Dziś przedstawiam pierwszy fragment zapisu naszego filmu na kanale YouTube Miotła czasu pt. „A imię jego... Diabeł - historia Stanisława Stadnickiego", który jest jednocześnie zaproszeniem do oglądania tegoż filmu. Spróbujmy odpowiedzieć na pytanie: Skąd wziął się Diabeł Stadnicki?
„...Hopes, iaceres hodie tu, nisi ille iaceret” – „Przechodniu, leżałbyś dziś w ziemi, gdyby on nie leżał”
Anonimowe epitafium Stanisława Stadnickiego
PW
Witamy was w kolejnym odcinku Miotły czasu
Z tej strony Paweł Wojtyś
I Paweł Kobus
PK
Życie bohatera naszej dzisiejszej opowieści – Stanisława Stadnickiego h. Szreniawa bez krzyżyka – przypada na czasy przełomowe, czasy gdy europejscy władcy zmierzają twardo w stronę monarchii absolutnych, napełniając grosiwem swe szkatuły bez zbędnych ceregieli.
PW
Rzeczpospolita idzie wówczas zupełnie inną drogą… Jest to czas, gdy umiera ostatni z Jagiellonów i nastaje epoka królów elekcyjnych – wybieranych przez szlachtę.
PK
Polska – niby w szczycie swej największej potęgi – wybiera drogę nad przepaść – drogę demokracji – demokracji szlacheckiej – kupczenie głosami na sejmach i sejmikach oraz totalne warcholstwo. Każdy kolejny król będzie coraz bardziej królem malowanym, coraz bardziej bezsilnym, coraz biedniejszym…
PW
Towarzyszy temu upadek norm i obyczajów, co zauważył już Stefan Batory w swoim uniwersale do szlachty, pisząc:
PK
„Nierząd wszystkie obyczaje psuje, na których miejsce nastąpiły srogie zbrodnie, mężobójstwa, gwałty, łupiestwa, mordy, z rusznic zabijania, wszeteczeństwo, krzywoprzysięstwo, zbytki, utraty i innych wiele szkaradnych występków”.
PW
Wszystkie te przywary łączy w sobie bohater naszej dzisiejszej opowieści… Ale po kolei…
PK
Przenieśmy się pomiędzy ciemne mury zamku Stadnickich w Dubiecku – konkretnie do wieży. Krętymi schodami zmierza w dół Barbara ze Zborowskich Stadnicka, trzymając na ręku opatulone niemowlę płci męskiej. Za nią podąża katolicki ksiądz oraz jej zaufany sługa. Na zewnątrz dmie wicher i słychać pierwsze pomruki burzy...
PW
Wchodzą do komnaty pod wieżą. Kapłan przygotowuje się do udzielenia malcowi sakramentu chrztu świętego. Sługa zapala świece. Barbara, trwożnie ogląda się za siebie i modli się…
PK
Ksiądz rozpoczyna ceremoniał, pochylając ampułkę z wodą święconą nad główką dziecka, które zaczyna wrzeszczeć jakimś dziwnym, przejmującym głosem...
PW
W chwili, gdy kapłan wypowiada słowa łacińskiej reguły: „Ego te baptisto in nomine” – ja cię chrzczę w imię”… wnętrze komnaty rozświetla błysk pioruna, a drzwi otwierają się z łoskotem...
PK
W drzwiach – ku przerażeniu zgromadzonych – staje postawny mężczyzna okryty delią podbitą futrem, krzycząc wściekle:
PW
„Nomine Diabolo” – „W imię diabła”
PK
Błysk szabli, coś leci krótko w powietrzu i spada na ziemię...
PW
Odcięta dłoń księdza leży w kałuży krwi… A on sam wrzeszczy w niebogłosy…
PK
Szable dzierży w dłoni pan tego zamku – Stanisław Mateusz Stadnicki – luteranin, sycząc ze złością w kierunku żony:
PW
Chciałaś mi uczynić z syna papistę Barbaro… Nigdy Ci tego nie daruję!
PK
Jego słowom towarzyszy kolejny kolejny grzmot i błysk pioruna...
PW
Czy tak przebiegał pierwszy chrzest Stanisława Stadnickiego i czy od tego zdarzenia nazwano go Diabłem? Tego nie wiemy, ale krążyły takie legendy...
PK
Inni twierdzili, że swój piekielny przydomek zawdzięczał swym późniejszym występkom… Ale jak się zapewne domyślacie – Barbara – jako gorliwa katoliczka – nie była w związku małżeńskim szczęśliwa i pewnie niezbyt przychylnie patrzyła na kolejne chrzty syna.
