wstążka świętokrzyska

Rewolucja warszawska 1830 - pijana i krwawa Noc Listopadowa

Dziś przedstawiam kolejny fragment zapisu naszego filmu na kanale YouTube pt. „Pijana Noc Listopadowa 1831", który jest jednocześnie zaproszeniem do oglądania tegoż filmu. Spróbujmy odpowiedzieć na pytanie: co naprawdę wydarzyło się w Warszawie w nocy 29/30 XI 1830 r.?

PK 

Wieczorem 29 XI 1830 r. podchorążowie pod wodzą Piotra Wysockiego, część żołnierzy i oficerów garnizonu warszawskiego oraz inni spiskowcy uderzają na Belweder i Arsenał. Plan nocnej akcji jest słaby i niewiele brakowało, aby się nie powiódł… Księciu Konstantemu udaje się uniknąć śmierci i wyprowadzić część wojsk rosyjskich oraz polskich poza Warszawę… Większość mieszczan jest przerażona i pierzcha do domów, widząc kilkugodzinną bratobójczą walkę spiskowców z częścią wojsk Królestwa, dowodzoną przez wyższych oficerów, chcących powstrzymać wybuch powstania… Z rąk rebeliantów giną zwykli żołnierze, oficerowie niższej szarży, pułkownicy i generałowie… 

PW

Przyjrzyjmy się z bliska owej nocy listopadowej… Jest około 19.00… Zajrzyjmy do szkoły podchorążych w warszawskich Łazienkach, do której z łoskotem – wraz z grupką spiskowców – wpada ppor. Piotr Wysocki, wrzeszcząc:

PK

Godzina zemsty wybiła! Dziś nasz triumf albo zgon! Zabić tyrana, śmierć Konstantemu i wszystkim jego poplecznikom! Generalicja może liczy na dalsze awanse i zaszczyty, ale my nie mamy nic do stracenia! Ruszymy z posad bryłę świata, czy jak to tam było… Pomścimy Łukasińskiego, niech żyje Wolnomularstwo Narodowe i Międzymorze, czy coś tam… Oto dziś dzień krwi i chwały! Kto nie z nami, ten przeciwko nam! Na Belweder!

Wtem drogę Wysockiemu zastępuje ppor. Kajetan Niewęgłowski, krzycząc:

PW

Stać, na Rany Chrystusa! To zdrada! Jesteście żołnierzami! Obowiązuje was rozkaz i przysięga! Konstanty ani mi swat, ani brat, ale rozkaz, to rozkaz!

PK

Błysk bagnetów… Pierwsza krew… Niewęgłowski pada na kolana brocząc z ust ciemną posoką… Obok leży ciało podchorążego, który też się rewolucyi ważył sprzeciwić…

PW

Wysocki formuje pierwszą kadrową kompanię listopadowego buntu… Około 160 młodych ludzi wychodzi ze szkoły zwartą kolumną, ruszając w kierunku pobliskich koszar rosyjskiej kawalerii.

Wysocki 10 dni później opowie o tym Maurycemu Mochnackiemu:

PK

„Powtórnie dawszy ognia, silnym w skoku napadem, z okrzykiem wojennym hurra! rozbijamy kolumnę Rosyan, którzy zasławszy plac trupem, na wszystkie rozsypali się strony. W tej chwili dano mi znać, że pułki kirasyerski i huzarski wychodzą z koszar”. 

PW

W tym czasie niewielka grupa podchorążych i cywilnych spiskowców rusza na Belweder, zabić wielkiego księcia Konstantego, który – niczego nie podejrzewając – przebywa w gronie doradców. Belwederu strzeże trzech inwalidów i służba… Wpadają do środka z okrzykiem: Przyszliśmy po głowę tyrana!

PK

Błysk bagnetów i szabel… Kolejna krew… Na posadzce Belwederu leży, brocząc krwią, rosyjski generał, a bogu ducha winny majordomus wije się w drzwiach w ostatnich konwulsjach...

PW

Konstanty ucieka (ponoć w kobiecym przebraniu) – główny cel rewolty – spalił na panewce, a i koszar kawalerii nie udaje się zdobyć. Rosjanie zwierają szyki i kontratakują, odbijając Belweder i osaczając spiskowców na terenie Łazienek. Wysocki z niepełną kompanią piechoty zmuszony jest do odwrotu, co również opisał – koloryzując mocno – Mochnackiemu:

PK

„Pułk ułanów, na który najprzód uderzyliśmy, zupełnie rozproszony, dozwolił nam cofać się przez most Sobieskiego, gdzie połączył się z nami powracający z Belwederu oddział cywilnych osób”.

