Dziś przedstawiam kolejny, nowy fragment zapisu naszego filmu na kanale YouTube "„JE GARDE LES SECRETS” – ŻEROMSKI JAKIEGO NIE ZNACIE", który jest jednocześnie zaproszeniem do oglądania tegoż filmu. Spróbujmy odpowiedzieć na pytanie: Czym była "Ojczyzna duszy" dla Stefana Żeromskiego?
PW
Znajdujemy się teraz na terenie tzw. „Żeromszczyzny” w Ciekotach, czyli w „Ojczyźnie duszy” – jak pisał o tym miejscu Stefan Żeromski.
PK
To właśnie tutaj przyszły autor „Syzyfowych prac” spędził lata dziecięce i młodzieńcze.
To miejsce wyryło trwały ślad w jego duszy. Posłuchajcie…
PW
„Każdy ma swoje ulubione miejsce z dzieciństwa. To jest ojczyzna duszy”, „Moje góry, mój staw, moja rzeka, moja matka i przeczucie, przedpojęcie sztuki…” – pisał o Ciekotach Stefan Żeromski.
PK
Po dzierżawcach tutejszego folwarku – m.in. Ozgach, Gosławskich, Żeromskich czy Rostkowskich – nie ma już dziś w Ciekotach prawie żadnego śladu. Do naszych czasów zachowały się jeszcze jedynie resztki ogrodu i sadu. Odtworzono także staw, w którym za czasów pisarza „przeglądał się” dom jego dzieciństwa i wczesnej młodości.
Wznosi się tu obecnie także dom kultury – tzw. „Szklany Dom”, który nie taki do końca jest szklany… A w miejscu, gdzie stał dom autora „Ludzi bezdomnych”, wznosi się dziś rekonstrukcja typowego, drewnianego dworu polskiego.
Ale po kolei...
PW
W niełatwych czasach – po kilku już przeprowadzkach – gdzieś na przełomie lat 60. i 70. XIX w. – przyszło objąć dzierżawę tutejszego folwarku (lub raczej początkowo nielegalną poddzierżawę od niejakiego Knopfa) Wincentemu Żeromskiemu – ojcu Stefana. Rodzina Żeromskich osiadła na sapowatych ciekockich gruntach, zajmując podupadające budynki, stojące nad młyńskim stawem w cieniu drzew ogrodu oraz sadu, i podejmując trud gospodarowania w tym pięknym, lecz nieurodzajnym zakątku Kielecczyzny.
PK
Od roku 1871 – właścicielem Ciekot, wchodzących wraz z kilkoma innymi folwarkami w skład tzw. majoratu (porządek dziedziczenia majątku w najbliższym stopniu pokrewieństwa – np. z ojca na syna), był pułkownik armii rosyjskiej – Polak – Włodzimierz Dobrowolski, który podczas Powstania Styczniowego pełnił funkcję szefa sztabu naczelnika wojennego guberni radomskiej, a którego przyszły pisarz uwieczni na kartach „Wiernej rzeki”.
Ów majorat, na jego cześć, nazwano „Władimirowo”.
PK
Niebawem też Dobrowolski mianowany zostaje na stopień generalski. Stacjonując ze swym pułkiem w różnych miejscach, nie mógł zajmować się jak należy sprawami swego majoratu, więc udzielił pełnomocnictwa najpierw naczelnikowi żandarmów, a potem – od 1 V 1875 r. – gen. Wojciechowi Ostrowskiemu – innemu Polakowi w moskiewskiej służbie, którego Stefan uwieczni na kartach „Ech leśnych” – jako gen. Rozłuckiego.
Wojciech Ostrowski herbu Gryf, ur. w 1809 r. w Kamieńcu Podolskim, w armii rosyjskiej służył od 1828 roku.
PW
Żeromskim bieda doskwierała coraz bardziej. Stefan zapamiętał „audiencje” u zarządzającego majoratem „Władimirowo” starego generała Ostrowskiego, na które czasem udawał się z ojcem. Generał przyjmował ich zawsze grzecznie – „jak najuprzejmiej”, ale i stanowczo domagał się od dzierżawcy Ciekot realizacji zobowiązań.
PK
Może oddajmy głos Adamowi herbu Gryf Ostrowskiemu – plenipotentowi (po ojcu – gen. W. Ostrowskim) majoratu „Władimirowo”, który często bywał w Ciekotach po odbiór rat dzierżawnych od Wincentego Żeromskiego, i tak oto zapamiętał to miejsce: „Zabudowania w Ciekotach były stare, nędzne, krzywe, zaniedbane; ów dwór, niby taki sam jak soplicowski, to rzeczywiście był mały, krzywy, odrapany, stary dworek, z małym ganeczkiem na dwóch słupkach (…) Ciekoty był to najgorszy folwark w majoracie, z całego dwustumorgowego obszaru obsiewano tylko coś trzydzieści morgów; reszta ziemi były to mokre pastwiska, gdzie chłopi pasali swoje bydło, płacąc Żeromskiemu od każdej sztuki. (…) w Ciekotach można było zachwycać się tylko śliczną, dziką okolicą, niczym więcej”.
PW
No i Stefanek zachwycał się tą „śliczną, dziką okolicą”, zachwycał się każdą jej cząstką… kochał dozgonnie każdy, najnędzniejszy nawet jej zakątek.
PK
Patrzył też Stefanek (co wspominał do śmierci Stefan) na biedę swojej rodziny, na trud pracy ojca, chorobę matki i wzrastające długi… W tej pięknej krainie, leżącej nad wijącą się pokrętnie u stóp góry Radostowej Lubrzanką oraz jej dopływami, trzeba było wydzierać karczunkiem każdą piędź ziemi, która i tak najchętniej rodziła kamienie. Na pewnym etapie tej walki z przeciwnościami losu, ojciec Stefana zastawił nawet u lichwiarki zegarek, którego już nie wykupił…
PW
W latach tułaczki, pozbawiony domu młody literat, stwierdzi: „Dzięki temu ja teraz jestem obywatelem całej kuli ziemskiej – a kocham jego pamięć i jest dla mnie cudnem wspomnieniem i jego niezaradność i rozrzutność i długi i wieczni Żydzi i wieczne procenty”.
PK
Tutejszy dwór, przypominający raczej chłopską chałupę, w niczym nie przypominał rekonstrukcji dworu polskiego, którą dziś na Żeromszczyźnie oglądamy. Ten chylący się powoli ku upadkowi dworek przyjął pod swój stary, gontowy dach rodzinę Żeromskich – Wincentego z żoną Józefą wraz z ich potomstwem: synem Stefanem oraz córkami – Aleksandrą i Bolesławą (ur. w 1869 r.); Wincentyna zmarła w roku 1871.
PW
Stefan był dzieckiem nad wiek poważnym. W roku 1882, rozpoczynając „Dzienniki”, zapisze:
PK
„Co wspominać o latach mojego dzieciństwa? Czyż nie byłem, jak wszystkie dzieci, krzykaczem naprzód małym, potem urwisem, dokuczającym wszystkim, którego znać w każdym miejscu – o nie… od czasu, jak przyszedłem do tego wieku, że oddano mię do szkół, byłem zawsze samotnym i ponurym. Lubiłem zawsze i zawsze samotność”.