PW
Ochrzczono go prawdopodobnie 28 VI 1551 r. w Dubiecku – w kościele zamienionym na zbór luterański, choć w aktach nie wpisano jego imienia. Chrztu owego dokonał Wojciech z Iłży, który zasłynął z rozbijania siekierą wnętrz katolickich świątyń w czas rewolucji protestanckiej.
PK
Po raz kolejny ochrzczono go w obrządku kalwińskim, gdy jego ojciec przeszedł na to wyznanie.
PW
Możemy też dodać, że wujem małego Staszka był osławiony Samuel Zborowski – znany zagończyk i banita, skrócony o głowę za sprawą kanclerza Jana Zamoyskiego.
PK
Zatem Stanisław miał z kogo czerpać mroczne wzorce. Zaczęło się jednak dość niewinnie. W młodości nauki pobierał w Dubiecku, a następnie wysłano go do Heidelbergu, by nabrał światowej ogłady...
PW
Niestety nauka i nabyte maniery poszły w las. Dosłownie w las, bowiem pierwszy jego występek zanotowany w aktach sądowych, to nielegalny wyrąb drzew w lesie niejakiej Zofii ze Sprowy Kostczyny.
PK
Następnie najeżdża Przeworsk, wysadza prochem bramę miejską i uwalnia z więzienia w ratuszu swojego hajduka – Stanisława Ilka.
PW
Ma to miejsce w latach 1573 – 1575. Objawił się też w roli obrońcy protestantów w Krakowie w roku 1578, gdy po napadzie na zbór luterański karze winowajców „studenty, żaki, po ulicach tłukąc i bijąc”.
PK
Musimy zaznaczyć, że Diabeł potrafił odziać się czasem w ornat. W służbie króla jegomości – Stefana Batorego – młody rotmistrz Stadnicki daje dowody swej bitności w czasie pacyfikacji zbuntowanych Gdańszczan.
„Pode Gdańskiem w 1577 z Niemcy na harcu pojedynkiem czyniąc (…) nieprzyjacielom króla pana swego był silen, tylko co mu koń pod nim zabito, gdy ludzie na zasadzkę przywodził” – jak pisał Bartosz Paprocki.
PW
Z królem wyprawia się też nasz nieświęty Stanisław przeciwko Moskwie. Pod Pskowem daje dowody swego męstwa i poświęcenia. Bartosz Paprocki napisał, że po nieudanym szturmie Polaków 8 IX 1581 r. Stadnicki rozkazał zsiąść z koni swym 300 zabijakom i szedł samotnie „przed wszystkimi naprzód, tuż przed oczyma hetmana Zamoyskiego”, a „okrutnie potłuczon” niechybnie by zginął, gdyby nie ratunek trzech jego kamratów.
PK
Jednak, gdy przychodzi do nagradzania wojennych zasług, następuje pewien zgrzyt i natura Diabła wyłazi na wierzch.
„Pan kanclerz z regestrzyka każdemu z osobna od króla dziękował i zasługi osobliwe zalecał. Długo tego było, jedni kontenci dziękowali, drudzy bynajmniej, ledwie czapkę zdjęli, jako Stadnicki, ten jako wściekły się gniewa, za 1000 florenów nie podziękował. Nabył sobie p. kanclerz miłości u jednych, u drugich nienawiści” – jak zapisał ks. Jan Piotrowski.
PW
Urażony Stadnicki zmienia front o 180 stopni i przechodzi na służbę Habsburgów. Jako sługa cesarza Rudolfa II walczy pod Agrą, gdzie nie dostaje podagry, a ścina niemiłosiernie ottomańskie łby.
PK
Gdy po śmierci Batorego, kandydatem do polskiego tronu zostaje brat Rudolfa – Maksymilian. Stadnicki udziela mu pełnego poparcia nie tylko jako poseł, ale także żołnierz.
PW
Diabeł staje pod sztandarami Habsburgów wraz ze swymi trzema braćmi – Marcinem, Samuelem i Andrzejem. „Terroryzmem i bezgranicznym zuchwalstwem góruje ten człowiek między stronnikami Maksymiliana” – jak zapisał Władysław Łoziński.
PK
W bitwie pod Byczyną 24 I 1588 r. Stadnicki dowodzi lewym skrzydłem wojsk, nacierającym na stronników Zygmunta Wazy – innego pretendenta do tronu polskiego. Ściera się tam z ludźmi Jana Zamoyskiego i Stanisława Żółkiewskiego, tracąc większość żołnierzy i chorągiew. Z resztą ocalonych salwuje się ucieczką.