Cofają się do Śródmieścia... idą ulicą Wiejską... idą Nowym Światem, nawołując przerażonych przechodniów: Chodźcie z nami, chodźcie z nami!

PW

Nawołują bez skutku. Nikt nie chce przyłączyć się do szalonego czynu tej listopadowej krwawej nocy… 

PK

Jednak w tym czasie kilka kompanii piechoty, prowadzonych przez oficerów – spiskowców – włącza się do akcji. Są to jednakże wątłe siły. Większość polskiej armii nie przyłącza się do buntu.

PW

I teraz najbardziej mroczny etap owej strasznej nocy listopadowej...

PK

Idą rozgoryczeni, wiedzą, że są wyjęci spod prawa, że jest to dla nich droga tylko w jedną stronę… Są zdesperowani… Szukają przywództwa… 

PW

Wtem na ich drodze pojawia się generał Stanisław Florian Potocki – powszechnie lubiany i szanowany – dowódca 1. Dywizji Piechoty Liniowej, Napoleończyk, adiutant księcia Pepi – kawaler Krzyża Virtuti Militari oraz Orderu Legii Honorowej – oficer nieskazitelnej służby…

PK

„Przy kościółku Aleksandra spotkaliśmy jenerała Stanisława Potockiego; przytrzymali go podchorążowie schylając się do stóp jego i błagając żeby się przyczynił do ojczystej sprawy. Łącząc mój głos z prośbą młodzieży rzekłem do niego »Jenerale! Zaklinam cię na miłość ojczyzny, na więzy Igelstroma, w których tak długo jęczałeś, żebyś stanął na naszym czele. Nie sądź, że sama szkoła powstała. Całe wojsko zmierza do swoich stanowisk i jest za nami«. Lecz gdy te wszystkie przełożenia nie odniosły zamierzonego skutku, kazałem go wypuścić” – to znów Wysocki do Mochnackiego...

PW

Generał Potocki natychmiast udaje się do Belwederu i melduje – bezpiecznemu już tam – księciu Konstantemu, że w Warszawie wybuchł bunt, ale Wojsko Polskie czeka na jego rozkazy… 

PK

Rebelianci idą dalej Nowym Światem, nawołując okolicznych mieszkańców do przyłączenia się do nich… Nadaremnie… Okiennice i drzwi są zabijane gwoździami… 

PW

Przy kościele Św. Krzyża spotykają gen. Stanisława Trębickiego – Napoleończyka – kawalera Krzyża Virtuti Militari oraz Orderu Legii Honorowej – oficera nieskazitelnej służby… Nadzorującego z rozkazu księcia Konstantego Szkołę Podchorążych… 

PK

Generał próbuje ich wyminąć, ale buntownicy krzyczą: Z konia jenerale! Zabierają go na bok i proszą o przyłączenie się do rewolty. Trębicki zdecydowanie odmawia i... zostaje wypuszczony. 

PW

Gdy docierają w pobliże pałacu namiestnikowskiego (dziś prezydenckiego), widzą nadjeżdżającego konno naprzeciw nich gen. Maurycego Hauke – uczestnika wojny 1792 r., insurekcji 1794 r., Legionistę, Napoleończyka – kawalera m.in. Krzyża Virtuti Militari oraz Orderu Legii Honorowej – oficera nieskazitelnej służby… Ówczesnego ministra wojny Królestwa Polskiego i zaufanego Konstantego. Towarzyszy mu płk. Filip Nereusz Meciszewski – Napoleończyk – kawaler m.in. Krzyża Virtuti Militari... 

PK

Podchorążowie zastępują mu drogę i próbują ściągnąć go z konia. Generał krzyczy:

PW

Precz buntownicy! Do koszar głupcy!

PK

Pułkownik Meciszewski, zasłaniając generała, wypala do nich z pistoletu… 

PW

Salwa karabinowa… Dym… Zapach prochu i krwi… Generał i pułkownik padają na bruk obok kamiennych lwów przed pałacem namiestnikowskim. Podchorążowie z wściekłością dźgają ciało polskiego generała bagnetami… W akcie sądowym zapisano, iż na ciele generała stwierdzono 19 ran kłutych i postrzałowych… Polska krew płynie obficie, a oni dopiero się rozkręcają...

