Polski... Świętokrzyski Indianin... Krótka opowieść o Górach i Ziemi...

Po opisach wypadków dziejowych na terenie Gór Świętokrzyskich w okresie II wojny światowej – w 80. Rocznicę jej Wybuchu – w nawiązaniu zwłaszcza do roku 1944 i Akcji „Burza” na Kielecczyźnie – nadszedł czas na opowieść niezwykłą – wręcz bajkową…

W szeregach 72. Pułku Piechoty Armii Krajowej latem 1944 r. walczy młody chłopak z Radomia – Stanisław Supłatowicz, Sat-Okh, zwany „polskim Indianinem” – Wojownikiem Gór Skalistych i Gór Świętokrzyskich… Postać niezwykła

Przedstawiał się imieniem Długie Pióro – Sat-Okh, twierdząc, iż jest synem wodza Szewanezów – Wysokiego Orła oraz Polki – Stanisławy Supłatowicz, która podążyła na Syberię za mężem, zesłanym za udział w rewolucji 1905 roku. Gdy mąż zmarł, Stanisława w 1917 roku uciekła z Czukotki razem z grupą zesłańców, którzy na pokładzie tratwy przebyli Cieśninę Beringa i dostali się na Alaskę. W Kanadzie chora Stanisława została porzucona przez towarzyszy podróży i przypadkiem odnaleziona przez Szewanezów. Wódz Wysoki Orzeł ożenił się z nią, urodziła im się trójka dzieci, z których najmłodszym miał być Sat-Okh. Dorastał wśród Indian, został wojownikem. Na wieść o odzyskaniu przez Polskę Niepodległości, Stanisława wraz z synem wyruszyła do Ojczyzny.

Sat-Okh podawał, że wrócili w 1937 albo w 1938 roku. Podczas wyrabiania metryki matka zmieniła część danych, ukrywając jego indiańskie pochodzenie – jako miejsce urodzenia Stanisława wpisano Aleksiejewkę koło Irkucka w Rosji, a jako ojca – Leona Supłatowicza, pierwszego męża matki… Zamieszkali w Radomiu. Jak głosi legenda, po klęsce 1939 roku Sat-Okh uczył się na tajnych kompletach oraz zaangażował się w działalność konspiracyjną. W 1940 roku miał zostać aresztowany przez Gestapo i skierowany do obozu zagłady – KL Auschwitz, jednak wyskoczył w czasie jazdy pociągu z wagonu i zbiegł z transportu. Następnie został żołnierzem Armii Krajowej, przybierając pseudonim "Kozak", walczył w III batalionie 72. pułku piechoty AK w ramach Kieleckiego Korpusu AK. W partyzantce ponoć strzelał do Niemców z łuku i skalpował pokonanych wrogów – jak jego indiańscy przodkowie...

Świętokrzyski Indianin - Sat-Okh

Sat-Okh utrzymywał, że po wojnie – za przynależność do AK – był więziony przez Sowietów. Potem przez wiele lat – jako marynarz – pływał na statkach Polskich Linii Oceanicznych, w tym na MS Batory. Osiadł na stałe w Gdańsku, założył rodzinę, a w 1958 roku zaczął pisać książki o tematyce indiańskiej i swojej – z tym związanej – przeszłości. Napisał ich kilka – bardzo wiarygodnie…

W latach 70. XX w. stał się bardzo popularny, uczestniczył w programach telewizyjnych dla młodzieży, ukazywały się kolejne jego dzieła. Uważany jest do dziś przez wielu za jednego z pionierów ruchu indianistów w Polsce, współtwórcę i czołową postać nieformalnego Polskiego Ruchu Przyjaciół Indian, wyrabiał indiańskie ozdoby, malował, tańczył, śpiewał indiańskie pieśni, nawet leczył jak szaman...