PW
Maksymilian poddaje się, a wkrótce na tronie polskim zasiądzie Zygmunt III Waza.
PK
Tymczasem po bitwie pod Byczyną Stadnicki straszliwie pustoszy dobra szlacheckie w województwie krakowskim, odreagowując porażkę. Z dymem idą dobra Potockich, Płazów (bez gadów i porostów), Padniewskich, Myszkowskich, Ostrorogów, Łubnickich oraz kapituły krakowskiej. W tym krwawym dziele towarzyszy mu wujaszek – Krzysztof Zborowski – brat Samuela – również banita i infamis. Płonie ziemia i niebo...
PW
Pod Byczyną pod rozkazami Diabła walczy też Adam Czahrowski – autor słynnej pieśni „Duma rycerska”…
PK
Moglibyśmy nazwać już Stadnickiego Diabłem Łańcuckim, jako że w roku 1586 przejął to piękne miasto za długi od Anny Siennieńskiej. Jednak do Łańcuta nie wraca, a prawdopodobnie udaje się na Węgry, ścigany za zdradę stanu. Modny i dziś kierunek...
PW
Około 1592 r. Stadnicki bierze za żonę córkę śląskiego szlachcica – Sambora Ziemeckiego – Annę. Zresztą inne Anny będą też mieszały w tym piekielnym kotle…
PK
Stadnicki powraca do kraju i zostaje obłaskawiony przez Zygmunta III nadaniem starostwa zygwulskiego w Inflantach… Trochę daleko...
PW
Jednak diabeł tkwi w szczegółach – Stadnicki tylko pozornie był dobrym poddanym, a tak naprawdę chciał wyprzedzić – przechytrzyć rzeczywistość…
PK
Wyspecjalizował się w sąsiedzkich wojnach podjazdowych. Jego znakiem rozpoznawczym była czarna strzała, wypuszczana z łuku, wbijająca się w drzwi dworu swojego adwersarza… To tak jak ryba przesyłana przez sycylijską mafię – takie wypowiedzenie wojny...
PW
W taki właśnie sposób wypowiedział wojnę stronnikowi Mikołaja Spytka Ligęzy – Stanisławowi Wapowskiemu, najeżdżając zbrojno Dynów. Z tymże Ligęzą w latach 1600 – 1605 prowadził lokalną wojenkę o przeniesienie jarmarku z Ligęzowskiego Rzeszowa do swojego Łańcuta.
PK
Wydaje się wam to śmieszne… Wojna o jarmark… Dziś nie zdajemy sobie sprawy jakie korzyści materialne przynosiło prawo organizowania cotygodniowych targów i jarmarku w prywatnym mieście…
PW
W 1603 r. Diabeł rozpoczyna wojnę z Korniaktami o długi, nie chcąc spłacać należności zaciągniętych od nich w 1599 roku. Stawka nie była banalna – chodziło o ponad 40 000 złotych.
PK
Stadnicki niewiele sobie robił z tego, że Korniaktowie byli wielowektorowo skoligaceni – z Dzieduszyckimi, Tarnowskimi i Chodkiewiczami, a sam ród pochodził z Krety z miasta Kandia.
PW
Mimo, że ugoda była już postanowiona, Stadnicki znów wyprzedził rzeczywistość – 30 VII 1605 r. na czele 1500 żołnierza złupił należącą do Korniaktów Sośnicę, wywożąc dobra nie mało, w tym „pieniądze, złoto, kamienie, perły drogie”. Samej gotowizny – na czarną godzinę trzymaną – było podobno 140 000 złotych… Wziął również do niewoli Konstantego Korniakta, którego przez 8 tygodni trzymał w łańcuckich lochach, strasząc śmiercią, a na koniec odegrał komedię w sanockim sądzie, przed którym przerażony Konstanty podpisał wszelkie weksle… Dokonała się niebywała mistyfikacja… W pobliżu Łańcuta Stadnicki wypuścił ośmieszonego więźnia…
PK
„Taka była zawsze taktyka Stadnickiego: być pierwszym u prawa, pierwszym u aktów grodzkich, pierwszym w protestacji, pierwszym w pozwach, uprzedzać żałobę ofiary swego bezprawia, bić i płakać” – jak zapisał Władysław Łoziński w swej książce „Prawem i lewem”.