
Dziś przedstawiam pierwszy fragment zapisu naszego nowego filmu na kanale YouTube "Miotła czasu" - pt. "Czarownice, latawce, czarty i sabaty", który jest jednocześnie zaproszeniem do oglądania tegoż filmu, a idzie to tak:
PK
Witamy was w kolejnym odcinku Miotły czasu w formacie Miotła plus.
Z tej strony Paweł Kobus.
I Paweł Wojtyś.
Jak już wiecie z zapowiedzi z naszego ostatniego filmu, będzie to rozszerzona opowieść o tych, co na mietłach i nie tylko latały, czyli rzecz o czarownicach, latawcach, czartach i sabatach. Zatem opowieść mocno czarująca… Z elementami horroru i groteski.
PW
No to Paweł, w ramach wstępu, coś ci opowiem.
Posłuchajcie wszyscy.
Był 15. dzień listopada A.D. 2017… Gdy nasz Glob był jeszcze w miarę normalny… Wczesne popołudnie… Niskie chmury, czesane przez wierchy jodeł i buków, przesuwały się niespiesznie ku wschodowi… Przenikliwie zimna wilgoć była wszechobecna… Młodzież, niewiele zwracając uwagę na okoliczności przyrodniczo – meteorologiczne, rozerwanymi grupkami (zresztą jak zwykle), pędziła lub spacerkiem zdążała ku szczytowi najwyższego wzniesienia Gór Świętokrzyskich – Łysicy (krakowskim targiem – 613,5 m n.p.m.)…
Wraz z nimi maszeruje dziarsko troszkę starsza młodzież;) – panie nauczycielki (opiekunki wesołej uczniowskiej –licealnej czeredy z Mińska Mazowieckiego) i oczywiście ja – prowadzący ich „głaźną drogą” – przez tego dnia wyjątkowo mroczny krajobraz – na szczyt „Czarodziejskiej Góry”…
Docieramy do rumowia gołoborzy – świadka dawnej potęgi Gór Świętokrzyskich – Sandomierskich – Środkowopolskich… Siadamy na wilgotnych głazach i pniach na szczycie… Opowieść, sięgająca milionów lat wstecz, płynie pomiędzy skały i leśne drzewa… Opowieść sięga też do innych – nie do końca umieszczonych w czasie – legendarnych historii… Przypominam sobie kątem wolnej przestrzeni umysłu, zajętego przetwarzaniem danych na potrzeby łysickiej opowieści, pewien dzień listopadowy, podobny do dzisiejszego, kiedy to przebojem – będąc w Świętej Katarzynie przypadkiem, wiedziony jakimś dziwnym nakazem duszy romantyka – wdarłem się na ten szczyt i we mgle chmury usiadłem na jednym z głazów morza głazów…
No i jesteśmy na szczycie Łysicy... a tu "cisza żałobnica"... Ważne, że jesteśmy w komplecie – wszystkie głowy policzone (choć zabrało to 15 minut) – nikt nie przepadł we mgle... ;) Chroni nas tu Krzyż... Zatem czas na łysicką opowieść...