Jednak najnowsze badania, odzwierciedlone szeroko w książce pt. „Biało-czerwony, tajemnica Sat-Okha”, autorstwa Dariusza Rosiaka, wskazują, iż całą tę indiańską legendę stworzyła – pewnie w dobrej wierze, chcąc chronić swego synka – zagubionego chłopca z syberyjskich „krajświatów” w Nowej Ojczyźnie – Stanisława Supłatowicz…

Jego ojcem był najprawdopodobniej właśnie Leon Supłatowicz – tak przynajmniej stoi w dokumentach, który w 1922 r. złożył wniosek o repatriację do Polski wraz z rodziną. W dokumentach podano 15 IV 1925 r. – jako datę urodzenia Stanisława…

W każdym razie w latach 20. XX w. Stanisława, bez męża, ale z synkiem powraca do kraju… Chłopiec bardzo słabo mówi po polsku, dlatego przez kolegów przezywany jest „Bolszewikiem”… Być może wtedy matka stworzyła i wmówiła Stasiowi bajkowy, egzotyczny świat, który miał być jego światem i atrakcyjnym życiorysem dla innych… Być może… być może wojenne przeżycia wytworzyły lub spotęgowały weń tę interesującą tożsamość…

Ci, którzy pomagali mu w pisaniu książek o tematyce indiańskiej, twierdzili, iż jego wiedza na ten temat była bardzo powierzchowna i – z biegiem lat – modyfikowana pod wpływem coraz to nowych westernowych filmów oraz książek… Sowieckie władze w Polsce również przychylnie spoglądały na tego typu działalność – ukazującą Jankesów, jako sprawców ludobójstwa Indian, co z resztą jest zgodne z prawdą…

Z biegiem lat Supłatowicz plątał się w labiryncie sprzecznych informacji, opowieści o sobie… Nawet pochodzenie blizn na swoim ciele wyjaśniał na kilka sposobów – raz miały one powstać w czasie walki z tygrysem na pokładzie okrętu, raz podczas walki z niedźwiedziem lub rysiami… A może powstały w wyniku katowania przez niemieckie lub sowieckie bestie, co wytworzyło w Stachu spotęgowanie indiańskiej tożsamości… Być może tym drugim bestiom było to potrzebne…

Faktem jest, że był niezwykle sprytny i wysportowany… Ale raczej nie uciekł z transportu do Auschwitz… Dokumenty wykazują, że Supłatowicz został skazany za pospolitą kradzież i odsiedział za to 10 miesięcy w radomskim areszcie. Wyszedł na wolność w marcu 1942 roku…

Jednak z pewnością był żołnierzem AK ps. „Kozak”… Z pewnością cechowała go odwaga i niespotykana brawura w walce leśnej, za co słusznie otrzymał Krzyż Walecznych… Podczas walk na Kielecczyźnie – w szeregach 72. p.p. AK – był ranny…

Zatem był wojownikiem przynajmniej Gór Świętokrzyskich – tu sprawdził się jako wojownik, tu była jego wojenna inicjacja i „przyklepanie” w boju godnego pseudonimu – „Kozak”… Bo też Kozak był z niego nie lada… A reszta… no cóż przykra sprawa dla pokoleń dzieciaków i młodzieży – zamkniętych w szarym, dusznym bloku sowieckiego PRL – dla których Sat-OKh był czymś w rodzaju barwnego i niezwykle przyciągającego okna na zupełnie inny świat…

Myślę jednak, że – ze względu na ciężkie życiowe doświadczenia oraz poprzez wzgląd na ten kolorowy indiański świat, który malował słowem, pędzlem, gestem i całym sobą, dając tyle radości i pięknych marzeń młodzieży polskiej pod sowieckim zaborem, jak również mając na względzie jego zasługi w walce zbrojnej podczas II wojny światowej – powinniśmy mu wybaczyć…

Przecież „nic nie żyje długo, z wyjątkiem ziemi i gór” – jak mówią słowa starej indiańskiej pieśni, które Sat-Okh często powtarzał…

A może jednak było coś prawdziwego w tych indiańskich opowieściach?... Kto wie…

Niechaj spoczywa w pokoju pomiędzy szczytami niebiańskich gór i pniami drzew niebiańskiej puszczy…

Stanisław Supłatowicz – Sat-Okh (Długie Pióro) – zmarł  3. lipca 2003 r. w Szpitalu Marynarki Wojennej w Gdańsku i został pięć dni później pochowany na gdańskim Cmentarzu Srebrzysko…

Pewnie w obliczu nadchodzącej śmierci wspomniał Radom, Szydłowiec, Góry Świętokrzyskie, poprzez które biegła Jego wojenna ścieżka…

Stanisław Supłatowicz - Sat-Okh - Świętokrzyski Indianin

Zmarł… a może odszedł do Krainy Wiecznych Łowów…

Tak, czy inaczej, będzie zawsze obecny w pamięci kilku pokoleń Polaków…