PK

Maszerując ulicą Senatorską, widzą nadjeżdżającą karetę. Wewnątrz siedzi gen. Józef Nowicki – powszechnie szanowany i lubiany przez podchorążych – uczestnik wojny 1792 r., insurekcji 1794 r., Napoleończyk – kawaler m.in. Krzyża Virtuti Militari oraz Orderu Legii Honorowej – oficer nieskazitelnej służby…

PW

Dwie kolumny rebeliantów mijają karetę, pytając: Kto jedzie? Za każdym razem stangret odpowiada im gromko:

PK 

Jenerał Nowicki!

PW

Jednak w trzeciej kolumnie ktoś podaje dalej: Lewicki! Chodzi o znienawidzonego przez spiskowców rosyjskiego generała Michaiła Iwanowicza Lewickiego – komendanta Warszawy. Podchorążowie krzyczą jeden przez drugiego:

PK

To Lewicki, Lewicki, na Boga – Lewicki jedzie!

PW

Salwa karabinowa… Dym… Zapach prochu i krwi… Generał Nowicki osuwa się z fotela karety śmiertelnie ranny… Broczy krwią…

PW

Wtem pojawia się pomiędzy nimi na koniu gen. Trębicki i krzyczy:

PK

Cóż czynicie Szaleni?! Mordujecie polskich generałów – waszych dowódców! Gdzie wasz honor i przysięga? Jesteście zwykłymi mordercami, a nie żołnierzami! Tegośmy was uczyli? 

Buntownicy odkrzykują:

PW

A ty coś czynił za Napoleona? Nie byłeś jako i my teraz?

Generał odpowiada:

PK

Byłem czynny w walce, ale zawsze wierny przysiędze!

Podchorążowie odpowiadają:

PW

To giń wierny tyranowi! Niech żyje rewolucyja!

PK

Salwa karabinowa… Dym… Zapach prochu i krwi… Generał Trębicki uderza z łoskotem o warszawski bruk, brocząc krwią… Jego ciało kłute jest bagnetami i kopane butami podchorążych… Polska krew płynie obficie… A oni dopiero się rozkręcają...

PW

Wokół słychać wystrzały i szczęk oręża – na ulicach Warszawy toczy się walka… Większość mieszkańców miasta chowa się do domów, barykaduje drzwi i modli się… Wojsko polskie jest podzielone… Pułki piechoty liniowej – 4. i 5. przechodzą na stronę buntowników, 2. i 6. oraz gwardia pozostają wierne królowi, księciu Konstantemu i generalicji… 

Zajrzyjmy teraz do koszar 4. pułku, czyli słynnych Czwartaków, gdzie właśnie wzbiera zarzewie buntu… Drogę swoim podkomendnym zagradza płk. Ludwik Bogusławski – uczestnik wojny 1792 r., insurekcji 1794 r., Napoleończyk – kawaler m.in. Krzyża Virtuti Militari oraz Orderu Legii Honorowej – oficer nieskazitelnej służby… Pułkownik krzyczy:

PK

Dokąd to dzieci?! Chcecie dołączyć do tego szaleństwa? Głowy swoje i innych położyć? Gdzie wasz honor, słowo i rozum?!

PW 

Błysk bagnetu… i ręka go wstrzymująca… Cios pięścią w nos pułkownika… Bogusławski pada na ziemię, poturbowany jeszcze przez własnych żołnierzy idących poprzeć rewolucję… Nie zginął tylko dlatego, że go cenili i szczerze lubili… 

PK

Powstańcy postanawiają powtórzyć rok 1794, gdy krwawo rozprawiono się z Rosjanami głównie rękami tzw. „ludu Warszawy”… 

PW

A skoro myślący trzeźwo lud stolicy barykaduje się ze strachem w domach, to trzeba znaleźć proletariat zastępczy… Spiskowcy maszerują na Arsenał… Szaleństwo, rozpacz i gniew… 

PK

Tymczasem do marszu na Arsenał przyłącza się szemrane towarzystwo – złodzieje, prostytutki, przemytnicy, biedota oraz inni, pragnący zemsty i „zadośćuczynienia” za monopol Newachowicza… Oto i mityczny lud Warszawy...

