszym przypadku morze czerwone od krwi… I coś w tym pewnie jest, wszelako ważne, aby opór zbrojny wybuchał w odpowiednim momencie i w imię własnych interesów narodowych… Jednak, pomimo czerwonych ideałów większości przywódców, wpływów obcych interesów oraz wielu niepotrzebnych ofiar, wydaje się, że powstania spełniły pewną ważną rolę dla przyszłej polskiej armii w niepodległej już ojczyźnie. Ta szaleńcza sztafeta pokoleń pokonanych zrywów zbrojnych dała odrodzonemu Wojsku Polskiemu wzorce czysto żołnierskie – stworzyła legendy bohaterów z ich konkretnymi czynami na polach bitewnych, godnymi naśladowania, tworząc hart ducha żołnierskiego nowej polskiej armii – jej wyjątkowe morale. Ujawniło się to już w czasie walk o kształt granic II RP, a najwyraźniej latem 1920 r., gdy trzeba było stawić czoła Armii Czerwonej. Bolszewicy nieśli ze sobą rewolucyjne hasła bliskie wielu przywódcom przeszłych polskich powstań, jednak nikt już wówczas o tym nie pamiętał – liczyła się tylko legenda dawnego czynu zbrojnego przeciw Moskalom.

    Inną sprawą jest to, że większość naszych powstań była w mniejszym lub większym stopniu wynikiem prowokacji obcych mocarstw – w konsekwencji i tak nasze ofiary służyły innym... To inni, co jakiś czas, polską krwią wznosili toast za własne zwycięstwa. Szczególnie zaś nasz kawałek ziemi w środku Europy upodobali sobie socjaliści – rewolucjoniści wszelkiej maści, jednak większość uczestników powstań polskich walczyła po znakiem Orła Białego i Krzyża Chrystusowego, dlatego też ich ofiara jest godna pamięci oraz szacunku. Amen.

    Podobne rozterki przeżywało pokolenie Polaków, którego młodość przypadła na czasy najgorsze z możliwych – czasy II wojny światowej i lat późniejszych. Na pewno trzeba zastanawiać się nad sensem kolejnego powstania – akcji „Burza” z jej warszawską tragiczną odsłoną w roku 1944 – także w kontekście zdrady z Zachodu i nowego najazdu ze Wschodu... Zapewne powstanie to, wiążące się z ujawnianiem dobrze zakonspirowanych struktur przed wkraczającym ze wschodu nowym, bezwzględnym okupantem sowieckim, nie powinno mieć miejsca w takiej skali, a już na pewno nie powinno się zdarzyć w Warszawie. To szaleństwo, to kolejne samobójstwo narodowe nigdy nie powinno zaistnieć w swym tragicznym wymiarze całopalnej ofiary... Niczego dobrego Polsce to nie przyniosło, przyniosło same straty, zgliszcza i cierpienie setek tysięcy Polaków…

Tylko co w zamian? Jak można było powstrzymać wybuch tej samobójczej burzy – kolejnej w dziejach Polski nieszczęsnej sztafety młodych pokoleń – gorących i bezkompromisowych?... Ci młodzi ludzie nie byli armią na żołdzie, nie walczyli za pieniądze – ich nagrodą miała być walka zbrojna ze znienawidzonym wrogiem, a tym wrogiem w pierwszej kolejności byli Niemcy. To miała być zapłata za pięć lat upokorzenia, śmierć najbliższych, chowanie się w podziemiu... To był swoisty „kontrakt”... Najpewniej nie posłuchaliby tego rozkazu, prędzej skorzystaliby z zaproszenia do walki z Niemcami, wystosowanego przez Stalina... Najpewniej patriotyczna młodzież i tak musiałaby stanąć do walki o przetrwanie przeciw sowieckim bestiom, co przecież nastąpiło w latach 1944 – 1963... Rewolucja znów szła ze wschodu wraz z polskojęzycznym bolszewickim rządem… W tamtej sytuacji nie było dobrych wyborów, właściwie żadnych nie było, nie było nawet na to czasu… Wszystko rozbijało się o ruchy Stalina na mapie Europy... Znów polską krwią przetarto podłogi gabinetów obcych rządów…