PW

Większość rosyjskich generałów wzięta jest do niewoli, kliku traci życie. Natomiast polscy generałowie, skupieni przy Konstantym, radzą mu, iż jak najprędzej trzeba uderzać na Arsenał. Sam zaś Konstanty – na wieść o przyłączeniu się tzw. „ludu Warszawy” do spiskowców – mając w pamięci krwawą jatkę jaką ów „lud” zgotował Rosjanom w 1794 r. – i uważając, że wszystko stracone – opuszcza Warszawę… 

PK

Pod Arsenał ruszają oddziały polskie wierne Konstantemu oraz oddziały rosyjskie. Naprzeciw nim idą oddziały polskie, które przeszły na stronę rewolucji oraz inni spiskowcy i ww. osławiony „lud Warszawy”… 

PW

Pod Arsenałem dochodzi do walki. W tym tumulcie wrzawy bitewnej widzimy wyłaniającą się zza chmury prochowego dymu potężną – wysoką na blisko 2 m – postać polskiego generała… To gen. Ignacy Aleksander O’Blumer (znany najczęściej jako Blumer) – potomek irlandzkich artylerzystów, francuski pirat i niedoszły kolonizator Florydy – surowy sędzia wojskowy i dowódca 2. Brygady Piechoty Liniowej – uczestnik wojny 1792 r., insurekcji 1794 r., Napoleończyk – kawaler m.in. Krzyża Virtuti Militari oraz Orderu Legii Honorowej – oficer nieskazitelnej służby…

Generał krzyczy pośród bitewnego tumultu do zbuntowanych żołnierzy:

PK

Chcecie zgubić nas i siebie? Wiecie, co grozi za wszczęcie buntu? Dochowajcie wierności przysiędze! Wracajcie do koszar na Boga! 

PW

Wystrzał karabinowy… Potem błysk bagnetów… Gen. Blumer z przeszytą kulą piersią pada na bruk warszawski i zostaje doń przygwożdżony dwoma ostrzami… Kona w kałuży krwi… 

PK

Polska krew płynie obficie… Szaleństwo, rozpacz i gniew… Buntownicy rozkręcają się na dobre… Na ul. Senatorskiej ponownie spotykają na swej drodze gen. Stanisława Potockiego… Tym razem generał nie uniesie cało głowy z tego spotkania… Potocki krzyczy do nadchodzących żołnierzy 3 ppl:

PW

Dzieci, opanujcie się! Jeszcze pora przerwać to szaleństwo! Zawróćcie! 

PK

Pada strzał… Generał pada na bruk Warszawy… Jego ciało kłute jest z wściekłością ostrzami szabel i bagnetów oraz obrzucane nieczystościami… Potocki kona kilka godzin w ścieku… W sumie kona w męczarniach kilkanaście godzin, by na koniec wyzionąć ducha w jednym z domów przy Senatorskiej...

PW

Arsenał zostaje zdobyty przez rebeliantów i tzw. „lud Warszawy”. Ich łupem padają tysiące szabel i karabinów. Karabiny jednak są pozbawione zamków, wymontowanych i wywiezionych zapobiegliwie na rozkaz dowództwa na Pragę – w obawie przed zbrojną ruchawką w stolicy Królestwa… Przeto zdobyto raczej broń drzewcową niż palną… Ano rewolucyja… 

PK

Najczęstszym łupem zbuntowanego wojska oraz „ludu Warszawy” tej nocy padają szynki i składy alkoholu… Miasto ogarnia totalny chaos… Julian Ursyn Niemcewicz – adiutant Kościuszki, pisarz i historyk – zapisał ze zgrozą: „…skład niezmierny wódki Newachowicza zrabowany, wytaczano kufy z gorzałką. Każdy do woli czerpie, wkrótce kilkadziesiąt tysięcy ludzi pijanych. Krzyki, wołania, strzelania napełniają miasto całe. Okropna noc, któż mógł w niej zmrużyć oko; zatarasował się każdy, jak mógł”.

PW

Podobnie tę noc listopadową wspominał archeolog i historyk – Tymoteusz Lipiński: „Dzień 30 był dniem większej jeszcze trwogi; pospólstwo odbiwszy magazyn wódki i różne szynki, ledwo na nogach ostać się mogło, równie i większa część żołnierza była w podobnym stanie”.

PK

Trwają walki o Plac i Pałac Saski. Którego obroną kieruje gen. Tomasz Siemiątkowski – oficer Sztabu Głównego i zaufany księcia Konstantego – Napoleończyk – kawaler m.in. Krzyża Virtuti Militari oraz Orderu Legii Honorowej – oficer nieskazitelnej służby… Generał w pewnym momencie widzi koło Pałacu Bruhla dużą grupę żołnierzy 5 ppl oraz pijanego motłochu, szykujących się do ataku. Pędzi konno w ich stronę, krzycząc do żołnierzy: 

PW

Stać na Boga! Mało wam krwi bratniej przelanej? Odstąpcie! To rozkaz!

Jeden z żołnierzy odpowiada:

PK

Miałeś szanse nam rozkazywać kilka godzin temu, ale wolałeś bronić pałacu tyrana! Giń! 

PW

Pada karabinowy strzał… Generał runął z konia na bruk Warszawy niczym rażony gromem… Leży rozkrzyżowany na ziemi w kałuży krwi… Umiera następnego dnia w swym mieszkaniu w Pałacu Saskim...

PK

Niewiele brakowało, aby los zamordowanych generałów podzielił późniejszy bohater obrony Warszawy z roku1831 – gen. Józef Sowiński – znakomity artylerzysta i dowódca – komendant wojskowej Szkoły Aplikacyjnej, uczestnik insurekcji 1794 r., Napoleończyk – kawaler m.in. Krzyża Virtuti Militari oraz Orderu Legii Honorowej – oficer nieskazitelnej służby… który znalazł się na czarnej liście spiskowców – jako zaufany Konstantego. Tej strasznej nocy listopadowej podchorążowie przyszli go zabić. W obliczu śmierci Sowiński rzekł do nich dumnie:

PW

Źle czynicie, dzieci. Przyjdzie ojczyźnie całej zapłacić słono za waszą swawolę. Wchodzicie na drogę zdrady i wiarołomstwa!

W odpowiedzi jeden z podchorążych przystawił bagnet do piersi Sowińskiego, lecz drugi szybko chwycił za lufę karabinu i odsunął na bok, mówiąc: 

PK

Na Boga, kalekę chcesz mordować? Spójrz na jego drewnianą nogę! Wynośmy się, bagnet w innej krwi unurzasz! 

PW

Generał Sowiński przeżyje do do schyłku lata roku następnego… Jednak tej nocy listopadowej 1830 r. dokonała się rzeź polskiej generalicji – od kul i bagnetów spiskowców zginęło 6 generałów i pułkownik. Kilku generałów aresztowano, m.in. gen. Jakuba Redla i gen. Piotra Bontempsa. I żeby nie było… Zamordowani generałowie mieli również wysokie odznaczenia m.in. austriackie, pruskie, włoskie i oczywiście rosyjskie, jak Order Św. Anny.

A podawaliśmy Virtuti oraz Legię, aby uwidocznić, że większość swojego życia stracili na walkę z Rosją, a nie sojusz z nią… Doskonale zrozumieli, że Rosji pokonać się nie da, że starcie wojsk Królestwa z armią cara byłoby jak walka Dawida z Goliatem, ale w tej walce Dawid miałby pustą procę, jak puste ładownice mieli obrońcy Warszawy latem 1831 roku. 

PK

Po swych doświadczeniach generałowie pewnie myśleli: Polska wróciła na mapę Europy – jako królestwo nie księstwo, polskie, nie warszawskie. Służymy wreszcie w polskiej armii. Mamy znów króla. No a w czym niby gorsi są Romanowowie od Przemyślidów czy Wettynów? 

PW

Tego młode rozpalone głowy zrozumieć nie mogły lub nie chciały… Wracajmy jednak do nocy z 29 na 30 XI 1830 roku...

PK

Polska krew płynie obficie… Konstanty czeka bezczynnie z wojskami w Wierzbnie, twierdząc, iż Polacy powinni załatwić swoje sprawy między sobą… Choć polscy oficerowie, zwłaszcza gwardziści, przekonują wielkiego księcia, aby uderzyć na miasto i stłumić bunt, że rebelianci mają amunicji tyle, co kot napłakał i są bardzo słabo uzbrojeni.

PW

Natomiast płk Ignacy Skarbek – Kruszewski, znajdujący się wówczas przy księciu Konstantym, zapisał: „Przyjeżdża pułkownik Turno, adjutant wielkiego księcia; a gdy jenerałowie naradzali się co robić, i raporta przyszły od patrolów, że powstańcy wcale się nie posuwają, powiada do nich Turno: »Ja tam byłem i widziałem ich, wszyscy pijani, dajcie im najlepiej pokój, jak wytrzeźwieją przez noc, to się rozejdą do domów«”

PK 

Jednak się nie rozeszli, a po owym „wytrzeźwieniu” właściwie nikt nie miał dobrego pomysłu, co dalej. 

PW

Mglisty świt 30 XI 1830 r. odsłonił upiorny obraz Warszawy… Pijani w sztok żołnierze, leżący w objęciach prostytutek na ulicach splamionych krwią, leżący obok trupów…